piątek, 6 listopada 2015

Nim napiszesz post

Serdeczny mój kolega nauczył mnie, że podstawowe pytanie zarządzania brzmi: po co? Może bardziej dostojnie brzmiałoby: w jakim celu?, ale przekazał mi je w tej właśnie nader dosadnej formie. Samo postawienie tego pytania na piedestale pytania podstawowego sugeruje nadrzędną wartość celowego działania, co mogłoby stanowić samodzielny powód do sympatycznej pogawędki filozoficznej z butelką szkockiej w tle.
    Ale wróćmy do „brzytwy Sławka”, nazwanej tak per analogiam do „brzytwy Ockhama”.  Patrzę w kalendarz i jak ten chłop z mrożkowego „Indyka” myślę: „idzie kolejny weekend, może by napisać post”. I ręce mi jakoś jesiennie opadają. Nie dlatego, ze nie mam o czym pisać. Zaległe a pomysłowe posty o wampirach u Wattsa, Castanedzie (już kilka lat temu obiecany samemu sobie), o Mary Kenneth Keller, czy o Wyspach Diomedesa: jest o czym pisać. Ale czy jest po co?
    Czy ktoś mnie czyta? Ze statystyk wynika, że prócz kilku botów wyszukiwarkowych, tak. Co najmniej kilkoro żywych ludzi. Ale po co oni to robią? Co im to daje? W poszukiwaniu sensu bloga zerkam na inne blogi, czytane przeze mnie. Skąd ich autorzy biorą tematy i motywację do pisania? Czy też z obsesji kalendarza? Bo nowy dzień-tydzień-miesiąc? Czy z wewnętrznej potrzeby ekstrawertycznej osobowości? Czy po to, by pogwarzyć w gronie znajomych, w komentarzach? Może kompulsywnie wyrzucają z siebie posty, by utrzymać się na powierzchni tzw. życia. Nie wiem. Wracam do pytania: po co robię to ja? I zostaję z tym pytaniem i kubkiem lapsanga.
    Może to tak już musi być. Może to moja cecha temperamentu: stanąć nagle i pytać: po co? Może to nagły ubytek światła, syndrom jesiennej chandry: los, przeznaczenie, mnisi drzew nie odpowiadają. Początek listopada, przyprószony szarością mgły i popiołu. Trzykroć po trzynaście. Ha.

„Młoda wdowa”, obraz pędzla J. Kapkowa. Najlepiej pasuje mi na ilustrację mojego nastroju. Źródło.
    A może to faktyczne ochłonięcie. Może posty są srebrem, a milczenie złotem. Wygaszając podaż postów nie dopuszczę do inflacji, gdy białego kruszcu będzie już zbyt dużo. Może zamiast mnożyć słowa, trzeba czasem zamilknąć, by pomnożyć znaczenia. I nie dlatego, że cisza sama w sobie będzie wystarczająco lanserska, niczym u Cage'a, ale dlatego, by nie wyjałowić gruntu zbyt eksploatując słowa.
    Może lepiej na chwilę zwolnić. Dopiję herbatę i wrócę, gdy będę czuł, że to co napiszę ma sens i będzie lepsze, niż gdyby zrobił to szpak.
Nim napiszesz wiersz
pomyśl i zważ
jak dalece słuszny to krok
i czy naprawdę masz czas
żeby pisać wiersz
żeby pisać wiersz

Może raczej wstań
może raczej leż
literatura jest piękna i bez
podobnie jak ten
dogasający już dzień
i gęstniejący już mrok

Zanim doliczysz do stu
dawno zapomnisz o dniu

G. Turnau „Uno Momento Mortis”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz