poniedziałek, 15 grudnia 2014

Ćwierć wieku później



Czy tak wygląda staczanie ku starości?
    Dziś rano, jadąc do pracy pociągiem, poczułem gwałtowny niepokój. Nie mogłem sobie przypomnieć imienia Borgesa. Czarna dziura w pamięci, a po niej nazwisko argentyńskiego mistrza. I przemożna potrzeba przypomnienia sobie, aby udowodnić samemu sobie, że można pokonać erozję pamięci, że to przypadkowy kiks mózgu, a nie ordynarna skleroza. Zatem nie wprost. Zatem bibliotekarz z „Imienia Róży”. Niewidomy Jorge z Burgos. Jorge!
   Jakże zmyślnie skomponowana jest ta postać, która zawiera cztery elementy odnoszące się do Borgesa: imię tożsame, podobieństwo dźwiękowe nazwiska do nazwy miasta hiszpańskiego (Burgos), ślepota, która dotknęła Argentyńczyka u schyłku życia oraz biblioteka, której idealny model Borges zapostulował, a Eco opisał jej parafrazę.
   Piękna transpozycja J. Borgesa na niewidomego bibliotekarza nie mogła być przez mnie rozpoznana, gdy czytałem tę powieść po raz pierwszy, ćwierć wieku temu. Nawet nie wiedziałem, że istniał ktoś taki jak Jorge Borges. Czytałem „Imię róży” jako kryminał w średniowiecznym sztafażu, z Giewontem skrytym nocą za oknem, nieświadom piękna prozy Borgesa, odniesień literackich Eco, ani tego, że moja ukochana mama przegrywa z nowotworem walkę o swoje życie.
   Tamta nadzieja słodsza była od obecnej wiedzy. Widzenie przyszłości to straszny dar.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz