sobota, 16 kwietnia 2016

Takie coś z drugiej strony lustra


Już wspominałem, że konfrontacja języków, zwana tłumaczeniem, jest (moim zdaniem) konfrontacją systemów opisu.
     Gdy mamy do czynienia z jednym językiem sprawa jest prosta. Nadawca (Autor) o czymś myśli a Odbiorca (Czytelnik) chce myśleć o tym samym. Oczywiście efekt jest taki, że myśleć o czymś bardzo podobnym, ale nie tożsamym. Tak jak grafika JPG nie jest dokładnie obrazem zapisanym w tym formacie, ale czymś bardzo do nieco podobnym, albo muzyka zapisana w formacie MP3. Ale są one na tyle wierne, że w obrazie JPG odróżnimy „Ostatnią Wieczerzę” Michała Anioła od zdjęcia z ostatniej imprezy urodzinowej, a w pliku MP3 – finał IX symfonii Beethovena od „When the Levees Breakes” LED ZEPPELIN. To wystarczy.
    Schody zaczynają się, gdy po drodze wchodzi nam zmiana z jednego języka na drugi i pojawia się tłumacz. Tłumacz jest jednocześnie Odbiorcą i Nadawcą, Czytelnikiem i Autorem, czego się często nie dostrzega. Musi najpierw tekst przeczytać i w maksymalnym stopniu go zrozumieć, a potem z największą pieczołowitością go przełożyć, czyli opisać od nowa, w innym systemie opisu. Ale to nie matematyka, tu nie ma prostego przepisu transformacji przez jakobian. Tu trzeba odpowiedniego doboru nie tylko słów, ale konstrukcji gramatycznych, czy całych ram narracyjnych. A czasami zdarza się, że trzeba coś wymyślić.
    Opowiadałem o tłumaczeniu tekstów filozoficznych (nie, nie religijnych, Księga Drogi i Cnoty nie spełnia dla mnie tego kryterium) i ile z tego wynika rozbieżności. Teraz wrócimy z Azji do Europy i zobaczymy, że może być trudniej.
   Alicja zwiedzając drugą stronę lustra odnajduje książkę, którą trzeba przyłożyć do zwierciadła, by móc ją swobodnie czytać. Ale nie wiadomo do czego głowę przyłożyć, by zawarty w niej poemat swobodnie zrozumieć:

'Twas brillig, and the slithy toves
Did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves,
And the mome raths outgrabe.
L. Caroll „Jabberwocky”

Oto i nasz bohater, w pierwotnej krasie J. Tenniela (źródło)

A teraz przekładamy. O ile pierwsze słowo odnosić się winno do stanu ogólnego, w rodzaju pogody, pory dnia, czy czegoś podobnego, to słowo „brillig” już wprawia w zakłopotanie. To słowo Caroll wymyślił, a w dodatku nie powiedział nigdzie czego ma dotyczyć. Czym ma się kierować tłumacz? Brzmieniem? Rytmem? Podobieństwem do istniejących słów? Najchętniej substancjami psychoaktywnymi. No, ale jakoś tłumaczyć trzeba. Czyli: wymyślić własne słowa. Są w tym wierszu, co widać już nawet w pierwszej zwrotce, pewne ramy gramatyczne i stylistyczne, które mogą sugerować, w którym kierunku można pójść w tłumaczeniu. Aby nie przeciągać, przedstawię tylko kilka tłumaczeń powyższej zwrotki. Widać w nich, jak wiele można napisać nowych rzeczy na podstawie oryginału. Tłumacz, który przekłada, staje się autorem zupełnie nowego utworu.

W dzionek błyskliwy ślniły grzaski,
Co się wśród grętów wygregrały,
Praary fumnie darły kraski,
A śliskie szmyki się drąskały.
B. Kaniewska „Dżabrokłap”

Było smaszno, a jaszmije smukwijne
Świdrokrętnie na zegwniku wężały,
Peliczaple stały smutcholijne
I zbłąkinie rykoświstąkały.
M. Słomczyński Dżabbersmok

To chyba najbardziej znany przekład. Pewien kanon znany mojemu pokoleniu. A poniżej tłumaczenie jednego z najlepszych brydżystów polskich i jednocześnie znanego polityka. Niestety. Niestety, gdyż wolałbym, by jego intelekt pozostał w służbie brydża, cybernetyki i literatury:

Błyszniało – szlisgich hopuch świr
Tęczując w kałdach świtrzem wre,
Mizgłupny był borolągw hyr,
Chrząszczury wlizły młe.
J. Korwin-Mikke „Żabrołak”

Teraz pora na panią, której tłumaczenie „Kruka” E. A. Poe uznaję za najlepsze z trzech mi znanych, a tłumaczenie Carolla także brzmi nienajgorzej:

Bzdrężyło. Szłapy maślizgajne
Bujowierciły w gargazonach
Tubylerczykom spełły fajle,
Humpel wyświchnął ponad.
J. Kozak „Dziaberlak”

Proszę zwrócić uwagę na frazę „Tubylerczykom spełły fajle”, o której wspominałem („Obce słowa”). A teraz przed Państwem człowiek, który przetłumaczył „Mechaniczną pomarańczę” A. Burgessa… dwa razy. Ponieważ oryginał napisany był w sztucznym slangu angielsko-rsyjskim, więc pan Robert Stiller wykonał dwa tłumaczenia: polsko-angielską wersję „A” i polsko-rosyjską wersję „R”. Z uwagi na czas wydawania, bardziej popularna okazała się wersja „R”, gdyż każdy był rosyjskiego uczony w szkole. Ludzie lepiej ją „trawili”. Ale do ad remu.

Był czas mrusztławy, ślibkie skrątwy
Na wałzach wiercząc świrypły,
A mizgłe do cna boroglątwy
I zdomne świszczury zgrzypły.
R. Stiller „Żabrołaki”

Na koniec zostawiłem moje ulubione tłumaczenie, którego pierwszą zwrotkę znam na pamięć, by bawić towarzystwo na imprezach:

Brzdęśniało już; ślimonne prztowie
Wyrło i warło się w gulbieży;
Zmimszałe ćwiły borogowie
I rcie grdypały z mrzerzy.
S. Barańczak „Dziaberliada”

Jak widać z pobieżnego oglądu, nawet tytuł podatny jest na dowolność tłumaczenia. „Dziaberlak” „Dziaberliada”, „Dżabbersmok”, ale też „Żabrołak” i „Dżabrokłap”. A jeden z oryginalniejszych to „Żubrowołk” J. W. Gomulickiego. To jego sprowadzenie tytułowego potwora z krainy abstrakcji do krzyżówki żubra z wilkiem jest niezwykle ożywcze imaginacyjnie.
    Jeśli ktoś ciekaw jest pełnych tekstów tych tłumaczeń, zapraszam na stronę http://galaxy.uci.agh.edu.pl/~szymon/jabberwocky.shtml, z której sam korzystałem pisząc niniejszy tekst.
   Na koniec tzw. „żenujący żart prowadzącego”, czyli jak sobie Google Translator poradził z tą zwrotką:

Twas brillig, a toves slithy
Czy Gyre i Gimble w Wabe;
Wszystkie Mimsy były borogoves,
A Raths Môme outgrabe.

Google Translator

O ile googlowski system AlphaGo pokonał w go mistrza Lee Sidola, to przez jakiś czas nadal będzie miał kłopot z tłumaczeniem tego wiersza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz