piątek, 23 sierpnia 2013

Autocenzura a la Ojczulek Ubu

Wdałem się ostatnio na esensja.pl w spór z recenzentem zbioru tekstów krytycznych S. Rushdiego pod polskim tytułem „Ojczyzny wyobrażone” (oryg. „Imaginary Homelands”). Aby nie powielać tu całego sporu napiszę tylko, że autor recenzji zasugerował, że zbiór byłby lepszy, gdyby usunąć zeń niektóre teksty. Swoje zdanie uzasadnił tym, że są one doskonałym suplementem do historii Indii, ale tej sprzed 20-30-40 lat. No i nikt w Polsce ich nie zrozumie.
    Ręce mi opadły. Może gdyby to polski wydawca wybrał te teksty, to bym zrozumiał. Ale one zostały zestawione przez ich autora dwie dekady temu i tak wydawane są w całym zachodnim świecie. Może w teokracjach Azji są one kastrowane, ale w Europie? Pan Daniel jest pierwszy.
    Wychodząc z tego założenia, nie ma co drukować „Iliady”, bo kogo tam zajmowałby wojna sprzed kilku tysięcy lat. Zwłaszcza, że nawet jeśli miała miejsce, to jej opisy są co najmniej przesadzone. A jak już jesteśmy przy tym temacie, to Tukidydes też nie jest potrzebny i lepiej się nim nie zajmować – po co skoro oni wszyscy (bohaterowie wojen peloponeskich) już nie żyją. Efekt nie zajmowania się Tukidydesem przez filologów skończyłby się małą apokalipsą nuklearną, bo ci, którzy jeszcze mu czas poświęcali, przeczytali go źle, o czym już wspomniałem. Co by tu jeszcze obciąć? Może nie uczmy już „Pieśni o Rolandzie”, bo to takie beznadziejnie archaiczne? Albo wytnijmy z „Biblii” niektóre księgi. A, to już uczyniono – wystarczy porównać tzw. „brytyjkę” i „tysiąclatkę”.
    System totalitarny ma to do siebie, że nie dąży do eksterminacji swoich oponentów. Dąży do ich asymilacji, do eksterminacji niepoprawnych idei. Wszyscy mają myśleć tak, jak każe im system. Takie jest przesłanie1984 Orwella. Wartości systemu mają być wartościami jednostki. Jednym z narzędzi eksterminacji jest cenzura.
    Rzeczywistość, w której żyjemy, znów jest totalitarna. Nikt mnie nie próbuje wtrącać do więzienia za moje poglądy, ale coraz mocniej podkreślane jest moje odstawanie od systemu. I jest ono przyjmowane z widocznym niezadowoleniem. Wartością i ideą jest teraz brak wartości i idei, powszechna ignorancja i niechęć do rozwoju. Przejawem jest fragmentaryzacja postrzegania (krótkie wpisy na „fejsie” i „tłicie”), która nie pozwala na przekazywanie wiedzy, lecz sygnalizowanie zdarzeń. Jak w pierwotnej hordzie. Obniżając sobie intelektualną poprzeczkę, obniżamy ją i innym, żaląc się, że dzieci mają dziś zbyt dużo nauki. Osobiście uważam, że nie tyle zbyt dużo nauki, co niepotrzebnych informacji i chętnie bym przy programach nauczania pomajstrował. Ale też widzę opłakane statystyki zdawalności matur (uzasadniające obcinanie programów) jednocześnie przecierając oczy ze zdumienia nad ich trywialnością. Tzw. „maturę z historii” zdałby każdy pełnosprawny umysłowo człowiek bez wkutej wiedzy, jedynie opierając się na dostarczonym materiale – testy wyboru, analiza tekstu źródłowego wydrukowanego na arkuszu, analiza mapy załączonej do pytania... Kierunek, w którym zmierza nasza edukacja opisuje krążąca w internetach anegdotka o zadaniu matematycznym:

Rok 1950.
Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty. Ile zarobił drwal?
Rok 1990
Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty, czyli 80 zł.
Ile zarobił drwal?

Rok 2000
Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty, czyli 80 zł. Drwal zarobił 20 zł.
Zakreśl Liczbę 20.

Rok 2013
Drwal sprzedał drewno za 100 zł.
Pokoloruj drwala.


Śmieszne tylko częściowo. Do czasu obejrzenia na YouTube serialu pt. „Matura to bzdura”. A myślicie, że osoby wyróżniające się wiedzą mają uprzywilejowaną pozycję społeczną? Ani w szkole, ani w życiu. Liczy się lans.
    Proszę porównać wyniki oglądalności teleturniejów „Jeden z dziesięciu” i „Jaka to melodia?”. Czekam z niepokojem, gdy teleturniej prowadzony przez pana Sznuka spadnie z anteny za „brak oglądalności”. Bo telewidzowie nie rozumieją zadawanych tam pytań. A gdzie tam mieliby znać na nie odpowiedzi... A przecież „Jeden z dziesięciu” to zaledwie turniej krzyżówkowiczów przy takiej „Wielkiej grze”!
    Trend wycinania programów popularyzujących wiedzę jest dla mnie formą cenzury stosowaną przez opresyjny system, w którym żyjemy. Coś słyszę, że mi się demokracja nie podoba. Tyle, że my nie żyjemy w demokracji, lecz w ochlokracji, z którą demokracja przegrała kulturowo kilkanaście lat temu, tak jak demokracja Weimaru przegrała z nazizmem. Teraz czarne bojówki „krytyków literackich” sugerować będą usunięcie niewygodnych (rzekomo niezrozumiałych) fragmentów książek. Brunatne koszule „reformatorów szkolnictwa” będą mieszać w młodych umysłach „promując umiejętności zamiast suchej wiedzy”. Ich patronem jest Ojczulek Ubu ze swoim wózkiem fynansowym i odmóżdżaniem.
    I znów, jak za punkowych czasów, mogę sobie krzyknąć: „NISZCZ SYSTEM!”, co tym razem jest synonimem do hasła: „Rozwijaj się, wysławiaj zamiast gadać, MYŚL”.

piątek, 16 sierpnia 2013

Odejście Baltazara

Wyszedłem wczoraj na popołudniowy spacer. Włączyłem radio w komórce i nastawiłem na „Trójkę”. Właśnie Adam Ferency zaczynał czytać jakiś tekst. Po kilku zdaniach zorientowałem się, że czyta „Baltazara”, autobiografię Sławomira Mrożka. I gdy skończył czytać, egzaltowano-omdlewający głos pani Marcinik w niezwykle poważnej tonacji przypomniał o informacji z przedpołudnia: w Nicei zmarł Sławomir Mrożek. Aż stanąłem w miejscu. Prowadzony przeze mnie pies zatrzymał się również i i zdziwiony obejrzał się – wszak niespodziewane stawanie przy drodze było dotąd jego domeną.
    Podobno ongi Kazimierz Dejmek zapytany o kondycję dramatu polskiego powiedział, że póki mamy Sławomira Mrożka, jest o polski dramat spokojny. K. Dejmek odszedł od nas w Sylwestra 2002 roku, więc spokojny był do końca. Teraz zacząłem niespokojny być ja.
   Nie będę udawał, że jestem Mrożka znawcą, czy że byłem z jego twórczością „na bieżąco”. Przypadek zrządził, że kilka miesięcy temu do ręki wpadł mi numer Dialogu, w którym opublikowano tekst najnowszej sztuki Mrożka pt. „Karnawał, czyli pierwsza żona Adama”. Dramat skromny, wręcz kameralny (choć u Mrożka nigdy nie było rozbuchanej obsady i scen batalistycznych), zdał się po pierwszej lekturze jakby... trochę nieporadny. Gdybym nie znał dorobku dramatopisarza, gdybym się nie zaczytywał dotąd w potoczystości jego dialogów, to pewnie byłbym pod wrażeniem. Ale miałem tu wrażenie, że wszystkie postaci są jakieś małomówne, zamknięte, tylko sygnalizują co mają do przekazania. Z następnego artykułu dowiedziałem się, że Sławomir Mrożek w wyniku udaru mózgu cierpiał na afazję. Afazja jest nie tyle utratą mowy, co utratą zdolności posługiwania się słowami – dla pisarza to kalectwo większe niż ślepota, czy utrata słuchu dla muzyka (choć van Beethoven dobrze sobie radził nawet dyrygując, tyle, że wkurzał muzyków orkiestry). Mrożek swoją słabość pokonał. Przybrał pseudonim „Baltazar”, by odróżnić się od pisarza Sławomira Mrożka, który odszedł wraz z udarem. Jako Baltazar napisał autobiografię i właśnie „Karnawał”. Ten dramat jest mimo swego deficytu retorycznego piękny. Dziesięć postaci, symbol na symbolu, bez mała fresk do kontemplacji przecinających się nawiązań, skojarzeń i refleksji. Stwierdziłem w duchu, że pierwsza sztuka Mrożka po przyjściu do zdrowia jest zwiastunem doskonałych, dalszych utworów. Niestety, okazała się ostatnim jego dziełem.
    Ciekawe jest dla mnie, że wszyscy podkreślają, że „odszedł autor «Tanga»”. Ciekawe ile osób kojarzy ten dramat i (w jakikolwiek sposób) go rozumie. Mam nadzieję, że sporo. Osobiście uważam „Tango” za jeden z dwóch najważniejszych dramatów powstałych w XX wieku (a nie jestem wcale znawcą spraw Melpomeny). Drugim jest „Wizyta starszej pani” Dürrematta. Oba ukazują pewne mechanizmy, którymi likwiduje się humanizm, każdy w inny sposób. U Mrożka to ukazanie nieubłaganego ciągu przyczynowo-skutkowego: dekadencja – neoortodoksja – kryzys – przemoc. I chciałbym to zobaczyć w dobrej adaptacji. Te, które widziałem, zbyt trącą magazynem zakurzonych manekinów. Okazuje się, że trudno zagrać archetyp. Bo to właśnie pisał Mrożek – opowieści o zderzeniach archetypów, niczym nowoczesne tytanomachie i gigantomachie. Każda postać, to symbol pewnej postawy, a Mrożek pokazuje jej silne i słabe strony, przy czym zachowuje sporo poczucia humoru. Pardon, zachowywał. Choć jako tzw. „autor modelowy” żyje cały czas w swoich dziełach. Dla mnie też.
    Odszedł wielki twórca.

Requiem aeternam dona eis, Domine:
et lux perpetua luceat eis