piątek, 14 października 2016

Pijacki sen bohaterów

Adolfo Bioy Casares był przyjacielem i współpracownikiem Jorge Borgesa, razem napisali przekomiczne „Kroniki Bustosa Domecqa”, które przy całym ładunku kpiny z kierunków rozwoju sztuki i jej mimetyzmu jednocześnie zadają ważkie pytania o jej istotę. Znając miarę intelektu autora sięgnąłem onegdaj po jego „Sen o bohaterach”. I po przeczytaniu spokojnie napisanej powieści obyczajowej pozostałem w pełnym osłupieniu, a przez mózgownicę przewalały mi się reminiscencje Frazera i Eliadego. I powróciło wielkie pytanie: kim byli antyczni bohaterowie? Czy – jak sugeruje Bioy Casares – zwykłymi, młodocianymi nożownikami?
   Rzecz wydaje się prosta. Oto mamy młodego, raptem dwudziestoletniego Emilio Gaunę, adepta mechaniki samochodowej, który w czasie karnawału roku 1927 przeżywa coś. To „coś” to pewien ciąg zdarzeń zainicjowany przez wygraną tysiąca pesos na wyścigach. Za wygrane pieniądze Gauna funduje swej paczce przewodzonej przez szemranego doktora Sebastiana Valergę wyskok na miasto. Wyskok staje się odyseją po knajpach Buenos Aires, w czasie której spotyka nieznajomą dziewczynę w masce domino, z którą rozdziela go nurt imprezy:

Antunez wskazał na rozpoczętą butelkę szampana. Napełnili kieliszki i wypili.
    Potem wspomnienia deformują się i gmatwają. Maseczka zniknęła. Dopytywał się o nią; nie odpowiadano mu albo starano się go uspokoić wymijającymi odpowiedziami (…)
A. Bioy Casares „Sen o bohaterach”

Gauna budzi się na przystani, w parku nad jeziorem, nie wie skąd się tam wziął, ani od kiedy tam przebywa. Taka to była impreza. Kilka stron dalej nasz Emilito idzie z chłopakami do Serafina Taboady, zwanego Czarownikiem, z którym ucina sobie krótką pogawędkę „o życiu”. A życie potem toczy się zwyczajnie: Emilito nawiązuje znajomość z Klarą, córką Czarownika; potem żeni się z nią; Czarownik umiera… Cały czas jednak uwiera Gaunę problem tożsamości „Maseczki” i wydarzeń, które skrywa postalkoholowa niepamięć. Toteż gdy Gauna wygrywa znów pieniądze na wyścigach (a jest to suma wyższa o współczynnik inflacji), czuje, że to znak od przeznaczenia. Znak, który wskazuje mu na konieczność powtórzenia wszystkiego, co wydarzyło się w dwudziestym siódmym roku. I oto wpadamy w ten kolisty czas sacrum, czas rytuałów, gdy powtarza się czynności, by ustabilizować świat w swym miejscu, by odkryć prawdę o sobie. By złożyć ofiarę. Emilito przekonuje się (taki spojler, ale wszak to nie kryminał, poza tym mało kto przeczyta tę powieść, jestem tego pewien), że niepamięć pokrywała kilka łotrostw Valergi, że „Maseczką” była sama Klara, zatem zakochał się w niej, nim ją poznał jako córkę Czarownika, i że okazanie odwagi znaczy dlań najwięcej. Umierając w wyniku walki na noże z Valergą nie myśli nawet przez chwilę o Klarze.
    I wszystko to byłoby zwyczajną opowieścią obyczajową o „ech-tej-dzisiejszej” młodzieży przedwojennego Buenos Aires, gdyby nie pewne szczegóły. Cukiernia „Les Argonauts”, w której od czasu do czasu spotykają się bohaterowie. Tytułowy sen o bohaterach, który przytrafia się Gaunie w czasie ich awanturniczej wyprawy karnawałowej, a którego ważnym punktem jest gra dwóch półnagich młodzieńców, którzy okazują się towarzyszami Jazona. Koliste powtórzenie karnawałowych zdarzeń, zakończonych w tym samym miejscu nad jeziorem. Śmierć, która zdaje się być celem. Czarownik Taboada, który w niedwuznacznych słowach mówi o ochronie, jaką roztaczał nad swym zięciem. W końcu jego imię, Serafin, też na coś wskazywało.
    Czym się ci argentyńscy awanturnicy wielkiego miasta różnią od bohaterskich Argonautów? W sumie – niczym. Jeśli się dobrze zastanowić, to argonauci są skrzykniętą ekipą mołojców, którzy idą na Kolchidę celem zawładnięcia Złotym Runem. Takie siłowe przywłaszczenie nazywamy dziś rozbojem i jest ono spenalizowane w kodeksie karnym w postaci artykułu 280:

§ 1. Kto kradnie, używając przemocy wobec osoby lub grożąc natychmiastowym jej użyciem albo doprowadzając człowieka do stanu nieprzytomności lub bezbronności,
podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.
§ 2. Jeżeli sprawca rozboju posługuje się bronią palną, nożem lub innym podobnie niebezpiecznym przedmiotem lub środkiem obezwładniającym albo działa w inny sposób bezpośrednio zagrażający życiu lub wspólnie z inną osobą, która posługuje się taką bronią, przedmiotem, środkiem lub sposobem,
podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3.
Dz.U.2016.0.1137 t.j. - Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. - Kodeks karny

Obstawiam, że czary Medei zostałyby zakwalifikowane przez prokuratora jako te opisane w paragrafie drugim środki lub sposób.
   Kim był Herakles, gdy wykonywał swych dwanaście prac, wśród których było zabicie hydry i lwa nemejskiego? Wiedźminem, najemnym zabójcą potworów. Trzeba uważnie czytać Kubiaka, by nie umknęły takie sceny, jak walka Heraklesa pod Troją z potworem morskim, który miał pożreć córkę króla, Hezjone. Jako zapłatę Herakles żąda Hezjone (niekoniecznie jej ręki, to nie chanson de geste, tylko ogniskowe wspominki mykeńskich macho) oraz klaczy, które kiedyś Zeus podarował Trosowi. Ale król Troi, Laomedont okazuje się oszustem, więc Herakles zapowiada swój powrót i zemstę. Tak zapisano w Iliadzie. Sama zaś Iliada czym jest? Opowieścią o tym, jak ojciec idzie odebrać córkę młokosowi, który ośmielił się ją (przy boskiej protekcji) uprowadzić. A jak zachowują się Achajowie w czasie oblężenia grodu? Kłócą się o branki i fochują, jak taki Achilles, który z namiotu nie chciał wyjść. Czy oni się różnią od młodocianych nożowników znad La Platy? Niczym.
Jazon kontra piechota Nekropolii (Hirołsy III ;-), scena antycypowana w filmie z roku 1963
 Czas destyluje sfermentowane historie w szlachetny trunek mitu. Herakles staje się półbogiem, Jazon – nieustraszonym żeglarzem, Achilles – szlachetnym rycerzem. Wściekły wrzask umierającego Cezara przekuto w patetyczne pytanie. A tymczasem jedyna magia jaka się dzieje, to ubrany na czarno człowiek, który po śmierci Taboady wpycha Gaunę w sakralną kolistość czasu. Emilito powtarza cały rytuał męskiej odysei po knajpach i magazynach, w których nocują po niegodziwościach całodniowych libacji.
    Niemal każdy akapit, gdy się przeczyta go uważnie, prowadzi do jakichś ukrytych (choć może niezamierzonych) znaczeń. Np. wspomniany czarny osobnik, który podaje typ w wyścigach. Umożliwi to puszczenie karnawałowej machiny w ruch i – w rezultacie – śmierć Emilia. Imię konia, które wypowiada to Calcedonia, czyli Chalcedon. Chalcedon to kamień, ale też i miasto, w którym rezydowała wyrocznia Apolla, niewiele ustępująca tej delfickiej. Jak nieubłagane były wyroki Pytii, tak i nieubłagane jest mroczne, choć – w ocenie samego Gauny – chwalebne, przeznaczenie młodego mechanika samochodowego.
    Już wspominałem przy okazji „Wieżowca” J. Ballarda, ewenkijskie słowo emerczin oznacza zarówno bohatera, jak i gwałciciela. Powieść Bioy Casaresa jest kolejnym utworem, który wyjaśnia ten paradoks nam, intelektualnym ofiarom średniowiecznego etosu rycerskiego.

2 komentarze:

  1. Tak. A czymże są bohaterskie czyny, jeśli nie musem, by zrobić dobrą minę do złej gry i nadrobić za coś, co nie wyszło (najczęściej komuś innemu)? A schodząc na ziemię: czy to nie to, co się dzieje na co dzień w pracy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę czasu mi zajęło, nim zebrałem się do odpowiedzi. Biorąc pod uwagę argumenty, które w innej rozmowie przytoczyłaś, muszę przyznać, że z tego wyłania się materiał na kolejny, duuży post. Bo z jednej strony mamy tych achajskich zbirów, z drugiej Rolanda, który woli umrzeć niż obudzić tatę, tfu, zaalarmować suwerena, a z trzeciej mamy Geralta, który za pieniądze (mniejsze, bądź większe, boć nieznana jest nam ani taryfa, ani jej relacja do przeciętnego wynagrodzenia w Novigradzie) wyciąga ludzi z kłopotów, w które nierzadko się sami wepchali. Zatem ci bohaterowie nie są dwubiegunowi: Homer versus Ossowska, ale mają swoje inne odcienie. Nawet nie pośrednie, ale inne.

      Usuń