sobota, 28 marca 2015

Pytania retoryczne: Haqeldama

Czy żałujesz teraz swojego czynu?
Pytasz o samobójstwo, czy zdradę?

 Może najpierw o zdradę.
Oczywiście, że żałuję. Inaczej bym się nie powiesił. Choć nie jest to takie do końca oczywiste.

Co nie jest oczywiste?
W powszechnej opinii zostałem opisany jako łotr, złodziej i sprzedawczyk, który zdradził najukochańszego człowieka pod słońcem. Ale to nie jest takie czarne, jak się wydaje.

Nie?
Po pierwsze: ktoś musiał.

 Ktoś musiał zdradzić?
Dokładnie tak. Chrystus Pan musiał trafić w ich ręce. Nie ma odkupienia bez męki i zmartwychwstania. A bez mojej zdrady by się to nie stało.

Przecież mogli go pojmać w mieście, gdy głosił nauki.
Ale tego nie zrobili. Nie potrafili podnieść na niego ręki, gdy stał w świetle dnia. A w nocy wychodziliśmy za miasto, żeby się ukryć.

 Gdyby Chrystus chciał być wydany, to by się nie ukrywał.
Myślisz, że poszedłby sam do kapłanów i powiedział „Skujcie mnie, bo już dosyć mam waszego ociągania się. Pascha idzie, a ja na wolności!”? Nie. Oni by uciekli. Zamknęliby mu bramy przed nosem, a samego nazwali wariatem. Mówiliby: „Za dużo wypiłeś! To już przechodzi wszelkie pojęcie! Któż mógłby chcieć twojej śmierci? My?! W imieniu miasta uroczyście protestujemy przeciw temu oszczerstwu!”. Nie. To musiało być skryte. Wyglądać na naturalne. To musiała być zdrada. Tylko w to mogli uwierzyć. Moja zdrada jest miarą ich tchórzostwa.

Ale tak między nami mówiąc – nie było ci to na rękę?
Było. Byłem rozczarowany postępowaniem Jeszui. Chciałem walczyć, wyzwalać mój naród. Chciałem odbudowy siły Dawida. Chciałem, by dzieci w naszym kraju żyły w dobrobycie i bezpieczeństwie. Jeszua, jak większość z nas, był Galilejczykiem, ale nie zachowywał się jak Galilejczyk. Zachowywał się jak kapitulant. „Bogu co boskie, cezarowi co cezara”. Dajcie spokój. Czy tak mówić może patriota? Kapitulant, pożyteczny idiota Rzymu. To nawet widać było w tym fasadowym procesie – Piłat stawał na rzęsach, żeby go uniewinnić. Nauczanie Chrystusa było Rzymowi na rękę.

Ale to on go finalnie skazał. Skoro było jak mówisz, dlaczego to zrobił?
Bo go zmusili. Sanhedryn, ta banda tchórzy, nie chciała mieć na rękach krwi proroka, tak na wszelki wypadek. Oni byli w stanie tylko knuć. Kupić moją zdradę i zaszantażować Piłata.

Piłata można było zaszantażować?
To był szantaż polityczny. Gdyby nie skazał Jeszui, zanieśliby swoje oskarżenia do Tyberiusza. A on się nie patyczkował. Najpierw wymieniłby procuratora. A nowy zacząłby od skazania Galilejczyka. Skoro zaś sytuacja Jeszui i tak była beznadziejna, Piłat postanowił przynajmniej zachować stanowisko.

Mówiłeś, że nauczanie Chrystusa było na rękę Rzymowi. A tobie nie. Czy komuś jeszcze?
Wielu ludziom. My, Galilejczycy, mamy opór we krwi. W obronie wolności jesteśmy twardzi i bezkompromisowi. Należałem do sykariuszy, jak nas nazywano. Wy nazwalibyście nas „terrorystami”. Nie rozstawaliśmy się z nożami i wiedzieliśmy jak z nich zrobić użytek. Nocą na osobności, w dzień, na suku, w tłumie. Niejeden z nas miał na rękach krew. Ale niektórzy miękli, słuchając nauk Chrystusa.

Miękli? Masz na myśli innych sykariuszy? Możesz kogoś wskazać?
Oczywiście! Szymon z Betsaidy, znany jako Kefas. Myślisz, że skąd swoje przezwisko wziął? Kawał był z niego kafara – jak przygrzmocił, to klienta mógł zabić jednym ciosem. A Jeszua obłaskawił go jak kociaka. Choć nóż nosił do końca. To znaczy – do pojmania. Ale wyszedł z wprawy. Gdyby to był stary Kefas, ten sprzed trzech lat, to Malchos nie straciłby ucha, tylko życie. Kefas źle poprowadził cięcie i paskudnie rozpłatał mu twarz. Ale celował w gardło. Nikt tego tak dobrze nie wie, jak drugi sykariusz.

Wróćmy do zdrady. Twierdzisz, że była konieczna, z uwagi na inercję Sanhedrynu. Ale dlaczego akurat ty postanowiłeś do nich pójść?
Mówiłem, było mi to na rękę. Czym dłużej Chrystus głosił swoje nauki, tym bardziej oddalała się chwila wolności dla Izraela.

W którym momencie to zrozumiałeś?
Narastało to we mnie od dłuższego już czasu. Ale tak na poważnie uderzyło mnie to w momencie, gdy zobaczyłem wiwatujący tłum wchodząc do Jeruzalem. Jakby jakaś ukryta sprężyna uległa zwolnieniu i uruchomiła mechanizm, który tylko we mnie czekał, by spełnić to zadanie. Dokładnie wiedziałem co i jak mam zrobić. Jaka jest moja rola i mój cel. No i to robiłem. Czasami wręcz wydawało mi się, że to się dzieje samo. Że ja tylko biernie przyglądam się temu, co moje ciało robi samo.

I to pchnęło cię do samobójstwa? Ta utrata kontroli nad swoimi poczynaniami? Czy refleksja „Boże, co ja narobiłem?”.
[kręci głową] Ani to, ani to. Zrobiłem, co zrobić należało.

Jest tu poważna niekonsekwencja. Najpierw mówisz, że żałujesz zdrady i dlatego się powiesiłeś, a potem, że zrobiłeś co należało. To jak to w końcu jest?
To skomplikowane. Myślę, że tego nie zrozumie nikt, kto nie musiał zrobić dla dobra sprawy niczego tak strasznego ja. Kto nie musiał oglądać owoców swojej decyzji. Myślicie, że jestem twardzielem, który może patrzeć bez mrugnięcia okiem na to, jak przy akompaniamencie wycia tłumów przekształca się przyjaciela w drgający strzęp ciała. On był moim przyjacielem! [w oczach pojawiają mu się łzy] Nigdy nie powiedział mi nic złego, choć byłem złym człowiekiem.

Ale przecież wiedziałeś, że zginie. Po to go wydałeś.
Łudziłem się, że im ucieknie i nie pojawi się więcej w Judei. W końcu był w stanie działać cuda. Sam widziałem, jak szedł po wodzie. A jeśli już nie ucieknie, to zrobią mu proces religijny i ukamieniują. Takie jest prawo. To miała być szybka śmierć. Nie to, co się z nim stało. Nie mogłem na to patrzeć. I nie mogłem się pogodzić z tym, że zostałem zmanipulowany.

Zmanipulowany? Przez kogo?
Przez wszystkich. Sanhedryn. Przez Niego.

Chcesz powiedzieć, ze Chrystus tobą manipulował?!
Tak. Pamiętasz może, jak na ostatniej wieczerzy Pan dał mi kawałek chleba, po zjedzeniu którego szatan wstąpił w moje serce. Wstałem i wyszedłem, żeby powiadomić arcykapłanów, w którym ogrodzie dziś będzie modlił się Jeszua. Dopóki nie zjadłem tego kawałka, nie mogłem się zebrać, żeby to zrobić.

Ale z tego co mówisz, wynika, że arcykapłani tylko czekali na twój znak.
Tak. Już byliśmy umówieni.

Zatem zdrada już się dokonała, Chrystus pchnął jedynie mały kamyczek. Mówiąc twoimi kategoriami: musiał to zrobić, by pokonać twoje tchórzostwo. Ale zdrada była suwerenną decyzją, aktem, który już się dokonał wcześniej.
Tak... ale... No mogłem się jeszcze wycofać...

Nie rozumiem cię. Uważasz, że zrobiłeś co należało, ale jednak masz za złe Chrystusowi, że nie pozwolił ci się wycofać. No to w końcu co myślisz o swej zdradzie?
Jestem nią rozczarowany.


No greater love than mine
Hath no man than I –
Who would sacrifice eternity
for one kiss for humanity.

Większej miłości nad moją
Nikt nie okazał prócz mnie
 Któż poświęciłby swą wieczność
Jednym pocałunkiem dla ludzkości.

LAIBACH „Abuse and Confession”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz