sobota, 30 stycznia 2016

Przestraszyć i zmusić do myślenia

Wiek XXI będzie wiekiem religii albo nie będzie go wcale.
Andre Malraux

Nie lubię zjawisk, które są modne. Nie lubię nawet nazywać ich modnym słowem trendy. Dlatego jak pies koło jeża chodziłem obok popularności NIRVANY po sukcesie ich „Nevermind”, a dopiero gdy kurz opadł, zabrałem się za metodyczne słuchanie ich dorobku i – co u mnie dziwnym nie jest – bardziej spodobała mi się „Bleach”, ich chropowata, debiutancka płyta.
    Podobnie z M. Houellebecqiem. Gdy słyszę dookoła, jaki to ważny intelektualista i prozaik, gdy kolejni się wypowiadają o „Cząstkach elementarnych”, to jego nazwisko służy mi za synonim charakterystycznej tabliczki z napisem „Nie dotykać, urządzenie elektryczne”. Ale usłyszawszy kilka zdań opisu fabuły „Uległości”, stwierdziłem, że chętnie tę powieść przeczytam. Najpierw jednak odleżała trochę na półce nim się przemogłem, by ją otworzyć. I – jak nietrudno zgadnąć – wciągnęła mnie.
    Wciągnęło mnie to ukazanie miałkości życia głównego bohatera. Wszystko, czego doświadcza, jest dla mnie oddane z tak realistycznym brakiem treści, że zaczynałem czuć, jak życie smakuje brudnym pyłem. Wciągnął mnie klimatyczny opis naszej kultury, która wygniła od wewnątrz i nie ma możliwości, by stawiła jakikolwiek opór innej kulturze, która jest wewnętrznie zwarta.

   Jest rok 2022. Francois, wykładowca literatury francuskiej, specjalizujący się w twórczości J.-K. Huysmansa, singiel, ateista, człowiek pozbawion zainteresowań i kręgosłupa ideowego, rzekbyś: witruwiański intelektualista Francji XXI wieku, staje się obserwatorem przejęcia władzy w kraju przez partię muzułmańską. Na początku start Ben Abbesa w wyborach prezydenckich jest tylko ciekawostką. Potem na chwilę robi się strasznie, kraj staje na krawędzi wojny domowej, a gdy już się wydaje, że będziemy mieli ballardowsko piękną katastrofę bijącą rozmachem „Królestwo nadchodzi”, nagle Francja przechodzi do porządku dziennego nad nową sytuacją, w której muzułmański rząd szybko i sprawnie wprowadza nowe porządki. I tu napotykamy obie tytułowe uległości.
   Zazwyczaj nazwa islam tłumaczona jest jako poddanie, w sensie poddania woli Boga. Ale bliższe w języku polskim jest tu słowo uległość. Sama rozgrywka tymi dwoma słowami i odcieniami ich znaczenia byłaby tematem fascynującego posta. Tylko, że fascynowałby on jedynie jego autora, więc Wam to odpuszczę. Ale ładnie to ukazuje Houellebecq na przykładzie Francji, która wydaje się nie chcieć nowych porządków, ale jednak potulnie się im poddaje i szuka nawet plusów swej sytuacji. Pod koniec pojawia się wprawdzie słowo „kolaboracja”, ale tylko raz i niezbyt mocno akcentowane. Odniesień do Vichy nie stwierdzono wcale. O jakich odniesieniach zresztą można byłoby mówić, skoro w powieści Francuzi sami wybierają tę drogę w demokratycznych wyborach.
    Jest też, a wręcz przede wszystkim, uległość głównego bohatera. On nie wie, czego od życia chce, czego od życia w ogóle chcieć może. Niesiony wiatrem zdarzeń kontempluje próżność otaczającego go świata. Gdyby miał w sobie więcej wewnętrznego światła, mógłby stać się nowym Siddharthą, Przebudzonym, ale bohater jest jedynie próchnem, którego problemy oscylują pomiędzy wyborem panienek do stukania a wyborem dostawcy egzotycznego fast foodu. Jest tak wyprany z inicjatywy, że gdy nowe, muzułmańskie władze uczelni proponują mu przejście na emeryturę z pełną wysokością uposażenia, godzi się bez większego wahania. Gdy te same władze potrzebują go, by legitymizował markę uczelni, bez większych rozterek przyjmuje potrójne wynagrodzenie i warunek przejścia na islam. Wydaje się nawet być z tego zadowolony, gdyż w nowym porządku nie może podrywać już studentek, ale za to stanowi godne zainteresowania trofeum matrymonialne, zaś odpowiednią kandydatkę znajdzie mu zawodowa swatka. On nawet nie musi nikogo uwieść. Nawet nie musi się starać. Cywilizacja bezwzględnej konsumpcji osiąga w nim swoje opus magnum.
   Jak bardzo uległym jest główny bohater świadczy ostatni rozdział, który napisany jest w czasie przyszłym. Francois wie, co będzie robił, jak się to odbędzie, kto będzie świadkował jego konwersji, jak przebiegnie dalej jego życie. Ma wytyczone tory i ani mu w myśli postanie, by się po byronowsku, czy choć po słowackiemu zbuntować. Nie ma gniewu, sprzeciwu, inicjatywy, nikt tu nie będzie Wielkim Mistrzem Wallenrodem. Jest tylko uległość. Jedyna droga do ułożenia sobie życia.
   Ciekawie wypada ostatnie zdanie, które od razu przywołało mi wspomnienie ostatniego zdania „Tezeusza” A. Gidea. Tylko, że o ile „Tezeusz” jest historią człowieka, który sam swój los kreował, to bohater „Uległości” jest niczym niesione nurtem rzeki majestatyczne łajno. I on sam jest tego boleśnie świadomy. Zastanawiam się, na ile Houellebecq chciał zagrać tym kontrapunktem względem Gidea. Na ile Francois wypowiadający te słowa żegna swoje dotychczasowe, puste życie, tak jak Tezeusz wypowiadał to zdanie żegnając swoje biologiczne. To chyba jednak tylko objaw mojej paranoidalnej tendencji do rozpoznawana wzorców w szumie przypadkowych zdarzeń.
    Na pewno jest „Uległość” pełna odniesień do Huysmansa, lecz nie znam wcale jego twórczości. To, co robi główny bohater jest na pewno odniesieniem zarówno do bohaterów Huysmansa, jak i do samego autora „Na wspak”, który przeszedł długą drogę od bycia prorokiem dekadentów, przez nawrócenie do osiągnięcia statusu oblata, czyli „cywilnego zakonnika”. Bohater Houellebecqa próbuje go naśladować, nawet dosłownie, gdy udaje się do klasztoru Liguge. Ale nic pusty gest nie pomoże pustej duszy, której największym utrapieniem jest czujnik dymu w celi uniemożliwiający mu palenie w łóżku.

Alfred Kubin W Nieznane, takie naturalne skojarzenie z powieściową Francją
Jest uległość całej cywilizacji, która, tak po buddyjsku rozpatrując, doszła do punktu załamania, roztrwoniła całą swoją dobrą karmę. Francois nie jest jakimś wyjątkowym typem. Jest jednym z wielu egzemplarzy nowoczesnego człowieka. Zauważa ich dookoła siebie. Komentuje ich pustkę i jest świadom swojej. A ponieważ natura pustki nie znosi, ponieważ cywilizacja znieść nie może laickiego ateizmu wyrosłego z moralnego lenistwa, więc w domenę ducha, opuszczoną przez Matkę Boską z Rocamadour, która prowadziła Karola Młota do zwycięstwa nad Arabami, wdziera się islam z boleśnie pragmatycznym, zgoła materialistycznym reżimem społecznych reguł. I tak oto spełniają się przytoczone na wstępie słowa A. Malraux, lecz w sposób, którego się ich autor chyba nie spodziewał: gdy bezwładna kultura europejska łaknąc religii ulegnie islamowi. Oczyma bohatera obserwujemy to osuwanie się Europy w inną, obcą kulturę. Widzimy drobiazgi – zniknięcie spódniczek na rzecz spodni, powszechność jadłospisów halal w stołówkach i restauracjach. Exodus Żydów.

A teraz moje spostrzeżenia.
    Ta powieść winna się znaleźć w kanonie lektur obowiązkowych w klasie maturalnej. Bezwzględnie.
   Ta powieść jest jak uderzenie w twarz. Przypomina mi słowa Joe Strummera z THE CLASH, który stwierdził, że pisze teksty piosenek, które mają przestraszyć i zmusić do myślenia. Nie znam innych powieści Houellebecqa, ale podejrzewam, że mogą mieć one ciężar gatunkowy podobny do „Uległości”. Że każdemu człowiekowi, który ogarnia swym horyzontem coś więcej niż tabelę ekstraklasy piłki kopanej, musi kazać się zastanowić nad niebezpieczeństwem, w którym znalazł się Świat Zachodu. Każdemu chrześcijaninowi musi kazać się zastanowić, czy przesadne nienarzucanie się ze swą wiarą, doprowadzone już do wstydliwego ukrywania jej, nie jest jej zdradą. Nie chcę przez to powiedzieć, że jestem islamofobem. Na ile znam tę religię, szanuję ją i jej prawdziwych wyznawców, którzy podążają drogą autentycznej duchowości. Ale to kwestia pewnego przekonania o braku akceptacji kulturowego desantu, o którym Houellebecq tak naprawdę opowiada. Przed którym tak naprawdę stara się nas ostrzec.


Tried to give you warning but everyone ignores me
Told you everything loud and clear
But nobody’s listening
Called to you so clearly but you don’t want to hear me
Told you everything loud and clear
But nobody’s listening

Próbowałem was ostrzec, lecz wszyscy mnie ignorowali,
Mówiłem głośno i wprost,
Lecz nikt nie słuchał.
Mówiłem do was jasno, lecz nie chcieliście mnie słyszeć,
Mówiłem głośno i wprost,
Lecz nikt nie słuchał.

LINKIN PARK „Nobody's Listening”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz