sobota, 26 lipca 2014

O potrzebie nowego Peryklesa

Perykles wywierał wpływ dzięki swemu autorytetowi i mądrości; będąc bez wątpienia nieprzekupnym z łatwością trzymał lud w ryzach i nie lud nim kierował, ale on ludem. Zdobywając sobie znaczenie jedynie uczciwymi środkami, nie schlebiał nikomu, lecz wykorzystując osobistą powagę, czasem także gniewnie do ludu przemawiał.
Tukidydes, „Wojna Peloponeska”, księga II

Ponieważ to nie jest tekst o polityce, więc nie będę pisał o słupkach rządzących rządami, lecz raczej skoncentruje się na sytuacji szeroko pojętej kultury.
   Zacznę od kwestii terminologicznej: wyróżniony fragment jest najkrótszym znanym mi opisem różnicy między demokracją a ochlokracją. Sam fakt, że Tukidydes wspomina o Peryklesie w kontekście narzucania woli ludowi, wskazuje, że przywódcy będący marionetkami ludu nie należeli do rzadkości. Perykles nie zachowywał bojaźni przed swoimi wyborcami, nawet, gdy mu dołożyli grzywną pieniężną. Był przywódcą po to, by rozkazywać, a nie schlebiać.
   Jeśli rośnie w tobie wątpliwość, czy w „szeroko pojętej kulturze” istnieje instytucja „przywódcy”, to dobrze. Spieszę z informacją, że już nie istnieje. Istnieje tylko grono producentów/dystrybutorów zapatrzonych w słupki wyników sprzedażowych i chodzące na ich smyczy „celebryty”. No i są „odbiorcy”, choć rzec by można było raczej, że to tłuszcza trzymająca pod butem swoich portfeli pierwsze dwie grupy. To nie producenci i dystrybutorzy są tu władcami. Parafrazując Sapkowskiego, przewodzą kulturze w takim stopniu, w jakim tłusty prosiak może przewodzić wilczej hordzie. Kto sprawuje kontrolę? Tłuszcza – ona głosuje portfelem, kogo chce słuchać, kogo oglądać i kogo czytać, jeśli w ogóle kogoś czytać. Jak się nazywa taki ustrój, gdzie panuje tłuszcza? Ochlokracja. Jak się nazywa taki ustrój, gdzie wbija się w głowy, że jest jedynym możliwym, jedynym stabilnym, jedynym słusznym? Totalitaryzm. Ochlokracja totalitarna powstała na podstawie przekonania, że elementy kultury są towarem. A nie są? Ściśle rzecz ujmując, ochlokracja totalitarna wysunęła postulat, że elementy kultury są wyłącznie towarem. No i pozamiatane.
   Potrzebujemy kogoś, kto rozbije ten system. Kogoś, kto obejmie przywództwo w obszarze kultury. Kto przekona, że dobra sztuka, to nie ta, co schlebia gustom tłumów. Sensem sztuki jest wyciągać ludzi na wyższy poziom umysłowy i etyczny, a nie dawać się sprowadzać do fizjologicznego poziomu tłumu. Ktoś powie, że postuluję tu nowego Petroniusza, arbitra elegancji. Ale ja powiem, że potrzebujemy tu Peryklesa, u którego Petroniusz mógłby robić za kaprala.
    Kiedy mieliśmy ostatnio takich przywódców? Czy Mickiewicz i Słowacki przepili swoje możliwości? Czy już wcześniej się to stało? A może to Żeromski stracił kontakt ze światem i czytelnikami, którzy rzucili się w ramiona „Trędowatej”? Kiedy dobra, pomysłowa muzyka ustąpiła jarmarcznej tandecie? Gdy Warszawskie Towarzystwo Muzyczne zaczęło grać do kotleta? W którym momencie jeleń zdeptał na rykowisku płonącą żyrafę?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz