środa, 28 grudnia 2016

Polak mały, sztuczka kusa


Wspomniałem ostatnio o filmach Bagińskiego. Że chciałbym obejrzeć„Pokój światów” w reżyserii del Toro, czy choćby Bagińskiego. Pierwotnie miałem to zilustrować linkiem do filmu „Twardowsky 2.0”, ale okazało się, że trafiłem na nowy film: „Jaga” (oraz poprzedzający go „Operacja Bazyliszek”). Odleciałem. I w tym miejscu pragnę przeprosić pana Bagińskiego i rzec, że wolałbym „Pokój światów” w jego reżyserii, niż czyjejkolwiek innej.
    A Ty? Znasz już cykl „Legendy polskie”?
    Dawno temu ukazała się na serwisie YouTube krótkometrażówka Bagińskiego pt. „Smok”. Nie powiem, ciekawa. I epizodyczna rola Jerzego Stuhra jako hejnalisty, i koncepcja smoka porywającego… dziewczęta (boć się pojęcie dziewicy przewaluowało od czasu Kadłubka), i realizacja – fajne. Potem przyszedł „Twardowsky”. No i było jeszcze lepiej. Imć Twardowski, nasz pierwszy Polak na Księżycu, który pięknie wyprowadza w pole (a właściwie wysadza w pole) uroczą diablicę o imieniu Lucynka, po czym przywłaszcza sobie jej kosmolot i odlatuje w siną przestrzeń. Ciekawa kreacja Więckiewicz, choć miało się wrażenie, że gra on dalej tego samego kmiota, co w „Ciele” i „Ile waży koń trojański”. Ale wciąż tylko było to ciekawostką.
    Przełom przyszedł z filmem „Twardowsky 2.0”. Najdłuższy dotąd, dwudziestominutowy film, w którym pojawia się pewien rozmach. Akcja dzieje się i w Raczkach (gdzie znajduje się wejście do Polskiego Piekła) i w pierścieniach Saturna, gdzie Twardowski utknął z braku paliwa. A już po niego leci znów Lucynka… Nie chcę spojlerować. Napiszę tylko, że Twardowski wykazuje się znów „polskim duchem przedsiębiorczości” i nie tylko wyprowadza w pole Lucynkę, ale jeszcze starszego szatana Borutę, Dyrektora Piekła Polskiego. W ogóle piękny duet: Tomasz Drabek jako Boruta, młody karierowicz, bufon i niedorajda techniczna, za to zawsze pełen typowo meneżerskich „dobrych” pomysłów, a z drugiej strony Piotr Machalica jako Rokita, stonowany, doświadczony diabeł, który musi znosić te wszystkie fanaberie Boruty. Może i jest Rokita bez polotu, ale pewnie nie dopuściłby do tego, co Twardowski zrobił w części „2.0” i co staje się kanwą następnych, prześwietnych filmów: „Operacja Bazyliszek” i „Jaga”. Oba te filmy są obecne od niedawna, w tym „Jaga” ledwie od paru tygodni, a cytaty z nich już obrosły pewnego rodzaju kultowością, zwłaszcza z „Jagi”, więc nie zdziw się, proszę, gdy ktoś Cię przywita słowami: Wiewiórki i bobry, dzień dobry, dzień dobry! To nie wariat. To ktoś, kto testuje, czy należysz do pewnego kręgu odbiorców, tak jak wtrącenie uwagi o Świętym Granacie Ręcznym z Antiochii ma na celu sprawdzenie fanów Latającego Cyrku Monty Pythona.
   Wspominałem, że lubię światotwórstwo. Otóż nie tylko filmy tworzą pewną jedność (choć „Smok” jest luźno związany – w „Twardowskym” widzimy jedynie downloading duszy Smoka do Piekła), ale są jeszcze inne elementa. Oto klipy muzyczne. Np. cover „Alei Gwiazd” śpiewanej oryginalnie przez Zdzisławę Sośnicką. Albo „Mój jest ten kawałek podłogi” MR. ZOOB. W zupełnie nowej aranżacji. Z zupełnie nowym sensem nadanym przez warstwę wizualną. Albowiem widzimy odrębne historie bohaterów filmów. Dowiadujemy się dlaczego Lucynka zszataniała (to za „Złotą Galerą” Dukaja), dlaczego Eugeniusz Bardacha („Operacja Bazyliszek”) został policjantem, albo jak też wyglądała w Piekle ta „przytulna cela z pięknym obrazkiem”, z której uciekła Baba Jaga. Można rzec, że klipy są tym dla całej serii, czym „Gwiezdne Wojny: Historie” stają się dla głównej sagi - uzupełnieniem, które pozwoli widzowi/czytelnikowi lepiej poznać bohaterów i ich motywacje.
    Dlaczego napisałem widzowi/czytelnikowi? Ano dlatego, że Allegro prócz produkcji filmów i klipów wydało także dwa e-booki. Jeden zawiera wywiad z Borutą (w wersji audio z Tomaszem Drabkiem rozmawia Krystyna Janda), a drugi serię opowiadań, które niejako dopełniają świat ukazany w filmach. Dzieją się w różnych czasach i różnych rzeczywistościach (Królestwo Polskie władane przez Annę XIII Jagiellonkę to szczególnie alternatywny przypadek), ale każdy jest jakoś związany z treścią i atmosferą „Legend Polskich”. W każdym choć raz musi przewinąć się nazwisko Twardowskiego. Dowiadujemy się zatem jak wyglądała geneza fortuny Pierwszego Polaka na Księżycu i jak to się stało, że Śpiący Rycerze pod Giewontem nie skorzystali z jego mechów bojowych. Ale zobaczymy też akcję filmu „Smok” z perspektywy… robotów, które główny bohater konstruuje. W tym tego najważniejszego, który został feralną dla smoka owcą. I to właśnie opowiadanie pt. „Milczenie owcy” pióra Roberta M. Wegenera uważam za wybitne. Może głównie przez problematykę i pryzmat, przez który została ukazana.
   Mamy filmy, klipy, e-booki i audiobook. Mamy pełen wachlarz oddziaływań. Ale jest w tym naprawdę treść. Bagiński robi świetne filmy, ale myślę, że bez scenariuszy Błażeja Dzikowskiego nie byłoby szału. Nie wiem, czy Dzikowski sam pisze dialogi, ale są one coraz lepsze. O ile w „Smoku” właściwie ich nie ma, to w „Jadze” stanowią podstawowy wymiar filmu po scenie strzelaniny. Pojedyncze teksty jak wspomniane powitanie Boruty, czy pytanie o zamiary Jagi w naszym świecie (Uciekłaś z przytulnej celi z pięknym obrazkiem na ścianie, żeby co? Na YouTubie uczyć szydełkowania? Grzybki sprzedawać przez internet?) rozładowują całą tę podniosłą atmosferę, w której zanurzona jest scena walki Baby Jagi z ludźmi z Żelaznej Góry. Peter Jackson może przyjść na korepetycje.
    Wspomniana scena jest też pewnego rodzaju majstersztykiem. Walka Baby Jagi, która jest słowiańskim demonem przyrody porównywalnym potęgą jedynie do greckiej Artemidy, z najemnikami w czarnych mundurach, odzianymi w kevlar i nomex, posługującymi się bronią automatyczną i srebrnymi kulami, jest epickim pastiszem wszelakich strzelanin ukazanych w zwolnionym tempie, z „Matrixem” i „Equilibrium” na czele. Podkreślam: epicki pastisz. To trzeba zobaczyć. I posłuchać. Gdyż tło muzyczne to ostatnie wersy „Jaskółki uwięzionej” Stana Borysa w wykonaniu Atanasa Wałkowa i Georginii Tarasiuk. I są to wersy, których… brakuje w oficjalnym klipie opublikowanym kilka tygodni po premierze „Jagi”. A brakuje, bo strzelanina w stodole jest zakończeniem historii, którą opowiada teledysk – chcesz obejrzeć całość wątku bez anachronizmu: obejrzyj klip „Jaskółka uwięziona”, a potem „Jagę” od dokładnie drugiej minuty. Wiesz, że lubię te strukturalistyczne gierki…
Nowe czasy, nowi wiedźmini (źródło)

    Na sam koniec oficjalnie oświadczam, że Allegro nie zapłaciło ani grosza za niniejszy tekst (chwalę się, czy żalę…?). To naprawdę ładny kawał roboty, który powoli ukazuje pewne uniwersum ukute z naszych legend. I to warto podkreślić. W latach 90, u schyłku zeszłego millenium, A. Sapkowski popełnił na łamach „Nowej Fantastyki” tekst pt. „Piróg albo Nie ma złota w Szarych Górach”, czym wywołał wielką burzę. AS był zawsze trochę nadętym bufonem (choć nad Borutą górował już wtedy wiekiem), więc tekst, który miał zmitygować młodocianych autorów penetrujących turbosłowiańską niszę w literaturze fantasy, nabrał charakteru połajanki z lejtmotywem pt. „wiedźmin mój jeno jest dobry, a wam nic ze słowiańskiej fantasy nie wyjdzie, bo Chrobry wyplewił nam prakulty i został jeno żur i pierogi”. Zamiast spokojnie coś zasygnalizować, AS kazał nam przyjąć do wiadomości, że zostaje nam powielanie wzorów anglosaskich, bo im mitologia została, a nam nie. Rozpętała się wojna listowna (tak, tak, fora wtedy polegały na wysyłaniu papierzastych listów do redakcji; też takich parę popełniłem w tej wojnie), która była dość kiepską, bo po jednej stronie stał bufon z dorobkiem, a z drugiej ludzie wyposażeni jedynie w przeświadczenie. Ile „Legendy Polskie” zawdzięczają przemyśleniom tamtej gównoburzy przedinternetowej? Wiem, że gdybyśmy wtedy dysponowali takim materiałem, to AS nawet by nie pisnął. Nawet by swojego felietonu nie dał do publikacji.
    A teraz czekam. Czekam na kolejne filmy. Chcę wiedzieć, czy uwolniono Peruna, dokąd doleciał Twardowski, chciałbym zobaczyć epizod z diabłem Piszczałką (pojawia się na kilka sekund w jednej ze scen po napisach końcowych – z głosem puszczonym przez wokoder, ze swoimi krzywymi widłami i w górniczym kasku). Chcę poznać ten świat.
 
Na koniec polecenia godna kolejność oglądania (bardzo ważne: to nie są filmy, które wskazane są dla dzieci!!! Zdecydowanie - NIE)
 

2 komentarze:

  1. Podoba mi się ta seria filmów, Smok odstaje jakościowo, ale cała reszta - miodzio. Aczkolwiek nie jestem zachwycona coverami piosenek, "Jaskółki" generalnie nie lubię i jestem w stanie ją słuchać tylko w wykonaniu braci Cugowskich, a "Aleja gwiazd" świetnie pasuje do tematyki, ale bez głosu Zdzisławy Sośnickiej nie ma już w sobie tego czegoś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gusta muzyczne to rzecz... gustu. Akurat "Jaskółka" w tej aranżacji świetnie koresponduje z treścią. "Aleja Gwiazd" z kolei jest w mej pamięci _przypisana_ do pani Sośnickiej, więc trudno mi zaakceptować inną wersję. Jak inżynierowi Mamoniowi, podobają mi się piosenki, które już słyszałem ;-)
      Myślę, że i tak najważniejsze było wymuszenie na widzu tego wrażenia deja vu (czy też raczej deja ecute), wrażenia powrotu do wczesnych lat 80. I wąsy Bardachy, stylistyka radia marki "Twardowsky", czy też brawurowa jazda samochodem Polonez nawiązująca do porucznika Borewicza, to wszytko miało nas w tym nostalgicznym wrażeniu utrwalić...

      Usuń