Posty

Accelerando

Grafika
  Gdy Tomasz Stawiszyński w rozmowie pt. „O zatrzymywaniu czasu” zapytany o wrażenie przyspieszania czasu, które odczuwamy starzejąc się, zaczął mówić o jakimś tam powiązaniu postępu technologii z naszym postrzeganiem tempa życia, coś się we mnie obruszyło. I nie chodzi tu o negowanie tego zjawiska psychicznego. Każdy z nas dostrzega, że z wiekiem tygodnie i miesiące płyną jakby szybciej. Jest to przedmiotem dowcipów („w dzieciństwie weekend to były małe wakacje, a teraz to minutowa przerwa między rundami meczu bokserskiego”), nostalgicznych refleksji przy stole wigilijnym lub wewnętrznego zdziwienia upływem czasu. Ale zjawisko to było przypuszczalnie znane od tysięcy lat i żaden postęp techniczny nie miał z tym nic wspólnego. To, śmiem twierdzić, nasz wewnętrzny, bardzo prosty zegar.    Każdy z nas pewnie zna to uczucie doskonale: oto znów mamy początek marca. Ledwie chwilę temu zaczęła się pandemia i zapadliśmy w pierwszy lockdown . To było tak niedawno. Jak szybko minął nam ten

Słowo Dom znaczy Świat: S. Clarke „Piranesi”

Grafika
  Jak pewnie już podkreślałem, nie lubię brnąć w głównym nurcie mody. Czekam, aż opadnie przypływ zainteresowania i dopiero wtedy wchodzę w spokojne fale, oczyszczone z medialnego i reklamowego błota, które zostawiam za sobą, a brzegu. Dlatego gdy kilkanaście lat temu zachwycano się powieścią „Jonathan Strange i pan Norrell” Susanny Clarke, zdecydowałem poczekać z lekturą, aż ucichną głosy zachwytu. Niestety, nie zdążyłem jeszcze jej przeczytać. Za to zakupiłem i przeczytałem jej najnowszą powieść pt. „Piranesi”. I cóż mógłbym o niej napisać bez spoilerów?    Wieloświat, dysocjacyjne zaburzenia osobowości, studium narodzin kultów, amnezja i rozważanie nad rolą pamięci jako rdzenia samoświadomości, okultyzm, policyjne śledztwo, nawiązanie do problemu platońskiej jaskini, a to wszystko w tempie andante haydnowskich kwartetów smyczkowych. Autorce wystarczyło na to 180 stron znormalizowanego maszynopisu. Ja na kolana padłem. Już dawno nie czytałem nic tak dobrego. I nawet nie dlatego,

Nieuchronność teorii spiskowych

Grafika
  17 stycznia 1942 mógł być dniem, który przyniósłby zwrot w dziejach świata. Zginąłby Winston Churchill, premier Wielkiej Brytanii, człowiek kierujący państwem, które w tamtym czasie dźwigało największe brzemię walki z hitlerowskimi Niemcami spośród wszystkich zachodnich państw w tamtym czasie. I to zginąć mógł dwa razy. Słyszeliście o tym? Nie? No pewnie. Bo w końcu to były tylko błędy i nieporozumienia, a Churchill przeżył. Można się rozejść…   Boeing 314 Clipper ( źródło )   17 stycznia 1942 Churchill wracał z Bermudów po negocjacjach dotyczących zaangażowania USA w wysiłek wojenny oraz wypracowaniu umowy „okręty za bazy”, będącą ciekawym barterem, jakiego Wielka Brytania dokonała z USA, ale to już szczegół dla miłośników II wojny światowej. Premier miał wracać na pokładzie krążownika HMS „Duke of York”, ale lot ze Stanów Zjednoczonych na Bermudy, który odbył samolotem Boeing 314 Clipper spodobał mu się tak bardzo (zwłaszcza, że dano mu popilotować samolot), że uparł się tym

Sprawa Kramera

Grafika
 Gdy stu losowych ludzi na ulicy niewielkiego miasteczka zapytamy o nazwanie epoki, w której rozpoczęły się i szalały polowania na czarownice, przeważającą statystycznie odpowiedzią będzie: „średniowiecze”. I jest to odpowiedź zdecydowanie błędna. Bo w średniowieczu (od 476 r. do około 1500 r.) Kościół zwyczajnie nie dopuszczał wiary w magię, jak dziś nie dopuszcza wiary w wampiry i ich szatańską proweniencję. Co się zatem stało, że nagle, w epoce renesansu, rozkwitającego humanizmu oraz postępu nauk rozżarzają się po Europie Zachodniej stosy czarownic (a także czarowników i czarodziejątek, bo palono nawet pacholęta)?    Gdy na stosie w Konstancji płonął Jan Hus, Heinricha Kramera przypuszczalnie nie było jeszcze na świecie. Ale to co po Husie nastąpiło, stało się kanwą, na której rozwijała się kariera energicznego dominikanina. Jako inkwizytor zaciekle zwalczał waldensów w Czechach i na Morawach (choć raczej chodziło o braci czeskich, u których schronienia szukali waldenscy uchodź

Ars IV: Komediant

Grafika
M. Cattelan "Komediant" ( źródło ) No to teraz wróćmy ab musa (łac.: do banana ).    Co to takiego Cattelan chciałby powiedzieć? 1. Metatekst    Metateksty to wbrew pozorom nic strasznie wyrafinowanego. To teksty towarzyszące tekstom podstawowym: przedmowy, posłowia, prologi, spisy treści, blurby wydawców i podobne. Metatekstem jest także tytuł. W przypadku Cattelana tytuły są niemal tak ważne jak samo dzieło. Nie będę się teraz wypowiadał o innych jego rzeźbach/instalacjach, jak wiszące zwłoki końskie o tytule „Victory is Not an Option” („Zwycięstwo nie wchodzi w grę”), która mogłaby stanowić świetne uzupełnienie dadaistycznego oficera ze świńskim łbem. Zostańmy przy bananie. No to jaki jest tytuł tej instalacji?    „Komediant”.    Dlaczego banan? Co banan ma wspólnego z komediantem? Zasadniczo to już J. Carroll zauważył w którejś ze swoich powieści, że każde zwierze wygląda zabawnie jedząc banana. Poślizg na bananowej skórce stanowi drugi co do konotacj

Ars III: rozkmina o sztuce w pięciu obrazach prozą

Grafika
  Han van Meegeren - artysta czy ...? ( źródło ) Żeby ułatwić zrozumienie tego co chcę przekazać, podzieliłem tego posta na pojedyncze obrazy. Skoncentruj się, proszę, zwizualizuj je i uświadom sobie co dzieje się rzeczywiście, a co jest wynikiem przetwarzania w naszym umyśle przez filtry kulturowe. Nie śpiesz się. Przemyśl. Obraz 1: Fryderyk Chopin pisze swojego poloneza As-dur op. 53. (dla przypomnienia jak brzmi: https://www.youtube.com/watch?v=M8nqa_4JU0U ). Fryderyk siedzi w swoim salonie. Stół zawalony jest papierem nutowym. Kompozytor wypróbowuje różne frazy na fortepianie, szuka właściwych dźwięków i konsonansów. Zrywa się co jakiś czas i zapisuje na papierze ten zestaw dźwięków, które uznaje za satysfakcjonujące. Wreszcie kończy i przepisuje partyturę na czysto. Gra ten utwór raz jeszcze w całości. George Sand właśnie wróciła z miasta i słysząc nowy utwór klaszcze z uznaniem. Chopin jest zadowolony. Stworzył dzieło sztuki. Mówimy, że jest artystą. Obraz 2: 1

Ars II: od fontanny do komedianta

Grafika
Kontynuując nasze zastanowienia pod tytułem „banan a sprawa sztuczna”, popatrzymy na nieszczęsny owoc z kolejnej perspektywy. Nieostatniej.     Przypominam gwoli formalności, że rozważamy instalację pt. „Komediant” M. Cattalana, który w grudniu 2019 nazwał tak przyklejonego do ściany banana.    Pierwsza to odbiorca pozbawiony jakiegokolwiek obycia ze sztuką po 1900 roku. Czyli większość absolwentów podstawówek od lat osiemdziesiątych zeszłego wieku. Taki człowiek widzi powszechnie spotykany w markecie owoc i równie powszechnie w tym samym markecie występującą taśmę samoprzylepną i pyta: gdzie tu sztuka? I ja go rozumiem. Bo on czeka na sztukę, którą w języku polskim opisuje postniemieckie słowo „kunszt”, które oznacza pewną biegłość artysty. Dla niego sztuką przez wielkie „SZ” będzie szkic fotorealistyczny. Bo wykonanie czegoś takiego wymaga biegłości w posługiwaniu się ołówkiem. Kunsztu.    Jest rok 1913. Marcel Duchamp przedstawia swoją… rzeźbę? Swój tak zwany „ready-made” pt