wtorek, 16 września 2014

Konkluzja wujka Staszka #3: „Potop Redivivus: Podtopienie”

Informacja o tym, że na festiwalu w Gdyni widzowie nagrodzili owacjami nową, „odświeżoną” wersję „Potopu” Hoffmana stała się pewnego rodzaju znakiem czasu. O ile reżyserka wersja „Czasu Apokalipsy” („Apocalypse Now: Redux”) jest dłuższa od kinowego pierwowzoru, to „Potop Redivivus” jest okrojony o godzin dwie. Prawdą jest, że pierwowzór bardziej nawiązuje do fresków w stylu „Przeminęło z wiatrem”, czy „Kleopatra”, niż do współczesnych filmów, ale zabieg polegający na uatrakcyjnieniu poprzez pocięcie w  krótkie ujęcia i odchudzenie o 40% świadczy o pewnego rodzaju zubożeniu intelektualno-czasowym społeczeństwa doby bryków i opracowań.
    Osobiście ciekawi mnie, dlaczego włożono tyle pracy w „Potop Redivivus” zamiast zaprosić CyberMariana i nagrodzić go hurtem za wszystkie jego filmiki. Oszczędziłoby to widzom jeszcze więcej czasu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz