sobota, 29 października 2016

Witajcie w Wielkim Guslarze

Myliłby się ten, kto uważałby, że zachwyciłem się Night Vale jako zjawiskiem nowym, niezwykłym. Zdaję sobie sprawę, że to nie pierwsze miasteczko osobliwości. A jedno z ważniejszych dla fantastyki takich miast znajdowało się w Związku Radzieckim, nad rzeką Guś. A w tym szczególnym mieście szczególny był zwłaszcza dom przy ulicy Puszkina 16.
Witajcie w Wielkim Guslarze
Miasteczko Wielki Guslar liczy sobie osiemnaście tysięcy mieszkańców, i choć leży na równinie, to z punktu widzenia nieziemców leży na jakiejś wypukłej krzywiźnie skorupy ziemskiej, która widoczna jest dopiero z dystansu kilku parseków. I dlatego od 1967 roku niemal regularnie się tam zapuszczają, wiedząc, że przy ulicy Puszkina 16 zawsze wyciągnie do nich pomocną dłoń Korneliusz Udałow, kierownik przedsiębiorstwa budowlanego.

   Kirył Bułyczow był obecny na polskim rynku fantastyki „od zawsze”. Jego lekkie, satyryczne opowiadania osadzone w konwencji light-SF (w opozycji do sjerjożnej hard-SF) bawiły zderzeniem rosyjskiej mentalności, sowieckiego ustroju i pozaziemskich problemów. Jak w opowiadaniu „Trzeba pomóc”, gdy w paskudny, wietrzny i deszczowy wieczór w jego pokoju zmaterializowała się dziwna istota, która przedstawiła się jako kosmita imieniem Fywa. Fywa słabym rosyjskim wymówił się od herbaty i poprosił o pilną pomoc w związku z kryzysem gospodarczym, którego przyczyną jest pomór krupików.

(…) Jeden raz wzięli wasze krupiki i zawieźli na nasza planeta.
Czekajcie – przerwał Udałow. – Co to są krupiki?
Ja zapominaj wasz słowo. Malutki, szary z uszami, siedzi pod choinką, skacze. Krupiki.
Zając? – zapytał Udałow.
Nie – zaoponowała istota. – Zając ja wiem, królik wiem, kangur wiem. Inny zwierz.
K. Bułyczow „Trzeba pomóc”
Pomoc Udałowa ma się ograniczyć do pozyskania pewnego kwiatka, który ma uratować krupiki. Kwiatek należy do staruszki Niuszy. Na następnych stronach czeka nas przedziwna mieszanka bezinteresowności, poświęcenia i słowiańskiej odmiany fatalizmu, słowem – tak wyglądałaby fantastyka, gdyby o obcych pisał Gogol. Przy czym cały czas Udałowa pospołu z czytelnikiem intryguje czym jest ten krupik.
   W innych opowiadaniach jest jeszcze ciekawiej. „Świeży transport złotych rybek” opowiada o sytuacji, gdy do guslarskiego zoologicznego zarząd okręgowy rzucił złote rybki, żeby mieć odpowiednie wykonanie planu sprzedaży. Ale takie bajkowe złote rybki, co to gada i życzenia spełnia. I owszem, któryś z mieszkańców (niejeden zresztą) zażyczył sobie, by z kranu płynęła wódka. Mieszka też na Puszkina 16 profesor Lew Chrystoforowicz Minc, który zirytowany opieszałością robotników budowlanych opracował ad hoc eliksir pracowitości. Rzecz jasna stężenie dawki dobowej trzeba było ustalać w trakcie testów klinicznych na rzeczonych robotnikach. Ale cudowne rybki i wynalazki profesora Minca to jednak mniejszość. Nawet, gdy pojawiają się gdzieś rozbudowane wątki trącące alchemią, jak w „Rycerzach na rozdrożu”, to i tak na koniec wylizie skądsiś ufok i wszystko kończy się na pozaziemskiej interwencji. Nawet, gdy w sumie nie ma żadnych dowodów na kosmiczne pochodzenie fenomenu, to i tak Korneliusza Udałowa nawiedzi sen, z którego wyniknie, że hipopotam, który przypałętał się na ich podwórko kilka dni wcześniej, to rozbitek innej cywilizacji. A milczy, bo języka nie zna („Miłość do milczącego stworzenia”).
     Zatem, gdy nasycicie się już gorącym, pustynnym powietrzem Night Vale, zapraszam do chłodnego, położonego na rzeką Wielkigo Guslaru.

niedziela, 23 października 2016

Witajcie w Night Vale

Witajcie w przyjaznej, pustynnej społeczności, gdzie słońce mocno przygrzewa, księżyc jest wyjątkowo piękny, a tajemnicze światła wędrują nad naszymi głowami, w czasie gdy wszyscy udajemy, że śpimy.
    Witajcie w miasteczku, gdzie zwykłe rzeczy nie dzieją się zbyt często.
Witajcie w Night Vale.


Nieważne, czy obchodzisz Dzień Zaduszny, ango-saksoński Halloween, celtycki Samhain (czyt. sauuin), czy też swojsko-literackie Dziady. Czas przełomu października i listopada jest tradycyjnie poświęcony życiu post-biologicznemu oraz wszelkim przejawom życia nadnaturalnego. Dlatego nie od rzeczy jest właśnie teraz wspomnieć o zjawisku, które ukazało się światu 15 lipca 2012 roku, czyli zgoła niedawno, lecz zyskało wielu fanów na całym świecie. Chodzi o słuchowisko „Welcome to Night Vale” autorstwa Josepha Finka i Jeffreya Cranora, które publikowane jest w internecie w postaci podcastów.
    Starsi czytelnicy („starszego” autora niniejszego bloga aż w krzyżu strzyknęło) mogą pamiętać kultowy serial pt. „Przystanek Alaska”, którego jednym podstawowych wątków była audycja „Chris o poranku”, czyli audycja lokalnego radia prowadzona przez lokalnego prezentera omawiająca lokalne problemy trapiące lokalną społeczność. A teraz wyobraźcie sobie, że słuchacie takiego samego radia, tylko, że nie nadawanego w Cicely na Alasce, ale w tajemniczym miasteczku Night Vale na pustyni, przy którym Roswell to piknik w porównaniu do Las Vegas, wszystkie sezony „Archiwum X” mogłyby aspirować jedynie do bycia dobranocką dla szczególnie małych dzieci, a do niedawno otwartego Parku Dla Psów nie wolno zbliżać się z psami. Bez psów tym bardziej. A w ogóle to lepiej nie patrzyć w tamtym kierunku. Żeby nie narazić się tajemniczym Zakapturzonym Postaciom. Takie jest Night Vale i takie są audycje, prowadzone przez Cecila G. Palmera, któremu głosu użycza Cecil Baldwin.
    Night Vale jest miejscem, gdzie wszystkie spiskowe teorie i wszystkie złe sny mają swoje obywatelstwo. Już w odcinku pilotowym, którego pierwsze słowa przywołałem w pierwszych słowach postu dowiadujemy się, że nie należy pozwalać dzieciom bawić się na dworze gdy w powietrzu krążą czarne helikoptery Światowego Rządu. Miastem rządzi Rada Miejska, której skład nie zmienił się od 1824 roku. Rada Miejska jest już w chwili obecnej czymś w rodzaju wspólnego umysłu w wielu ciałach, podejmuje jednogłośnie decyzje i jednogłośnie je obwieszcza. Mimo, iż od prawie dwóch stuleci zasiadają w niej… te same istoty (tak byłoby najtrafniej), jej skład jest wyłaniany w cyklicznych wyborach. Wszak Night Vale leży w Stanach Zjednoczonych, kolebce demokracji. I nieprawdą jest, że nieustająco jednaki wynik wyborów zapewnia Tajna Policja Samorządowa (w oryginale: Sheriff’s Secret Police), która przed wyborami z każdej rodziny zaprasza po jednym przedstawicielu, którego zabiera do opuszczonej kopalni znajdującej się w zupełnie nieznanym miejscu, gdzie zaproszeni goście pozostają aż do pomyślnego rozstrzygnięcia wyborów. O, nie! Z resztą Tajna Policja dba o mieszkańców i troszczy się o ich dobro, tak jak w przypadku, gdy nad miasteczko nadciągnęła Świecąca Chmura i Tajna Policja za pośrednictwem rzeczonej audycji radiowej radziła mieszkańcom biec w stronę chmury krzycząc i wymachując rękoma „po to, by sprawdzić co się stanie”. Sama chmura przeszła nad miasteczkiem nie powodując większych perturbacji prócz opadu martwych zwierząt (sic!), a w krótkim czasie objęła (chmura, tak, tak) stanowisko w szkolnym komitecie rodzicielskim. Jednak nie tylko wielkie zdarzenia goszczą na antenie. Są także sielskie opowieści o zwykłych sąsiedzkich sprawach, jak anioły, które przybyły do Starej Josie mieszkającej obok komisu samochodowego, by wymienić jej żarówkę przed domem. Albo ogłoszenie Staruszki Bez Twarzy, która sekretnie zamieszkuje Twój dom, szpera w Twojej szafie i ogląda Twoje albumy ze zdjęciami, gdy jesteś poza domem. Jest także odpowiedzialna za dziwne wyniki wyszukiwania, które znajdujesz na swoim komputerze, szczególnie te z fotografiami martwych wilków. I otóż Staruszka Bez Twarzy złożyła za pośrednictwem stacji radiowej oświadczenie, że masz w swojej lodówce niesamowity bałagan i zbyt rzadko zmieniasz prześcieradła, przez co musi robić to za Ciebie. No i pytała o hasło do Twojego wi-fi.

Co jest naprawdę fajne? Możesz tego słuchać za darmo (z rewelacyjną, niemal brytyjską dykcją i akcentem C. Baldwina) na stronie http://nightvale.libsyn.com/. Możesz przeczytać transkrypcje fanowskie na http://cecilspeaks.tumblr.com. Możesz posłuchać z polskim tłumaczeniem na YouTube (pierwszy odcinek: https://www.youtube.com/watch?v=Gy-bNY0palU). A możesz nawet obejrzeć fanowskie filmy, takie jak „A Story About You”.

Swoją drogą epizod pt. „A Story About You” jest dla mnie słodką rewelacją. Jestem wielkim fanem niezwykle trudnej narracji drugoosobowej, a cały epizod napisany jako radiowa relacja na żywo z tego co robisz jako mieszkaniec Night Vale jest po prostu kawałem dobrej, pisarskiej roboty. I narracyjnie, i stylistycznie, gdyż duszny klimat tego odcinka mógłby wprawić w zakłopotanie samego Franza Kafkę.
   Co mogę napisać więcej? Szkoda, że nie mogłem być na październikowym występie w Warszawie. Tak, ekipa tworząca „Welcome To Night Vale” zawitała do Polski ze swoim programem na żywo. To musiało być ciekawe.
    Reasumując: jeśli jesteś jednocześnie fanką/fanem „Archiwum X”, „Latającego Cyrku Monty Pythona”, Davida Lyncha, H. P. Lovecrafta i slapstickowych komedii, zdecydowanie zapraszam do Night Vale.
    Zatem nasłuchujcie dźwięku ludzkiego oddechu. Który prawdopodobnie jest Waszym oddechem… prawdopodobnie.
    Dobranoc, Night Vale. Dobranoc.

Przysłowie na dziś: ludzka dusza waży 21 gram, pachnie jak grillowane warzywa, wygląda jak kilt z plisowanego tartanu i brzmi jak ruch uliczny na moście.
J. Fink, J. Craynor „Welcome To Night Vale” odc. 26: „Staruszka Bez Twarzy”

piątek, 14 października 2016

Pijacki sen bohaterów

Adolfo Bioy Casares był przyjacielem i współpracownikiem Jorge Borgesa, razem napisali przekomiczne „Kroniki Bustosa Domecqa”, które przy całym ładunku kpiny z kierunków rozwoju sztuki i jej mimetyzmu jednocześnie zadają ważkie pytania o jej istotę. Znając miarę intelektu autora sięgnąłem onegdaj po jego „Sen o bohaterach”. I po przeczytaniu spokojnie napisanej powieści obyczajowej pozostałem w pełnym osłupieniu, a przez mózgownicę przewalały mi się reminiscencje Frazera i Eliadego. I powróciło wielkie pytanie: kim byli antyczni bohaterowie? Czy – jak sugeruje Bioy Casares – zwykłymi, młodocianymi nożownikami?
   Rzecz wydaje się prosta. Oto mamy młodego, raptem dwudziestoletniego Emilio Gaunę, adepta mechaniki samochodowej, który w czasie karnawału roku 1927 przeżywa coś. To „coś” to pewien ciąg zdarzeń zainicjowany przez wygraną tysiąca pesos na wyścigach. Za wygrane pieniądze Gauna funduje swej paczce przewodzonej przez szemranego doktora Sebastiana Valergę wyskok na miasto. Wyskok staje się odyseją po knajpach Buenos Aires, w czasie której spotyka nieznajomą dziewczynę w masce domino, z którą rozdziela go nurt imprezy:

Antunez wskazał na rozpoczętą butelkę szampana. Napełnili kieliszki i wypili.
    Potem wspomnienia deformują się i gmatwają. Maseczka zniknęła. Dopytywał się o nią; nie odpowiadano mu albo starano się go uspokoić wymijającymi odpowiedziami (…)
A. Bioy Casares „Sen o bohaterach”

Gauna budzi się na przystani, w parku nad jeziorem, nie wie skąd się tam wziął, ani od kiedy tam przebywa. Taka to była impreza. Kilka stron dalej nasz Emilito idzie z chłopakami do Serafina Taboady, zwanego Czarownikiem, z którym ucina sobie krótką pogawędkę „o życiu”. A życie potem toczy się zwyczajnie: Emilito nawiązuje znajomość z Klarą, córką Czarownika; potem żeni się z nią; Czarownik umiera… Cały czas jednak uwiera Gaunę problem tożsamości „Maseczki” i wydarzeń, które skrywa postalkoholowa niepamięć. Toteż gdy Gauna wygrywa znów pieniądze na wyścigach (a jest to suma wyższa o współczynnik inflacji), czuje, że to znak od przeznaczenia. Znak, który wskazuje mu na konieczność powtórzenia wszystkiego, co wydarzyło się w dwudziestym siódmym roku. I oto wpadamy w ten kolisty czas sacrum, czas rytuałów, gdy powtarza się czynności, by ustabilizować świat w swym miejscu, by odkryć prawdę o sobie. By złożyć ofiarę. Emilito przekonuje się (taki spojler, ale wszak to nie kryminał, poza tym mało kto przeczyta tę powieść, jestem tego pewien), że niepamięć pokrywała kilka łotrostw Valergi, że „Maseczką” była sama Klara, zatem zakochał się w niej, nim ją poznał jako córkę Czarownika, i że okazanie odwagi znaczy dlań najwięcej. Umierając w wyniku walki na noże z Valergą nie myśli nawet przez chwilę o Klarze.
    I wszystko to byłoby zwyczajną opowieścią obyczajową o „ech-tej-dzisiejszej” młodzieży przedwojennego Buenos Aires, gdyby nie pewne szczegóły. Cukiernia „Les Argonauts”, w której od czasu do czasu spotykają się bohaterowie. Tytułowy sen o bohaterach, który przytrafia się Gaunie w czasie ich awanturniczej wyprawy karnawałowej, a którego ważnym punktem jest gra dwóch półnagich młodzieńców, którzy okazują się towarzyszami Jazona. Koliste powtórzenie karnawałowych zdarzeń, zakończonych w tym samym miejscu nad jeziorem. Śmierć, która zdaje się być celem. Czarownik Taboada, który w niedwuznacznych słowach mówi o ochronie, jaką roztaczał nad swym zięciem. W końcu jego imię, Serafin, też na coś wskazywało.
    Czym się ci argentyńscy awanturnicy wielkiego miasta różnią od bohaterskich Argonautów? W sumie – niczym. Jeśli się dobrze zastanowić, to argonauci są skrzykniętą ekipą mołojców, którzy idą na Kolchidę celem zawładnięcia Złotym Runem. Takie siłowe przywłaszczenie nazywamy dziś rozbojem i jest ono spenalizowane w kodeksie karnym w postaci artykułu 280:

§ 1. Kto kradnie, używając przemocy wobec osoby lub grożąc natychmiastowym jej użyciem albo doprowadzając człowieka do stanu nieprzytomności lub bezbronności,
podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.
§ 2. Jeżeli sprawca rozboju posługuje się bronią palną, nożem lub innym podobnie niebezpiecznym przedmiotem lub środkiem obezwładniającym albo działa w inny sposób bezpośrednio zagrażający życiu lub wspólnie z inną osobą, która posługuje się taką bronią, przedmiotem, środkiem lub sposobem,
podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3.
Dz.U.2016.0.1137 t.j. - Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. - Kodeks karny

Obstawiam, że czary Medei zostałyby zakwalifikowane przez prokuratora jako te opisane w paragrafie drugim środki lub sposób.
   Kim był Herakles, gdy wykonywał swych dwanaście prac, wśród których było zabicie hydry i lwa nemejskiego? Wiedźminem, najemnym zabójcą potworów. Trzeba uważnie czytać Kubiaka, by nie umknęły takie sceny, jak walka Heraklesa pod Troją z potworem morskim, który miał pożreć córkę króla, Hezjone. Jako zapłatę Herakles żąda Hezjone (niekoniecznie jej ręki, to nie chanson de geste, tylko ogniskowe wspominki mykeńskich macho) oraz klaczy, które kiedyś Zeus podarował Trosowi. Ale król Troi, Laomedont okazuje się oszustem, więc Herakles zapowiada swój powrót i zemstę. Tak zapisano w Iliadzie. Sama zaś Iliada czym jest? Opowieścią o tym, jak ojciec idzie odebrać córkę młokosowi, który ośmielił się ją (przy boskiej protekcji) uprowadzić. A jak zachowują się Achajowie w czasie oblężenia grodu? Kłócą się o branki i fochują, jak taki Achilles, który z namiotu nie chciał wyjść. Czy oni się różnią od młodocianych nożowników znad La Platy? Niczym.
Jazon kontra piechota Nekropolii (Hirołsy III ;-), scena antycypowana w filmie z roku 1963
 Czas destyluje sfermentowane historie w szlachetny trunek mitu. Herakles staje się półbogiem, Jazon – nieustraszonym żeglarzem, Achilles – szlachetnym rycerzem. Wściekły wrzask umierającego Cezara przekuto w patetyczne pytanie. A tymczasem jedyna magia jaka się dzieje, to ubrany na czarno człowiek, który po śmierci Taboady wpycha Gaunę w sakralną kolistość czasu. Emilito powtarza cały rytuał męskiej odysei po knajpach i magazynach, w których nocują po niegodziwościach całodniowych libacji.
    Niemal każdy akapit, gdy się przeczyta go uważnie, prowadzi do jakichś ukrytych (choć może niezamierzonych) znaczeń. Np. wspomniany czarny osobnik, który podaje typ w wyścigach. Umożliwi to puszczenie karnawałowej machiny w ruch i – w rezultacie – śmierć Emilia. Imię konia, które wypowiada to Calcedonia, czyli Chalcedon. Chalcedon to kamień, ale też i miasto, w którym rezydowała wyrocznia Apolla, niewiele ustępująca tej delfickiej. Jak nieubłagane były wyroki Pytii, tak i nieubłagane jest mroczne, choć – w ocenie samego Gauny – chwalebne, przeznaczenie młodego mechanika samochodowego.
    Już wspominałem przy okazji „Wieżowca” J. Ballarda, ewenkijskie słowo emerczin oznacza zarówno bohatera, jak i gwałciciela. Powieść Bioy Casaresa jest kolejnym utworem, który wyjaśnia ten paradoks nam, intelektualnym ofiarom średniowiecznego etosu rycerskiego.