sobota, 12 marca 2016

Między słowami jak między armiami

Swego czasu omawiałem kuriozalną sytuację, gdy nieuważna lekturaTukidydesa stała się fundamentem doktryny prącej do nuklearnej konfrontacji (czyt.: apokalipsy). Jednak, jak się ostatnio dowiedziałem, wzajemne nie-porozumienie stało się przyczyną wojny, która się jak najbardziej wydarzyła. I była to wojna tym bardziej osobliwa, że jedyna, którą europejczycy przegrali z narodem afrykańskim.
   W internetowym portalu histmag.org (który polecam z całego serca) przeczytałem niedawno artykuł pana Michała Wosia pt. „Bitwa pod Aduą – wielka klęska białego człowieka”, w którym opisano przebieg niesławnej dla włoskiego oręża bitwy. Artykuł, prócz opisu bitwy, opisuje dość obszernie genezę konfliktu i jego przebieg, zarówno dyplomatyczny, jak i militarny.
   W czasie czytania nasunął mi się smutny wniosek: tu też na początku było słowo. Słowo to miało w jednym języku znaczenie „móc”, a w drugim „zgadzać się”. Ale oddam głos autorowi artykułu:


Punktem wyjścia stało się podpisanie przez obie strony 2 maja 1889 r. traktatu w Ucciali. Włosi, którzy ekspansję w Etiopii rozpoczęli dobrych dwadzieścia lat wcześniej, pragnęli wykorzystać fakt, że cesarski tron objął ich protegowany Menelik II. Nadarzała się okazja, by pozyskać kolejne terytoria w sposób pokojowy, na zasadzie dobrowolnej cesji i jako wyraz „wieczystej przyjaźni”. (...)
   Kluczowy dla dalszego przebiegu wydarzeń okazał się artykuł 17. Odmiennie interpretowany przez obie strony stał się w przyszłości zarzewiem konfliktu i przyczyną włoskiej inwazji. Według tekstu w języku amharskim jego treść brzmiała: „Jego Wysokość Cesarz Etiopii może uciekać się do usług rządu Jego Wysokości Króla Włoch w zakresie wszystkich spraw, które posiada z innymi państwami i rządami”. We włoskiej wersji dokumentu słowo „może” zostało zastąpione sformułowaniem „zgadza się” (consente). Zaakceptowanie drugiego wariantu oznaczałoby, że Menelik powierzył kwestie polityki zagranicznej władzom w Rzymie, a więc de facto uznał włoski protektorat. W krótkim czasie obie strony zarzuciły sobie fałszerstwo.
histmag.org, dostęp w dniu 08.03.2016 r.
(podkreślenie moje)
 
   Rzecz jasna istnieje całkiem spora szansa, że Włosi spreparowali traktat celowo, podobnie jak Bismarck uczynił to był z depeszą emską. Taka była ówczesna moda. Ale każdy, kto miał do czynienia z tłumaczeniem tekstów wymagającym oddania subtelności wolicjonalnych, zrozumie, że popełnienie takiego błędu w tłumaczeniu jest elementarnie proste. A gdy mamy do czynienia z dwoma językami pochodzącymi z odrębnych rodzin (choćby zestawić słowiańskie z romańskimi) trudność przekładu wzrasta w postępie kwadratowym. Gdy pomyślimy o dwóch tak odrębnych językach jak amharski i włoski – trudność dokładnego oddania intencji nadawcy będzie oczywista.
   A teraz pomyślcie jeszcze raz nad powieścią i filmem „Kontakt”. A teraz pomyślcie jeszcze raz nad dwiema powieściami Stanisława Lema: „Głos Pana” i „Fiasko”. To się nie mogło skończyć inaczej.


PS.
   Czytam ostatnio zbiór listów, które pisywali do siebie Stanisław Lem i Sławomir Mrożek we wczesnych latach sześćdziesiątych. Niesamowicie czyta się listy, które jeden pisał po angielsku, na co drugi odpisywał po francusku. A zgrywa obu autorów sięgnęła szczytu, gdy Lem popełnił akapit po angielsku, francusku, niemiecku i rosyjsku jednocześnie. Prawdziwy pinakiel Wieży Babel.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz