Posty

Ogniem i Mieczem: subiektywna wyprawa folk-rockowa

Grafika
  Maria Franz z HEILUNG ( źródło ) Nasza muzyka ludowa to nieruchoma śpiąca królewna z dawnych stuleci. Musimy ją zbudzić. Musi zespolić się z dzisiejszym życiem i rozwijać się razem z nim. Tak jak jazz: nie przestając być sobą i nie tracąc własnej melodyki i rytmu, musi tworzyć własne, coraz to nowe etapy. I musi mówić o naszym dwudziestym wieku. Stać się jego muzycznym zwierciadłem. To nie takie łatwe. To gigantyczne zadanie. M. Kundera „Żart” (tłum. E. Witwicka) Dziś zmieniamy zupełnie kierunek podróży. Zabieram Cię na wędrówkę muzyczną nie do końca oczywistym szlakiem. Aby wycieczka miała sens przede wszystkim musisz mieć czas. Jakieś pół godziny do trzech kwadransów. A do tego spokój, ciszę i warunki, by nikt nie przyszedł i nie zapytał, czy już wzywać pomocy medycznej. Słuchawki mogą być wystarczające, pod warunkiem, że nie zaczniesz klaskać, śpiewać, bądź brykać, ściągając na siebie ludzi, którzy w dobrej wierze będą chcieli nam przerwać wycieczkę. Oczywiście, możesz sob

Czeski Shakespeare w gorzkiej pigułce: M. Kundera „Żart”

Grafika
„Żart” to debiutancka powieść Milana Kundery, którego dotąd kojarzyłem tylko z nazwiska. Nie mogłem się też na początku w nią „wgryźć”. Ale gdy już to uczyniłem, to wciągnęła mnie bez reszty, by na koniec pokazać swoją prawdziwą naturę opowieści o spustoszeniu.    O czym jest powieść? Formalnie osnuta wokół wydarzeń jednego dnia i jednego człowieka: Ludwika Jahna. Ale autor w sposób nad wyraz osobliwy pozwala w poszczególnych rozdziałach wszystkim postaciom sączyć monologiczne strumienie świadomości. I to podstępnie maskując narratora, tak, by czytelnik w najwyższym skupieniu dopasowywał kształty starając się zrozumieć, czyimi oczyma ogląda w danej chwili świat.    Monologi. Przywołałem Shakespeare’a ponieważ rola monologu u Kundery jest zupełnie podobna, choć warsztatowo o kilka stuleci lepsza. Skąd wiemy o katuszach Hamleta? Z jego monologów. U Kundery monologują wszyscy, ale nie jest to męczące. Ma to w sobie coś z leniwego popołudnia w morawskiej karczmie, gdy zebrane gron

... jak rozmawiać trzeba z psem

Grafika
  Wy nie wiecie, a ja wiem, Jak rozmawiać trzeba z psem, Bo poznałem język psi, Gdy mieszkałem w pewnej wsi. A więc wołam: - Do mnie, psie! I już pies odzywa się. Potem wołam: - Hop-sa-sa! I już mam przy sobie psa. J. Brzechwa „Jak rozmawiać trzeba z psem” W „Dociekaniach filozoficznych” Wittgenstein zawiera myśl, że gdyby lew umiał mówić, nie potrafilibyśmy go zrozumieć. Fakt, że ten drapieżnik nie zna naszego języka jest drugorzędny. Przed wszystkim nie miałby o czym z nami rozmawiać. Brakuje tej wspólnej platformy myślowej, którą wytworzyliśmy jako ludzie w postaci kultury i wychowywania się w niej ( casus „wilczych dzieci” i Kaspara Hausera zdaje się w jakiś sposób wspierać tę tezę). Czy jednak „rozmowa”, o której myślał Wittegnestein, to jedyny sposób komunikacji?    Całkiem niedawno natknąłem się na artykuł w Smithsonian Magazine pt. „ Dog Gazes Hijack the Brain’s Maternal Bonding System ”, w którym przedstawia się badania naukowe wskazujące, że spogląd

Zmagania z życiem: gazomierz

Grafika
 Żadna fikcja i stosowana ideologia czystej formy nie dościgną życia. Zamiast nurzać się w tekstach, obrazach, symbolach i dociekaniach filozoficznych, chciałem w tym tygodniu podzielić się nieco zbeletryzowaną wersją prawdziwego opisu wypadku z panem z gazowni.  Indżoj! GAZOMIERZ Wracając z pracy znalazłem w skrzynce pocztowej ogłoszenie o wymianie gazomierzy. Bezpłatnej, jak to podkreślono. Już miałem sarkastycznie podziękować w myślach wielkodusznej spółce gazowniczej za dar przyrządu pomiarowego, który służy przecież jej, a nie mnie, ale przypomniało mi się kim jest czytelnik modelowy tego zawiadomienia i ogarnął mnie przelotny smutek. To co w zawiadomieniu było najważniejsze, to data i godzina planowanego przedsięwzięcia – przyszły czwartek między dziewiątą a jedenastą – akurat wtedy, gdy miałem poranną zmianę. Szybka wiadomość do żony: Aurelian: [ Hej, jesteś w przyszły czwartek rano w domu? ] Berenika: [ Nie ] Szybko poszło. No dobra, przechodzimy do następnego kroku al

S-plozja: China Miéville „Ostatnie dni Nowego Paryża”

Grafika
Czy już pisałem Ci o świetnej książce traktującej o wieloświatach, okultyzmie i rzeczywistości wypełnionej zmaterializowanymi wytworami artystów plastyków? Tak? „Piranesi” S. Clarke? No tak. Ale teraz jednak chciałem Ci opowiedzieć o innej książce. Chodzi o „Ostatnie dni Nowego Paryża” pióra Ch. Mi é ville’a.   A. Breton, J. Lamba, Y. Tanguy Wyrafinowany trup , karta z polskiego wydania powieści ( źródło )      Zaczyna się z przytupem. Oto mamy Paryż w roku 1950. Nadal trwa okupacja niemiecka. Paryż podzielony jest na dzielnice, które znajdują się pod kontrolą różnych stron i ich frakcji: Niemcy, Wolni Francuzi, Main à plume. Nagle przez barykadę do sektora Main à plume przedziera się kobieta dosiadająca Velo: manifę surrealistycznego szkicu Leonory Carrington „I am an Amateur of Velocipedes”. Chwilę później czytelnik staje się świadkiem walki manifa obrazu Maxa Ernsta pt. „Ogród łowcy samolotów” z siłami Luftwaffe. Paryski surrealizm jest mocą, z którą naziści nie potrafią sobi

Accelerando

Grafika
  Gdy Tomasz Stawiszyński w rozmowie pt. „O zatrzymywaniu czasu” zapytany o wrażenie przyspieszania czasu, które odczuwamy starzejąc się, zaczął mówić o jakimś tam powiązaniu postępu technologii z naszym postrzeganiem tempa życia, coś się we mnie obruszyło. I nie chodzi tu o negowanie tego zjawiska psychicznego. Każdy z nas dostrzega, że z wiekiem tygodnie i miesiące płyną jakby szybciej. Jest to przedmiotem dowcipów („w dzieciństwie weekend to były małe wakacje, a teraz to minutowa przerwa między rundami meczu bokserskiego”), nostalgicznych refleksji przy stole wigilijnym lub wewnętrznego zdziwienia upływem czasu. Ale zjawisko to było przypuszczalnie znane od tysięcy lat i żaden postęp techniczny nie miał z tym nic wspólnego. To, śmiem twierdzić, nasz wewnętrzny, bardzo prosty zegar.    Każdy z nas pewnie zna to uczucie doskonale: oto znów mamy początek marca. Ledwie chwilę temu zaczęła się pandemia i zapadliśmy w pierwszy lockdown . To było tak niedawno. Jak szybko minął nam ten

Słowo Dom znaczy Świat: S. Clarke „Piranesi”

Grafika
  Jak pewnie już podkreślałem, nie lubię brnąć w głównym nurcie mody. Czekam, aż opadnie przypływ zainteresowania i dopiero wtedy wchodzę w spokojne fale, oczyszczone z medialnego i reklamowego błota, które zostawiam za sobą, a brzegu. Dlatego gdy kilkanaście lat temu zachwycano się powieścią „Jonathan Strange i pan Norrell” Susanny Clarke, zdecydowałem poczekać z lekturą, aż ucichną głosy zachwytu. Niestety, nie zdążyłem jeszcze jej przeczytać. Za to zakupiłem i przeczytałem jej najnowszą powieść pt. „Piranesi”. I cóż mógłbym o niej napisać bez spoilerów?    Wieloświat, dysocjacyjne zaburzenia osobowości, studium narodzin kultów, amnezja i rozważanie nad rolą pamięci jako rdzenia samoświadomości, okultyzm, policyjne śledztwo, nawiązanie do problemu platońskiej jaskini, a to wszystko w tempie andante haydnowskich kwartetów smyczkowych. Autorce wystarczyło na to 180 stron znormalizowanego maszynopisu. Ja na kolana padłem. Już dawno nie czytałem nic tak dobrego. I nawet nie dlatego,