sobota, 11 października 2014

Drugie Pomieszanie Języków: wejście Rady

    Co gorsza, w sprawę obrony właściwego rozumienia pojęcia haker zaangażowano Radę Języka Polskiego. Innymi słowy: wezwano husarię. Cóż mógłbym powiedzieć o opinii wydanej przez Radę? Jeśli kontynuować sarmacką metaforę, to moja opinia o tej opinii brzmi: Korsuń, Piławice i Ujście jednocześnie.
    Aby pozostać uczciwym, zacytuję tu Poradę językową pt. „Haker”:

Do RJP nadszedł następujący list: „Witam, ostatnio sprawdziłem w słowniku Wilga udostępnianym w portalu slowniki.onet.pl słowo „haker”. Oto wynik, który uzyskałem: rz. mos I, lm M. ~erzy ‘osoba włamująca się do programów komputerowych’ Nie jest to prawda. Wg języków zagranicznych: [tu następuje cytat z Jargon File, który przetłumaczony jest na początku poprzedniego postu]. Co mogę zrobić lub zrobić może Rada, aby naprawić ten błąd? Prowadzi on do wielu pomyłek, szczególnie w mediach, które wykorzystują słowo „hacker” w ujęciu negatywnym, powodując zamieszanie wśród odbiorców”. Odpowiedział na niego przewodniczący RJP:

Dziękujemy za uwagi o znaczeniu wyrazu haker „w językach zagranicznych”, jak Pan pisze (a przytacza Pan tylko znaczenie w języku angielskim, nie podając źródła, z którego Pan czerpie te definicje). Istotnie najczęściej jest tak, że wyraz zapożyczony zachowuje znaczenie takie, jakie ma w języku, z którego pochodzi. Bywa jednak i tak, że wskutek różnych okoliczności znaczenie wyrazu w języku-biorcy różni się od znaczenia wyrazu w języku-dawcy. Tak jest chociażby w wypadku wyrazów handicap i kolaboracja w języku polskim i (odpowiednio) angielskim i francuskim.

Słowo haker w języku polskim nabrało innego znaczenia niż w ma w angielskim, co dokumentują definicje w „Innym słowniku języka polskiego PWN”: „Haker to ktoś, kto włamuje się do sieci i systemów komputerowych. Słowo używane środowiskowo” (t. 1. s. 499) i „Uniwersalnym słowniku języka polskiego PWN”: „osoba bezprawnie podłączająca się do komputerów i sieci komputerowych różnych instytucji; włamywacz komputerowy” (t. II, s. 8). Tak więc są to definicje zbieżne z cytowaną przez Pana. Dodam, że współcześnie często niepotrzebnie przypisujemy wyrazom polskim znaczenia ich angielskich odpowiedników graficznych bądź brzmieniowych, np. uważamy, że dieta to ‘sposób odżywiania, jadłospis’ (por. ang. diet) – podczas gdy jest to ‘określony sposób odżywiania, stosowany w leczeniu’, albo przypisujemy rzeczownikowi kondycja (por. ang. condition) znaczenie ‘stan, położenie’, podczas gdy znaczy on ‘stan fizyczny człowieka lub grupy ludzi’. Takich przykładów jest kilkaset, w wielu wypadkach nowe znaczenia słów polskich biorą się z nieprecyzyjnego tłumaczenia tekstów pisanych w języku angielskim. Niestety bowiem często znajomość angielskiego (nawet dobra) nie idzie w parze z dobrą znajomością polszczyzny, której np. usiłuje się przypisać znaczenia charakterystyczne dla wyrazów języka angielskiego.

2005 r.

Kwiat smętny w dłoni więdnie.
    Poradę firmował swym podpisem Przewodniczący RJP, ale na pewno w jej formułowaniu brać udział musiał przewodniczący Zespołu  Terminologii Informatycznej, prof. Andrzej Jacek Blikle, założyciel Polskiego Towarzystwa Informatycznego, wybitny specjalista (chciałoby się rzec, o ironio – haker) w dziedzinie języków programowania maszyn, znany, niestety, przez większość społeczeństwa jako cesarz pączków.
    Podane przez autora przykłady są oczywiście tyleż prawdzie, co nieadekwatne. Otóż wszystkie one pochodzą z czasów, gdy językiem „nikt się nie opiekował”. Gdy nikt nikogo nie poprawiał, nic nie ujednolicał, nikt nie wydawał opinii językowych. Teraz znaczenia są już ustalone i rozbieżne z językiem angielskim, więc nie ma potrzeby nacierania na te wiatraki (jak to mawiał prof. Gerard Labuda). Natomiast kultura hakerów jest kulturą stosunkowo młodą, skoro jej powstanie datuje się na połowę lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Mamy niesamowitą szansę przyjrzeć się jak rodzą się nowe kultury, ich zwyczaje i języki. Tak jak purytanie z „Mayflowera” stali się zalążkiem kultury amerykańskiej, tak hakerzy z MITu byli zalążkiem kultury hakerskiej. Ja nie postuluję, by od razu obchodzić związane z owymi purytanami Święto Dziękczynienia. Ja postuluję, by naszych Dożynek nie nazywać Świętem Dziękczynienia! A jeżeli już grupa pismaków bez szkoły i banda gimnazjalistów promuje użycie słowa haker w niewłaściwym znaczeniu, to od tego – wydawałoby się – jest RJP, by temu zapobiec. Nic bardziej mylnego! RJP zajmuje się ostatnio przyklepywaniem tego, co już na płotach, murach i „w internetach” wykoślawiono. I tak, gdy przeczytamy poradę z roku 2002 pt. „Etymologia pewnego wulgaryzmu” zauważymy, iż cały wydźwięk tej opinii jest do skwitowania jednym zdaniem: „nie będę się poniżać zabieraniem zdania w tej sprawie”.
    Natomiast ważne są dwa zdania wzmiankowanej odpowiedzi.

A co do zapisu „etymologicznie poprawnego”, to jeśliby go zawsze przestrzegać, musielibyśmy pisać: nóta, bót, kolenda, żentyca, ogurek, Jakób, że przytoczę kilka najbardziej znanych przykładów. W ciągu wieków ortografia zmieniała się wielokrotnie i często odchodzono od zapisu oddającego etymologię słowa.

Widać tu kapitulancką tezę, której trzymać się RJP będzie przez następne lata: skoro język zawsze się plenił, to my na to nic nie poradzimy. Jeśli język, w wyniku ewolucji, zmieni „ch” na „h” na początku wulgaryzmu, to widać tak musi być. Mam wrażenie, że jedynym strategicznym celem działalności RJP jest nadzór nad słownikiem imion dla potrzeb Urzędów Stanu Cywilnego.
    Drugie zdanie natomiast jakoś proroczo odnosi się do porady w zakresie słowa haker, o którą została Rada poproszona trzy lata później:

Nie rozumiem natomiast, dlaczego zapis przez „h” miałby się stać furtką, „przez którą do słowników wleje się ciurkiem cały strumień byków i koprolalizmów rodem z ulicy”? O jakież to wyrazy, których nie odnotowują najnowsze słowniki, może chodzić?

    Otóż, Panie Przewodniczący, chodzi o ósme znaczenie słowa haker.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz