piątek, 6 stycznia 2017

Konkluzja wujka Staszka #10: ryby jako rodzaj warzyw


Zasadniczo nie wolno polować na zwierzynę za pomocą pułapek, sideł i wnyk. Chyba, że chodzi o ryby. Wtedy wędki i sieci są w porządku.
    Zasadniczo post bezmięsny oznacza powstrzymanie się od spożywania mięsa. Chyba, że chodzi o ryby.
    Ryba, której greckie miano potraktować można jako akrostych „Jezus Chrystus Boga Syn Zbawiciel”, nie była pokarmem luksusowym w obszarze Morza Śródziemnego. Post to odmowa zbytkownego pożywienia, więc w Palestynie, Helladzie i Italii ryb nie obejmował. Cóż, że obecnie w tej części Europy to niekoszerna wieprzowina zajęła rybie miejsce. Tam pościli rybami, więc ryby są u nas – potocznie ujmując – „pokarmem bezmięsnym”.
    Do tego stopnia traktowane są jako nie-mięso, że kiedyś znajomy wegetarianin zapytał koleżankę o zrobioną przez nią sałatkę, czy nie zawiera mięsa. Odpowiedziała, że specjalnie dla niego nie dała mięsa. Tylko tuńczyka.
    Co do zasady ze zwierząt otrzymujemy mięso. Chyba, że chodzi o ryby, to wtedy otrzymujemy coś w guście warzyw.
    Jeśli kraby, kalmary, przegrzebki, ośmiornice i krewetki są zwane „owocami morza”, to ryby są traktowane jako morza tego marchew i buraki.



1 komentarz:

  1. Tak, bawi mnie określenie "owoce morza", to zapewne konsekwencja naszej skłonności do eufemizmów, dzięki którym tuszujemy przykrą prawdę. Nikt na szynkę nie mówi "kawałek świnki". A "policzki wołowe"? Słyszę o nich ciągle w jakiejś reklamie i niemal widzę to wycinanie policzków, lejącą się krew, a nazwa taka niewinna i smakowita.

    OdpowiedzUsuń