niedziela, 5 kwietnia 2015

Powieść post-apo i post-apo powieści

Tytułem wstępu: powieść miała premierę 10 marca, zakupiłem ją w piątek, 13 marca, pół godziny przed północą, po pięciu minutach miałem już ją na czytniku. Jeśli e-booki nie są rewolucją, to Gutenberg też żadnej nie wywołał. 17 marca byłem już po pierwszej lekturze. Recenzji jeszcze nie było w necie. Teraz są ich dziesiątki, z czego połowa ma w tle hasło „jestem skołowany, nie wiem o czym mam pisać, Dukaj wielkim pisarzem jest”, lub „ratunku, nic nie zrozumiałem, więc powieść jest do niczego”.
   Ale ja chciałem opowiedzieć o czymś innym.

Nowa powieść J. Dukaja jest pewnego rodzaju kamieniem milowym polskiej literatury. O ile „Sezon burz”A. Sapkowskiego stał się Okopami Św. Trójcy książkowych konserwatystów, to dukajowa powieść zrywa z pojęciem „książka”.
   Książka, pojmowana jako zestaw kartek z naniesioną nań informacją w liniowej postaci tekstu, jest przez J. Dukaja wykluczona jako nośnik jego powieści. Na stronie autora czytamy:

Starość aksolotla” ukazuje się wyłącznie jako ebook i jest pierwszą w Polsce książką cyfrową, która angażuje czytelnika na tak wielu poziomach: tekst – hipertekst – art – real.
dukaj.pl dostęp z dnia 15.03.2015 r.

Czym jest „Starość aksolotla”? Powieścią. Powieścią post-apo, która pokoleniu czytelników ~40 przypomni wszystkie emocje związane z „Kantyczką dla Leibowitza”. Powieścią, która znów sięga do korzeni wszelkich mitów antropogenetycznych: znów widzimy wojny bogów i tytanów osnute wokół powstawania człowieka. Dukaj, człowiek zanurzony w tradycji i historii filozofii, rewelacyjnie przepisuje mit Raju i Ziemi, mit Potopu, i Nefilim. I wszystkie te mity wpisane są w rzeczywistość twardą, naukową, stalową i polimerową. Nic nie dzieje się bez przyczyny, choć przyczyny są nie dla wszystkich bohaterów czytelne. I dlatego tworzą się nowe mity. Gorzej, że o ile wszystko ma przyczynę, to cel staje się coraz bardziej zamazany. Chyba, że pytanie o sens i cel istnienia to tylko defekt softu neuro uralowca...
    Ale chciałem bardziej skoncentrować się na części formalnej. To co jest w książce nowego, to piętrowe, nieco nawiązujące do hipertekstu odnośniki-przypisy. Skaczemy z przypisu do przypisu, żeby nasyciwszy się informacją pozwalającą lepiej nam zrozumieć aktualną sytuację wrócić do miejsca, w którym wydarza się akcja. Przeplatają to arty (czyli ilustracje) i ex-librisy oraz linki do ściągnięcia ze strony autora plików, by wydrukować sobie na drukarce 3D figurki mechów, w które zaklęci są bohaterowie. To już nie książka. To pakiet fabularny. Rubikon literatury.
    Ale jest w figurze Rubikonu coś, co każe odwołać się do historycznego źródła. Samo przejście Rubikonu przez rzymskie legie nic nie zmieniło. Było zasadniczo jedynie manifestem, deklaracją kierunku. Zmieniły dalsze działania wojenne. Przekroczenie rzeki militarnie było jedynie początkiem. Gdyby Cezar zdecydowałby się zawrócić, nikt o Rubikonie dziś by nie pamiętał. „Starość aksolotla” jest takim Rubikonem. Powieść pozostała powieścią: z liniową fabułą, niezmienną liczbą bohaterów.
    Czego ja się czepiam? Czy może powieść wyglądać inaczej? Nieliniowo? Może. I nie mówię tu o „Grze w klasy” Cortazara, lecz o grach książkowych, tzw. paragrafówkach, np. Wydawnictwa Wielokrotnego Wyboru. Wybieramy sobie ścieżkę fabuły, którą chcemy dziś podążać. Innym razem spróbujemy się w sytuacji krytycznej inaczej zachować, to poprowadzi nas inną ścieżką. Ale ponieważ to czytelnik dokonuje wyboru, więc przywiązani jesteśmy do jednego bohatera i narracja jest zwykle pierwszo- lub drogoosobowa.
    Można powieść napisać jakiej jeszcze nie napisał nikt. Nazwijmy ją Powieścią 2.0.
    Po pierwsze: zrywamy z uwiązaniem narracji. W „Pieśniach Lodu i Ognia” G. R. R. Martin ma kilkunastu bohaterów, którzy stanowią „punkty widzenia” (ang. point of view, POV) narracji. Widzimy pewne wydarzenia fabularne z różnych POV, tak jak odbierają je różni bohaterowie. To powoduje, że saga zaczyna „puchnąć”. Że jesteśmy zmuszani kręcić się w jednym miejscu fabuły oglądając je z różnych perspektyw, co powoduje, że czas lektury wyraźnie wydłuża się względem czasu fabularnego powodując zmęczenie przestojem lub prostą irytację. Niech czytelnik sam zdecyduje czyimi oczyma chce widzieć dany fragment fabuły.
   Po drugie: zerwijmy z liniowością fabuły. Niech od czasu do czasu bohaterowie kontrolowani przez czytelnika podejmą decyzję, która potoczy opowieść w inny korytarz labiryntu. Może nie tak często jak w grach paragrafowych, ale kilka razy.
   Po trzecie: wiki. Dukaj w „Starości aksolotla” dobrze stawia na rozbuchane przypisy hipertekstowe (papier tego nie ma). Ideałem byłyby przypisy odsyłające do wikileksykonu, który byłby integralną częścią książki. Byłby metatekstem opisującym świat, w którym przyszło nam się zaczytać. Od razu widać konsekwencje dla treści utworu – dygresje stałyby się zbędne. Oczywiście słyszę szmer oburzenia i drwin ze strony wielbicieli naturalizmu. Proszę państwa, wy już korzystacie z tego handicapu: świat, w którym żyjecie jest waszym metatekstem, waszą wikią, bez której obchodzić muszą się czytelnicy Herberta, Tolkiena, LeGuin i Dukaja.
   Po czwarte: oprawa dźwiękowa. I znów Dukaj popisał się intuicją, gdy w roku 1997 rozpoczął opowiadanie „Serce mroku” didaskaliami (sic! Jedyne znane mi didaskalia w utworze epickim) o treści: „Najlepiej czytać przy muzyce zespołu Rammstein”. Tu jest jeden szkopuł. Aby dostosować się do życzenia autora, należy sprawdzić, które z albumów mógł polecać w chwili pisania. A wtedy R+ mieli za sobą tylko dwa albumy studyjne: Herzleid i Sehnsucht. Jeśli nie uwiąże nas technologia, muzyka winna być integralną częścią Powieści 2.0.
   Natomiast jestem szczerze nieprzekonany do ilustracji. To już może być zbytnie narzucanie interpretacji wizualnej. Rozważania na temat wpływu oryginalnych ilustracji do „Kubusia Puchatka” i „Alicji w Krainie Czarów” pozostawmy na odrębny post.
   Czy napisanie Powieści 2.0 byłoby trudne? Nie bardziej niż napisanie klasycznej powieści dla D. Defoe, czy M. Cervantesa. Każdy, kto jest pierwszy, ma trudniej. Nie może pójść na kurs kreatywnego pisania, bo to on wyznacza szlak i technikę poruszania się, którą inni poddadzą krytyce i następnych będą nauczać. Ale myślę, że warto.
   I nie ma się co zżymać i zamurowywać w samotnych wieżach literackiej konserwy, tylko spojrzeć na filmy związane z grą narracyjną „The Old City: Leviathan”. To jest przyszłość sztuki wizualnej. Taki Film 2.0. To się dzieje już, mimo że film klasyczny będzie miał rzesze odbiorców jeszcze przez dwa lub trzy stulecia, nim zepchnięty zostanie do niszy jak sztuka teatralna. Literatura fabularna albo „przepisze się” do Powieści 2.0, albo zostanie wypalona, jak ludzkość na początku „Starości aksolotla”. Ten Południk, już gdzieś tam zaczyna się przesuwać.

A moje refleksje na temat treści „Starości aksolotla” nadejdą. Albo i nie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz