sobota, 10 września 2016

CSI: Teby

Jeśli traktujesz poważnie mitologię grecką, musisz zadać sobie w pewnym momencie kluczowe pytanie: co jest nie tak z „greckim bajaniem” Parandowskiego i Kingsleya? Gdzieś, w którymś momencie pisze o tym Frazer, może Eliade. Zaczyna się wkradać zwątpienie. Czytając Kubiaka już wiemy, że myśl o nieco disneyowskim świecie baśni dla dzieci nie ma nic wspólnego z tym, w co wierzyli Achajowie, zwani (nieco na wyrost) Starożytnymi Grekami. Bo dla nich, jak dla każdej z kultur, religia to kwestia życia i śmierci. Opowieści o Tezeuszu i Argonautach, wyprawa Orfeusza do Hadesu i Dedal więziony na Krecie, nie były bajkami do usypiania dzieci.
    Czytamy u Kubiaka o genezach imion bogów, ale i doczytujemy u niego o innych, niż pisze Parandowski, domenach, którym patronowali. Apollo, piękny bóg poezji i muzyki z Parnasu, to Apollyon, czyli „Niszczyciel”, miał w swej władzy także i zarazę. Mało liryczne, nieprawdaż? A siostra jego dziewicza, Artemida, Pani Łowów, przypuszczalnie nosi w charakterze imienia żeńską wersję słowa „artamos”, znaczącego „rzeźnika”. To rzuca nieco światła na zachowanie jej brata w stosunku do Marsjasza, obłupionego ze skóry.
Apollo serio traktował konkurencję na rynku muzycznym. A traktował ją nożem. (źródło)
 Myśl o tym, że źle czytamy mity interpretując je w sposób, w jaki nas nauczyło liceum, nie jest jakimś moim odkryciem. Gdy spojrzymy na źródłosłów wyrazu „panika”, dostrzeżemy tam koźlorogiego boga Pana. Tegoż niezwykłego dżentelmena oraz siane przez niego przerażenie doskonale odzwierciedlił A. Machen w „Wielkim bogu Panie”
     A gdy już przy Panie jesteśmy, to znacie może historię Syrinx, prześladowanej przez niego nimfy? Gdy ta, nieczuła na jego zaloty, poprosiła bogów Olimpu o ratunek przed nim, ci zamienili ją w trzcinę, on zaś z żalu zrobił sobie z niej fletnię. Tę słynną fletnię Pana, na której peruwiańscy Indianie wykonują na ulicach swój popisowy numer pt. „El cóndor pasa”. Jej grecka nazwa to syringa, już wiesz dlaczego. A teraz weź oddech, rozluźnij umysł i przeczytaj raz jeszcze co się stało: oto Syrinx ucieka przed dzikim Panem, który chce ją posiąść (chuć to jego aspekt, nie mój domysł). Syrinx wie, że nie umknie; zwraca się do bogów o pomoc, a ci ją zamieniają w trzcinę, co powoduje, że bezbronna wpada w ręce Pana, który robi z nią co chce; w transformacie mitu robi z niej fletnię. Oni ją najnormalniej w świecie wydali w jego łapska. Trudno o postać bardziej otwarcie zdradzoną w całej mitologii. Co nie zmienia faktu, że „Syrinx” Claude’a Debussy’ego jest mistrzostwem – serdecznie polecam do posłuchania.

 

Spójrz na pensjonariuszy Tartaru – to nie grzesznicy, którzy zostali skazani przez prawo, lecz każdy z nich stanowi ofiarę jakiejś osobistej vendetty Olimpijczyków: Tantal, Syzyf, Iksjon. To nie jest tak, że tu mamy zbrodniarzy, a na Olimpie – świętych. W gruncie rzeczy nawet nie jest jasne czym naraził się Tantal. Oczywiście czytając Markowską dostaniemy jedną wersję i mamy czystość fabularną: zabił swego syna Pelopsa i podał bogom do zjedzenia, żeby przetestować ich wszechwiedzę. Zobaczyć, czy się zorientują. Jeśli uwzględnimy inne ślady bliskowschodniej tradycji składana ofiar z pierworodnych, to się zaczniemy zastanawiać, czy opowieść nie jest skażona. Parandowski nawet posuwa się do tezy, że bogowie ukarali go za okrucieństwo, nakładając współczesną moralność na starożytny mit. A gdy sięgniemy do Kubiaka, to przeczytamy otwartym tekstem o wielości wariantów tantalowego przewinienia, w tym takie jak kradzież ambrozji, czy rozpowszechnianie informacji, które posiadł w czasie ucztowania z bogami. Czyli konfidentom mówimy „nie”. Bo tak też się Olimpijczycy zachowują: jak gangsterzy. Jak coś wyniesiesz i dasz ludziom, to masz przegrane. Jak Tantal. Albo Prometeusz. Gdy popatrzymy chwilę na losy tytanów – Prometeusza, czy Atlasa, to zdamy sobie sprawę, że w Tartarze goszczą nie tyle grzesznicy, co ludzie, którzy nie współpracowali z bogami.
    No dobrze, a kim są ci, którzy z gangiem bogów kooperują? Bohaterami.

sobota, 3 września 2016

Złe królowe

– Wiesz – rozpoczęła królowa drżącym głosem, – to straszne co się ostatnio dzieje na świecie. Tyle się słyszy o tych wszystkich zamachach, przewrotach, zdradach, rewolucjach… Ciężko być monarchą w tych czasach.
Królowa przytknęła drżącą ręką papierosa do ust. Rozbieganym wzrokiem powiodła po całej komnacie zatrzymując w końcu spojrzenie na kredensie w rogu.
– Ale też i arystokracja nie jest bez winy, wiesz? – kontynuowała. – Te skandale obyczajowe! Ponoć królowa Krety spółkowała z bykiem, słyszałeś o tym pewnie? To chyba przez te narkotyki. Nasza klasa społeczna jest szczególnie mocno narażona na pokusę narkomanii. Wszystko nam wolno, nikt nam nie podskoczy, a z drugiej strony stres wywołany odpowiedzialnością za losy kraju… Słyszałam ostatnio o takiej jednej królowej, co siedziała cały dzień gapiąc się w lusterko i pytając go, czy jest najlepszą laską w całym królestwie. I podobno słyszała, jak jej lustro odpowiadało, wyobrażasz to sobie? A pewnego razu zaczęło jej mówić, że jej pasierbica, córka króla z poprzedniego małżeństwa, co się tamta królowa powiesiła, jest bardziej seksi. To kazała tę pasierbicę poćwiartować w lesie. Czaisz!? Bo jej lusterko tak mówiło! Mam nadzieję, że mnie to nie spotka. A gdybym zaczęła tak świrować, to mi powiesz, no nie?
– Oczywiście – przytaknął kredens.