niedziela, 26 października 2014

Kapitanów dwóch


Jest zawsze pewnego rodzaju wyzwaniem dla autora wytworzenie osobowości bohatera, tak, by posiadała wyraziste cechy, które uczynią z niego istotę choć podobną do człowieka.
    Chodzi o to, by gangster nie miał jedynie blizny na twarzy i papierosa w ustach, albo by książę nie był woskową figurą na białym koniu, który walczy dzielnie, rządzi sprawiedliwie i kocha namiętnie. Oczywiście postaci wymienione winny mieć te cechy, by danemu celowi fabularnemu stało się zadość. Ale winny mieć także kilka cech drugorzędnych, które są niczym rysy twarzy pozwalając odróżnić jedną osobę od drugiej.
   Weźmy przykład, na którym widać to najdobitniej: Horatio Hornblower kontra Jack Aubrey.
    Trudno wyobrazić sobie podobną sytuację: dwa cykle powieściowe cieszące się uznaniem i oba ekranizowane, mówiące właściwie o tym samym. W obu przypadkach mamy historię kariery dowódcy okrętu Royal Navy (brytyjskiej marynarki wojennej) w czasie wojen napoleońskich. Postronnemu czytelnikowi, nie będącemu fanem militarystyki morskiej tej epoki, te dwie postaci winny zlać się w jedną. A jednak wyczuwa się zdecydowaną różnicę, między innymi dzięki temu, że obaj autorzy nadali swoim postaciom cechy drugorzędne, które są bez mała sobie przeciwstawne. Pomijając temperament – Hornblower jest kalkulujący niczym Sherlock Holmes, zaś Aubrey to prawdziwy paliwoda – najbardziej odróżnia ich... umuzykalnienie.
   H. Horblower posiada słuch muzyczny stopnia pierwszego: jest w stanie określić, czy ktoś w ogóle gra. Oto opis wybierania kotwicy przy akompaniamencie shantymana:

Połowa ludzi z wachty naciskała całym swym ciężarem na handszpaki, szukając nagimi stopami oparcia na gładkim pokładzie. Harrison zagrzewał ich okrzykami i groźbami, a maruderów popędzał uderzeniami trzciny. Na dziobie ten zwariowany rzępoła Sullivan, dwaj żołnierze z piszczałkami i dwaj dobosze wygrywali jakąś ochoczą melodię — dla Hornblowera wszystkie melodie były podobne do siebie.
C. S. Forester „Szczęśliwy powrót”

Tymczasem Jacka Aubreya poznajemy od razu na koncercie, gdzie z właściwym sobie brakiem umiaru wymachuje ręką jakby dyrygował słuchanym kwartetem smyczkowym. Z doktorem Maturinem, którego poznał na tym koncercie i zabrał w rejs jako lekarza okrętowego, muzykować będzie przy każdej okazji. Na przykład po zakończonych ćwiczeniach artyleryjskich:

- No cóż, może pozwolimy sobie na chwilę muzyki? - zwrócił się Jack do doktora Maturina. Mam nadzieję, że nie dzwoni panu w uszach od huku wystrzałów? Poruczniku, czy możemy pana zaprosić?
(…)
- Bardzo jestem zadowolony z dzisiejszego strzelania – przyznał Jack, strojąc skrzypce. - Teraz z czystym sumieniem mogę skierować okręt blisko brzegu, nie ryzykując wiele.
- Cieszę się, ze jest pan usatysfakcjonowany. Załoga rzeczywiście dała z siebie wszystko. Pozwolę sobie zwrócić uwagę, iż to nie jest dźwięk A.
P. O'Brian „Dowódca »Sophie«

Mała rzecz, a różnica widoczna. To oddanie cech drugorzędnych jest odpowiednikiem świtłocienia, czy wręcz perspektywy, w malarstwie. Chciałbym, by wszyscy autorzy pamiętali o tym. Chciałbym sam o tym pamiętać.

poniedziałek, 13 października 2014

Konkluzja wujka Staszka #4: Sztuka w cieniu cyca


W Krakowie rozpoczęła się kolejna edycja festiwalu Unsound. Jest to jedna z najważniejszych imprez tego typu w Europie. Wielkie święto muzyki eksperymentalnej, radykalnej w swym poszukiwaniu granic i nowych terytoriów. Nawet więcej niż tylko muzyki – Sztuki Eksperymentalnej i Zmuszającej Do Myślenia, gdyż kooperacja Jana Klaty i V/Vm w postaci spektaklu „Ubu Król” w reżyserii pierwszego i oprawie muzycznej drugiego to Sztuka. Dla chętnych: 19.10.2014 w Teatrze Starym. Szkoda, że mnie to minie.
    Ale któż prócz małe garstki zapaleńców wie, że startuje Unsound? Garstka słuchaczy PR2, którzy zauważyli krótkie wypowiedzi promocyjne pani dyrektor festiwalu. A tymczasem o Unsound dwa lata temu pisali wszyscy. Jako przykład podam dwa fragmenty artykułów:

400 tysięcy złotych przekazało Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego na dofinansowanie Unsound Festival w Krakowie. Tymczasem okazało się, że jedną z gwiazd festiwalu będzie amerykański zespół aTelecine, w którym występuje gwiazda porno Sasha Grey. - Nic o tym nie wiedzieliśmy - tłumaczą urzędnicy resortu.

26.06.2012 r., dostęp z dnia 13.10.2014 r.
 
Organizatorzy krakowskiego festiwalu Unsound (14-21 października) zaprosili Sashę Grey. Była gwiazda filmów porno, obecnie aktorka niezależnych filmów odwiedzi Polskę. Na stronie filmweb.pl czytamy: (...) [tu następuje cytat w filmweb.pl dot. biografii Sashy Grey i na tym kończy się artykuł]
Organizatorzy sami się zdziwili:

- Na festiwalu pojawi się prawie stu artystów z całego świata, reprezentujących najciekawsze tendencje w muzyce elektronicznej, post-klasycznej czy eksperymentalnej. Jednym z nich jest grupa aTelecine, której światowy debiut odbędzie się właśnie na Unsoundzie. Przyznam, że zaskoczył nas wysyp sensacyjnych publikacji dotyczących tego wydarzenia. Sasha Grey wzbudza kontrowersje poprzez swą przeszłość w branży pornograficznej. Nie oceniamy jej wyborów. Ale dziś jest uznaną aktorką: grała m.in. u Stevena Soderbergha czy w serialu "Entourage". Z pewnością jest fenomenem popkultury, ale na festiwalu skupimy się jedynie na prezentacji twórczości muzycznej zespołu aTelecine, a nie dorobku filmowym któregokolwiek z jego członków. Jeśli więc ktoś szuka sensacji, sugeruję wybrać się na koncert Lady Gagi - mówi Płysa. [Małgorzata Płysa to szefowa Unsound – przyp. mój]

Gazeta.pl „Kontrowersyjny Unsound w Krakowie. Festiwalowy The End?”
07.09.2012 r., dostęp z dnia 13.10.2014 r.

Jak widać, jedynym sposobem na przebicie się w mediach masowego rażenia jest seks, bądź spektakularna śmierć.
    W sumie to może dobrze, że Unsound w 2012 r. wypłynął na cyckach, a nie na trumnach. Ale w tym kontekście patrząc, wolałbym, żeby pozostał niszową imprezą, niezauważoną przez tabloidowych, samozwańczych obrońców moralności i budżetu państwa.

sobota, 11 października 2014

Drugie Pomieszanie Języków: wejście Rady

    Co gorsza, w sprawę obrony właściwego rozumienia pojęcia haker zaangażowano Radę Języka Polskiego. Innymi słowy: wezwano husarię. Cóż mógłbym powiedzieć o opinii wydanej przez Radę? Jeśli kontynuować sarmacką metaforę, to moja opinia o tej opinii brzmi: Korsuń, Piławice i Ujście jednocześnie.
    Aby pozostać uczciwym, zacytuję tu Poradę językową pt. „Haker”:

Do RJP nadszedł następujący list: „Witam, ostatnio sprawdziłem w słowniku Wilga udostępnianym w portalu slowniki.onet.pl słowo „haker”. Oto wynik, który uzyskałem: rz. mos I, lm M. ~erzy ‘osoba włamująca się do programów komputerowych’ Nie jest to prawda. Wg języków zagranicznych: [tu następuje cytat z Jargon File, który przetłumaczony jest na początku poprzedniego postu]. Co mogę zrobić lub zrobić może Rada, aby naprawić ten błąd? Prowadzi on do wielu pomyłek, szczególnie w mediach, które wykorzystują słowo „hacker” w ujęciu negatywnym, powodując zamieszanie wśród odbiorców”. Odpowiedział na niego przewodniczący RJP:

Dziękujemy za uwagi o znaczeniu wyrazu haker „w językach zagranicznych”, jak Pan pisze (a przytacza Pan tylko znaczenie w języku angielskim, nie podając źródła, z którego Pan czerpie te definicje). Istotnie najczęściej jest tak, że wyraz zapożyczony zachowuje znaczenie takie, jakie ma w języku, z którego pochodzi. Bywa jednak i tak, że wskutek różnych okoliczności znaczenie wyrazu w języku-biorcy różni się od znaczenia wyrazu w języku-dawcy. Tak jest chociażby w wypadku wyrazów handicap i kolaboracja w języku polskim i (odpowiednio) angielskim i francuskim.

Słowo haker w języku polskim nabrało innego znaczenia niż w ma w angielskim, co dokumentują definicje w „Innym słowniku języka polskiego PWN”: „Haker to ktoś, kto włamuje się do sieci i systemów komputerowych. Słowo używane środowiskowo” (t. 1. s. 499) i „Uniwersalnym słowniku języka polskiego PWN”: „osoba bezprawnie podłączająca się do komputerów i sieci komputerowych różnych instytucji; włamywacz komputerowy” (t. II, s. 8). Tak więc są to definicje zbieżne z cytowaną przez Pana. Dodam, że współcześnie często niepotrzebnie przypisujemy wyrazom polskim znaczenia ich angielskich odpowiedników graficznych bądź brzmieniowych, np. uważamy, że dieta to ‘sposób odżywiania, jadłospis’ (por. ang. diet) – podczas gdy jest to ‘określony sposób odżywiania, stosowany w leczeniu’, albo przypisujemy rzeczownikowi kondycja (por. ang. condition) znaczenie ‘stan, położenie’, podczas gdy znaczy on ‘stan fizyczny człowieka lub grupy ludzi’. Takich przykładów jest kilkaset, w wielu wypadkach nowe znaczenia słów polskich biorą się z nieprecyzyjnego tłumaczenia tekstów pisanych w języku angielskim. Niestety bowiem często znajomość angielskiego (nawet dobra) nie idzie w parze z dobrą znajomością polszczyzny, której np. usiłuje się przypisać znaczenia charakterystyczne dla wyrazów języka angielskiego.

2005 r.

Kwiat smętny w dłoni więdnie.
    Poradę firmował swym podpisem Przewodniczący RJP, ale na pewno w jej formułowaniu brać udział musiał przewodniczący Zespołu  Terminologii Informatycznej, prof. Andrzej Jacek Blikle, założyciel Polskiego Towarzystwa Informatycznego, wybitny specjalista (chciałoby się rzec, o ironio – haker) w dziedzinie języków programowania maszyn, znany, niestety, przez większość społeczeństwa jako cesarz pączków.
    Podane przez autora przykłady są oczywiście tyleż prawdzie, co nieadekwatne. Otóż wszystkie one pochodzą z czasów, gdy językiem „nikt się nie opiekował”. Gdy nikt nikogo nie poprawiał, nic nie ujednolicał, nikt nie wydawał opinii językowych. Teraz znaczenia są już ustalone i rozbieżne z językiem angielskim, więc nie ma potrzeby nacierania na te wiatraki (jak to mawiał prof. Gerard Labuda). Natomiast kultura hakerów jest kulturą stosunkowo młodą, skoro jej powstanie datuje się na połowę lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Mamy niesamowitą szansę przyjrzeć się jak rodzą się nowe kultury, ich zwyczaje i języki. Tak jak purytanie z „Mayflowera” stali się zalążkiem kultury amerykańskiej, tak hakerzy z MITu byli zalążkiem kultury hakerskiej. Ja nie postuluję, by od razu obchodzić związane z owymi purytanami Święto Dziękczynienia. Ja postuluję, by naszych Dożynek nie nazywać Świętem Dziękczynienia! A jeżeli już grupa pismaków bez szkoły i banda gimnazjalistów promuje użycie słowa haker w niewłaściwym znaczeniu, to od tego – wydawałoby się – jest RJP, by temu zapobiec. Nic bardziej mylnego! RJP zajmuje się ostatnio przyklepywaniem tego, co już na płotach, murach i „w internetach” wykoślawiono. I tak, gdy przeczytamy poradę z roku 2002 pt. „Etymologia pewnego wulgaryzmu” zauważymy, iż cały wydźwięk tej opinii jest do skwitowania jednym zdaniem: „nie będę się poniżać zabieraniem zdania w tej sprawie”.
    Natomiast ważne są dwa zdania wzmiankowanej odpowiedzi.

A co do zapisu „etymologicznie poprawnego”, to jeśliby go zawsze przestrzegać, musielibyśmy pisać: nóta, bót, kolenda, żentyca, ogurek, Jakób, że przytoczę kilka najbardziej znanych przykładów. W ciągu wieków ortografia zmieniała się wielokrotnie i często odchodzono od zapisu oddającego etymologię słowa.

Widać tu kapitulancką tezę, której trzymać się RJP będzie przez następne lata: skoro język zawsze się plenił, to my na to nic nie poradzimy. Jeśli język, w wyniku ewolucji, zmieni „ch” na „h” na początku wulgaryzmu, to widać tak musi być. Mam wrażenie, że jedynym strategicznym celem działalności RJP jest nadzór nad słownikiem imion dla potrzeb Urzędów Stanu Cywilnego.
    Drugie zdanie natomiast jakoś proroczo odnosi się do porady w zakresie słowa haker, o którą została Rada poproszona trzy lata później:

Nie rozumiem natomiast, dlaczego zapis przez „h” miałby się stać furtką, „przez którą do słowników wleje się ciurkiem cały strumień byków i koprolalizmów rodem z ulicy”? O jakież to wyrazy, których nie odnotowują najnowsze słowniki, może chodzić?

    Otóż, Panie Przewodniczący, chodzi o ósme znaczenie słowa haker.

sobota, 4 października 2014

Drugie Pomieszanie Języków: haker

    Wracam z rozważaniami na stare śmiecie: do nie-porozumienia. Tym razem, o dziwo, wywołanego celowo. I to w dodatku przez organ i osoby, po których bym się tego nie spodziewał, lub przynajmniej spodziewał najmniej.
    Chodzi mianowicie o znaczenie słowa hacker (pol. haker). Najpierw pozwolę sobie przedstawić moje znaczenie, które opieram na Jargon File.
    Ergo - muszę najpierw wytłumaczyć czym jest Jargon File. Jest to mianowicie  słownik gwary komputerowej wzbogacony o dodatki, które są niejako kodyfikacją legend założycielskich wczesnej kultury hakerów.
    Spróbuję zacytować Jargon File tłumacząc fragment hasła „hacker”:

Haker: [początkowo: osoba wykonująca meble przy użyciu siekiery]
1. Osoba poznająca szczegóły programowalnych systemów i odkrywająca sposoby rozszerzenia ich możliwości, w przeciwieństwie do normalnych użytkowników, którzy preferują minimalne zapoznanie z ich możliwościami. RFC 1392 (Słownik Użytkowników Internetu) definiuje go jako „osobę czerpiącą przyjemność z dogłębnego poznawania budowy i zasad działania systemów, komputerów i sieci komputerowych w szczególności.
2. Osoba będąca entuzjastą programowania (lub wręcz programująca obsesywnie), lub taka, która przedkłada praktyczne programowanie nad teorię programowania,
3. Osoba doceniająca
hakerskie wartości (tu odnośnik do kolejnego hasła).
4. Osoba, która szybko stała się dobra w programowaniu.
5. Ekspert w danym zagadnieniu, w szczególności użytkowania programu lub systemu, np. „haker uniksowy” to wysokiej klasy ekspert w dziedzinie systemów rodziny Unix.
6. Ekspert lub entuzjasta każdego rodzaju. Na przykład astronomii.
7. Osoba lubiąca wyzwania intelektualne wymagające podejścia twórczego i odkrywczego.
8. [znaczenie naganne, do wycofania] Wścibskie indywiduum próbujące zdobyć informacje wrażliwe poprzez szukanie dziur w systemach zabezpieczeń. Właściwym terminem na określenie takiej osoby jest
craker (tu odnośnik do kolejnego hasła)

I wcale nie jest tak, że powyższe hasło jest czyimś „widzimisię”, lecz jest mocno osadzone w kulturze inżynierów wysokich technologii. Jako przykład przytoczyć można zbiór problemów matematycznych pod nazwą HAKMEM, co jest zniekształceniem „hacks memo” wynikającym z faktu, iż w komputerach PDP-10 występowało w nazwach ograniczenie do sześciu znaków. Co zawiera HAKMEM? Przykład skróciłem niemal do nagłówka, aby nie sadzić tu funkcji matematycznych:

Zagadnienie nr 50:
Nie istnieje magiczny sześcian o boku składającym się z czterech liczb.
Dowód: (…)


Czym jest magiczny sześcian? Trójwymiarowym rozwinięciem kwadratów magicznych. Cały dowód składa się z dwóch lematów i dwóch dowodów lematów, a zakończony jest obowiązkowym „QED”, co się na polski tłumaczy „cbdu”: „co było do udowodnienia”.
    Jaka jest medialna recepcja słowa „haker”? Ósma. Ta, której środowisko hakerów nie akceptuje. Fakt, że wśród hakerów zdarzają się czarne owce zajmujące się crackingiem nie upoważnia do deprecjonowania całego znaczenia słowa. W przeciwnym wypadku casus Che Guevary mógłby spowodować, że słowo lekarz stałoby się synonimem słowa rewolucjonista. Lub lepiej – wypierałoby je. Wyobrażacie sobie artykuły historyczne mówiące o Wielkim Leczeniu Październikowym, lub o krwawym terrorze jakobińskich lekarzy? Proszę Was...
   No dobrze, poszukajmy zatem sprzymierzeńców w obronie spójności znaczenia pojęć.

c.d.n.