sobota, 19 lipca 2014

Scenografoman

Podczytując z doskoku „Gwałt na Melpomenie” A. Słonimskiego dochodzę do wniosku, że osobą prawdziwie nielubianą przez autora nie był żaden z ospałych aktorów, dyrketor Szyfman, ani Osterwa grający rewelacyjnie każdą rolę, prócz roli reżysera teatralnego. Prawdziwy Arcywróg imć pana Słonimskiego nazywał się Wincenty Drabik i był scenografem Teatru Narodowego.
   Tylko kilka cytatów z recenzyj teatralnych ukazuje skalę problemu:

Wnętrze, jak na dom człowieka, który się zajmuje Szekspirem, trochę za czyste, za wytworne i za brzydkie.
przedstawienie „DZIĘKUJĘ ZA SŁUŻBĘ”

Dekoracje nareszcie nie przypominały „Oazy”. Dano nam za to fragment Hotelu Europejskiego.
przedstawienie „LEKARZ MIŁOŚCI"

Drabik urządził wnętrze, wzorując się nie tyle na salonach lub na sztuce, co wprost na „salonach sztuki”. Było tam paręset niepotrzebnych eksponatów, nóg drewnianych, starych gratów i malowanych postaci – zupełnie jak w dyrekcji teatrów miejskich.
przedstawienie „MŚCICIEL”
 
Najczęściej Słonimski smaga go jednym tylko zdaniem, jakby skąpiąc na jego robotę nawet służbowej farby drukarskiej:

Dekoracje bardzo brzydkie.
przedstawienie „UŚMIECH LOSU”

Drzewa i zbójcy w lesie źle pomalowane.
przedstawienie „ZBÓJCY”

Dekoracje Drabika obrażają oczy.
przedstawienie „KREDOWE KOŁO”

Drabik gorszy był dla Florencji niż Medyceusze.
przedstawienie „ROMANS FLORENCKI”

Niechęć do pana Drabika wyłazi nawet, gdy temu się coś uda:

Dekoracje podobno Drabika, aczkolwiek wydaje się to nieprawdopodobne.
przedstawienie „PAN DAMAZY”
 
Ale najbardziej enigmatyczne jest skwitowanie dekoracyj w inscenizacji mickiewiczowskich „Dziadów” w reżyserii Aleksandra Zelwerowicza, którą to recenzję zamienił poeta w tyradę miażdżącą cały pomysł na skracanie i przeinaczanie tekstu oryginalnego. Gdy już po trzech stronach lżenia inscenizatora przeszedł do masakrowania obsady, kończąc złowieszczo dodał pod adresem pana Drabika:

Dekoracje również.
 
 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz