sobota, 18 czerwca 2016

Demon antymagiczny i rubieże gaussowskie

Nie wiem, czy wiem czym jest cud.
Vaclav Havel

Ja też nie wiem. Nie wiem też czym jest magia. Ale chętnie przychylam się do tezy Toma Crosshilla, że magia to wybór pewnego zdarzenia o niezerowym prawdopodobieństwie. Choć wydającym się czasem niemożliwością. Na przykład władając magią mogę sprawić, że w losowaniu totolotka wypadną liczby, które skreśliłem, albo że w zagrażającego mi na ulicy napastnika uderzy piorun. I magii nie da się udowodnić. Nie da się uchwycić jej działania. Zawsze jest prawdopodobieństwo, że to tylko splot okoliczności. Mogę sprawić swą mocą wygraną w totolotka, ale tylko raz. Drugi raz już mi się to nie powiedzie. I ta niemożność udowodnienia, wliczenia do kalkulacji, jest zmorą panującej nad światem sztucznej inteligencji, która zmierza do wszechwiedzy, którą pan Laplace przypisuje pewnemu teoretycznemu konstruktowi zwanemu „demonem”.
    Nowelka pt. „Magia i demon Laplace’a” ukazała się na łamach „Nowej Fantastyki” w numerze 04/2015, który zakupiłem w celu przeczytania wywiadu z J. Dukajem. Wywiadu już nie pamiętam, nowelka wbiła mi się w pamięć. Znów do niej wróciłem. Jest równie dobra, jak przed rokiem. Szczerze polecam.
    Wiesz, że jestem fanem ładnych, najlepiej pomysłowych, nieszablonowych struktur narracyjnych. Ta jest, jak na objętość tekstu, świetna. W pościgu za tajemniczym magiem poznajemy w retrospekcjach historię starcia demonicznej sztucznej inteligencji i magów. Poznajemy w dialogach i refleksjach narratora (a jest nim owa sztuczna i nader demoniczna inteligencja) jak kształtowała się wiedza na tema magii. Czym jest magia? Dlaczego ma tyle wspólnego z fizyką kwantową? Można zgoła powiedzieć, że stanowi makroefekt kwantowy. Jednocześnie, niejako obok, dostajemy materiał do refleksji o imperatywach, które wpisujemy maszynom i jak mogłaby taki imperatyw odczytać i rozwinąć sztuczna inteligencja. I jak bardzo przypominać to będzie ustrój totalitarny. I tak właściwie to ludzkość chciałaby utulić się w skrzydłach totalitaryzmu, gdyby dać jej odpowiednią złudę wolności.
    I to wszystko na kilku stronach, na końcu których znajdujemy piękne zwieńczenie: scenę, którą można odczytać na dwa sposoby. Taki fabularny kot Schroedingera (też kwantowa historia!). Dla przypomnienia: kot Schroedingera to kot zamknięty w pudełku z ampułką gazu trującego, który go zabije, ale nie wiadomo, w którym momencie to nastąpi. Póki pudełko jest zamknięte, musimy kota traktować w obliczeniach jako żywego i martwego jednocześnie. Dopiero otwarcie pudełka ukazuje nam jego stan w danej chwili i kończy eksperyment. Takie jest to zakończenie. Niejednoznaczne. Możemy zdecydować, czy zinterpretujemy je jako wygraną demona, czy też odczytamy fakty inaczej i będzie to wygrana maga. Piękne, otwarte na interpretacje, czyste zakończenie.
    Że to niemożliwe?

Dlaczego stroszysz się tak akurat na myśl o tej właśnie niemożliwości?
S. Rushdie „Harun i Morze Opowieści”

2 komentarze:

  1. Przychylam się do literackiej definicji magii Salmana Rushdiego, choć przywołałabym na jej potwierdzenie fragment jego "Czarodziejki z Florencji": "O świcie wzniesione z piaskowca baśniowe pałace nowego miasta zwycięstwa Akbara Wielkiego wyglądały jak wysnute z czerwonego dymu. Większość miast sprawia wrażenie wiecznych niemal od chwil swych narodzin, lecz Sikri zawsze miało wyglądać jak miraż. Gdy słońce stanęło w zenicie, południowy upał jak potężna maczuga spadał na bruk, ogłuszał ludzi na wszelkie dźwięki, wprawiał powietrze w drżenie przestraszonej garny i rozmywał granice między przytomnością a delirium, między tym, co urojone, a tym, co prawdziwe".
    A do tego dodałabym historię o urojonej żonie Akbara, która nie istniała, mimo że stworzona w jego wyobraźni – żyła jak istota z krwi i kości, póki dla niego była realna. I nie miało znaczenia, że inni śmiertelni widzieli w niej ducha, wytwór fantazji i pragnień władcy (w sumie nikt nie miał odwagi, by przeczyć Akbarowi). :-)
    Poszukam „Magii i demona Laplace’a”, zaintrygowałeś mnie. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magia u S.Rushdiego to wielce niezdefiniowana sprawa. od samego początku, od rewelacyjnego "Grimusa", który bez magii "nie działa".
      Ta pół-rzeczywista żona Akbara wspaniale się wpasowuje w cały zbiór podobnych postaci literackich, bo jest nim też trochę postać grana przez Bruce'a Willisa w "Szóstym zmyśle", a przede wszystkim (dla mnie) Sylvia z opowiadania Cortazara o tym samym tytule.
      Sam Rushdie miał w swej powieści o-tytule-któergo-wymawiać-nie-wolno :) śwetną definicję ducha: "Duchy to nie do końca załatwione sprawy" :)

      Usuń