czwartek, 17 lipca 2014

Deus est machina

Po opowiadanko „Zdrowaś Matko” sięgnąłem dzięki urywkowi zamieszczonemu na głównej stronie Esensji:

Obecność pradawnego bytu wibrowała tuż pod ziemią. Bezduszna masa pochłaniała kolejne, coraz liczniejsze i bardziej złożone istnienia, a niebieskawa mgła zaczęła kłębić się zwartym gobelinem na wysokości pożółkłych źdźbeł trawy. Dopiero teraz Siedmiu poczuło zmianę.
J. Szajkowska „Zdrowaś Matko”
Pomyślałem sobie: „to będzie zły tekst, muszę go przeczytać”. No i zabrałem się za lekturę. Nie minęło trzy setki słów i natknąłem się na taki kwiatek:

Bogini z rozkoszą sięgnęła do mocy nagromadzonej przez stulecia wznoszonych modłów.

Nie mam do autorki pretensji o to zdanie. Ono jest tak znamienne dla naszej współczesnej kultury, że wręcz klasyczne. Potrzeba naprawdę chłodnego spojrzenia i dystansu jak stąd do gwiazdozbioru Liry, żeby zrozumieć, jak bardzo jest ono podszyte mechanistycznym paradygmatem newtownowskiej fizyki. Trzeba mieć dystans, jaki miał Roger Zelazny:

Modły wysokiej częstotliwości przepływały przez warstwę atmosfery, za czym wznosiły się wprost ku Złotemu Obłokowi, zwanemu Mostem Bogów.. (…) Co niektórzy z mnichów poważnie wątpili w prawowierność tej formy modlitwy, lecz przecież w końcu maszynę zbudował sam Jama-Dharma, który onegdaj spadł z Niebiańskiego Grodu. (…) Przez sześć dni Jama zdążył już ofiarować całe kilowaty modłów, ale zakłócenia atmosferyczne sprawiały, że Najwyższy nie mógł go usłyszeć.
R. Zelazny „Pan Światła”

Tu nie ma sentymentów: Jama, bóg śmierci, stoi obok swojej machiny, brakuje mu tylko papierosa tlącego się w kąciku ust, i przelewa energię, by ze Złotego Obłoku wyciągnąć duszę/umysł człowieka/boga, który jest mu potrzebny. Tak samo w atomie przelewa się energię do elektronu, by móc go wynieść na następną orbitę. Nie ma energii, nie ma cudów. Bez paliwa nie pojedziesz.
    Not enough mana.
   Bóg jest maszyną.
Literatura jest zwierciadłem naszego umysłu. Tworzymy światy i ich bogów na nasz obraz i podobieństwo. Dlatego świat „Zamku” Kafki jest ponury, groteskowy i niezrozumiały, a jego bóstwo – Klamm – jest jego esencją, odbiciem awersji autora. Ich uosobieniem. Świat mitów greckich to świat upostaciowień niezrozumiałych, potężnych sił przyrody. Świat bogów fantasy, to świat mechanizmów wymagających zasilania w modły i manę. Świat konstruktów myślowych, które są zestawami współczynników do tabel rzutu kostką d20.
   Zrozumieć to, to móc wyjść poza schemat.
   Czy jest po co wychodzić poza schemat? Tak! Lovecraft, Chambers, Bierce, Poe, oni wychodzili poza schemat, tworzyli nowe. Starali się wypchnąć nasze myślenie w nieznane. Ktoś mógłby powiedzieć, ze to próżny trud. Że to wymyślanie koloru, który nie istnieje. Ale biorąc pod uwagę „Kolor z przestworzy” („The Colour of the space”) Lovecrafta, da się w literaturze i takie niemożliwości pokonać. Zamienić opis obiektu na opis uczucia, które wywołuje. Nie dotykać, wskazać tylko palcem, obudzić ciekawość i podskórną tęsknotę. Jak Chambers w cyklu „Króla w Żółci”. Jak BOJANEK & MICHALOWSKI w utworze „Whispers”.
   To jest ta różnica jakościowa między sztuką a rzemiosłem: niesamowity i nienazywalny Król w Żółci, ruiny Carcossy, nieznany Kadath i nieopisywalny Yog-Sothoth, są sztuką, a tankujące modlitwy/manę/różowe promienie bóstewka to rzemiosło. A Jama ćmiący papierosa u stóp mechanicznego lotosu to sztuka doskonałej zabawy.

PS.
   Na chwilę obecną nie wiem, czy nowelka p. Szajkowskiej jest dobra, czy zła, bo musiałem przerwać na początku. Mam zatem tylko przeczucie, którego żadną miarą nie można traktować jako oceny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz