Posty

Sprawa Kramera

Grafika
 Gdy stu losowych ludzi na ulicy niewielkiego miasteczka zapytamy o nazwanie epoki, w której rozpoczęły się i szalały polowania na czarownice, przeważającą statystycznie odpowiedzią będzie: „średniowiecze”. I jest to odpowiedź zdecydowanie błędna. Bo w średniowieczu (od 476 r. do około 1500 r.) Kościół zwyczajnie nie dopuszczał wiary w magię, jak dziś nie dopuszcza wiary w wampiry i ich szatańską proweniencję. Co się zatem stało, że nagle, w epoce renesansu, rozkwitającego humanizmu oraz postępu nauk rozżarzają się po Europie Zachodniej stosy czarownic (a także czarowników i czarodziejątek, bo palono nawet pacholęta)?    Gdy na stosie w Konstancji płonął Jan Hus, Heinricha Kramera przypuszczalnie nie było jeszcze na świecie. Ale to co po Husie nastąpiło, stało się kanwą, na której rozwijała się kariera energicznego dominikanina. Jako inkwizytor zaciekle zwalczał waldensów w Czechach i na Morawach (choć raczej chodziło o braci czeskich, u których schronienia szukali waldenscy uchodź

Ars IV: Komediant

Grafika
M. Cattelan "Komediant" ( źródło ) No to teraz wróćmy ab musa (łac.: do banana ).    Co to takiego Cattelan chciałby powiedzieć? 1. Metatekst    Metateksty to wbrew pozorom nic strasznie wyrafinowanego. To teksty towarzyszące tekstom podstawowym: przedmowy, posłowia, prologi, spisy treści, blurby wydawców i podobne. Metatekstem jest także tytuł. W przypadku Cattelana tytuły są niemal tak ważne jak samo dzieło. Nie będę się teraz wypowiadał o innych jego rzeźbach/instalacjach, jak wiszące zwłoki końskie o tytule „Victory is Not an Option” („Zwycięstwo nie wchodzi w grę”), która mogłaby stanowić świetne uzupełnienie dadaistycznego oficera ze świńskim łbem. Zostańmy przy bananie. No to jaki jest tytuł tej instalacji?    „Komediant”.    Dlaczego banan? Co banan ma wspólnego z komediantem? Zasadniczo to już J. Carroll zauważył w którejś ze swoich powieści, że każde zwierze wygląda zabawnie jedząc banana. Poślizg na bananowej skórce stanowi drugi co do konotacj

Ars III: rozkmina o sztuce w pięciu obrazach prozą

Grafika
  Han van Meegeren - artysta czy ...? ( źródło ) Żeby ułatwić zrozumienie tego co chcę przekazać, podzieliłem tego posta na pojedyncze obrazy. Skoncentruj się, proszę, zwizualizuj je i uświadom sobie co dzieje się rzeczywiście, a co jest wynikiem przetwarzania w naszym umyśle przez filtry kulturowe. Nie śpiesz się. Przemyśl. Obraz 1: Fryderyk Chopin pisze swojego poloneza As-dur op. 53. (dla przypomnienia jak brzmi: https://www.youtube.com/watch?v=M8nqa_4JU0U ). Fryderyk siedzi w swoim salonie. Stół zawalony jest papierem nutowym. Kompozytor wypróbowuje różne frazy na fortepianie, szuka właściwych dźwięków i konsonansów. Zrywa się co jakiś czas i zapisuje na papierze ten zestaw dźwięków, które uznaje za satysfakcjonujące. Wreszcie kończy i przepisuje partyturę na czysto. Gra ten utwór raz jeszcze w całości. George Sand właśnie wróciła z miasta i słysząc nowy utwór klaszcze z uznaniem. Chopin jest zadowolony. Stworzył dzieło sztuki. Mówimy, że jest artystą. Obraz 2: 1

Ars II: od fontanny do komedianta

Grafika
Kontynuując nasze zastanowienia pod tytułem „banan a sprawa sztuczna”, popatrzymy na nieszczęsny owoc z kolejnej perspektywy. Nieostatniej.     Przypominam gwoli formalności, że rozważamy instalację pt. „Komediant” M. Cattalana, który w grudniu 2019 nazwał tak przyklejonego do ściany banana.    Pierwsza to odbiorca pozbawiony jakiegokolwiek obycia ze sztuką po 1900 roku. Czyli większość absolwentów podstawówek od lat osiemdziesiątych zeszłego wieku. Taki człowiek widzi powszechnie spotykany w markecie owoc i równie powszechnie w tym samym markecie występującą taśmę samoprzylepną i pyta: gdzie tu sztuka? I ja go rozumiem. Bo on czeka na sztukę, którą w języku polskim opisuje postniemieckie słowo „kunszt”, które oznacza pewną biegłość artysty. Dla niego sztuką przez wielkie „SZ” będzie szkic fotorealistyczny. Bo wykonanie czegoś takiego wymaga biegłości w posługiwaniu się ołówkiem. Kunsztu.    Jest rok 1913. Marcel Duchamp przedstawia swoją… rzeźbę? Swój tak zwany „ready-made” pt

Moce astrologów

Grafika
Gdy chodziłem do szkoły, uczono nas o rodzajach narracji. Że narracja w utworach fabularnych jest pierwszoosobowa lub trzecioosobowa i prowadzi się ją w czasie przeszłym lub teraźniejszym. I koniec. Pierwsza myśl, która mi się od razu nasunęła: a nie można prowadzić narracji drugoosobowej? Naturalnie można. Ale jest to trudne.     Czystej narracji drugoosobowej na dłuższą metę chyba nie warto stosować, gdyż będzie to trudne. Ale użycie jej w większych partiach tekstu, tak jak zrobili to autorzy „Faceless Old Woman Who Secretly Lives in Your Home”, gdy Staruszka Bez Twarzy zwraca się do Craiga opowiadając mu co zrobiła i tłumacząc dlaczego to uczyniła, jest nader interesujące. Dodać tu należy, że ona tak naprawdę opowiada to czytelnikowi, gdyż Craig jej zwyczajnie nie widzi i nie słyszy. Strindberg polubiłby to.    Następna myśl: a narracja prowadzona w czasie przyszłym? Piękny przykład dał Houellebecq w swojej „Uległości” pisząc ostatni rozdział, w którym główny bohater i narrator

Ars

Grafika
Całkiem niedawno (rok temu) Maurizzio Cattelan przykleił banana do ściany w czasie art Basel Show w Miami i nazwał swoją instalację „Comedian”. Dzieło zostało sprzedane za 120 000 dolarów. W czasie trwania wystawy performer David Datuna podszedł do instalacji i banana zjadł. Swój perfomance nazwał „Głodny artysta”. M. Cattelan „Comedian” ( źródło )   No i co Ty na to?     Czy to jeszcze jest sztuka, czy tylko zgrywa? Czy można nazwać żart sztuką? Czy przyklejenie banana poza przestrzenią wystawową byłoby nadal sztuką?     Czym w ogóle jest sztuka?     W internetach rzeczony banan z Miami zdetonował całą lawinę komentarzy, z których na pewno można wysnuć wniosek, że definicja „sztuki” należy do tej samej klasy zagadnień metafizycznych co „prawda” i „dupa”, czyli, że każdy ma własną.    Zacząłem się i ja zastanawiać nad swoim pojęciem sztuki, żeby prócz rzeczonej wyżej dupy, mieć coś jeszcze do kompletu, bo moje pojęcie prawdy jest nieogarnialne nawet dla mnie samego. A

Wśród czterech dobrze znanych ścian

Grafika
  Jeśli litujemy się nad losem biednego Gregora Samsy, którego opisał w swojej „Przemianie” Franz Kafka, to znaczy, że nie dociera do nas cała złożoność i groza zaistniałej sytuacji. Bezpieczeństwo, które czujemy będąc czytelnikami może okazać się złudne.   Gregor Samsa ( źródło ) Gregor Samsa, z zawodu komiwojażer, budzi się pewnego dnia w swoim łóżku w ciele wielkiego karalucha. Z uwagi na manierę sypiania na plecach, nie jest w stanie nawet z tego łóżka wstać. Rodzina jest przerażona. Każdy byłby przerażony, gdyby ktoś z jego bliskich, zwłaszcza domowników, zmienił się w gigantycznego chrząszcza.     Ale natura lubi symetrię (oprócz równań Maxwella i strzałki termodynamicznej, te są haniebnie niesymetryczne). A to prowadzi nas do budzącej grozę konkluzji, że być może pewnego dnia w ciele któregoś z naszych domowników przebudzi się umysł karalucha.