sobota, 21 marca 2020

Jednym zdaniem

Nim pokażę Ci, jak się jednym zdaniem ukazuje złożoność problemów społecznych, winieniem jest wytłumaczenie, choćby bardzo pobieżne, czym była instytucja konstabla.
    Otóż jeszcze średniowiecznej tradycji (a dokładnie dekretowi Edwarda Długonogiego, którego tak znienawidziliśmy po filmie „Braveheart”) zawdzięczamy najniższy urząd, który można określić mianem policyjnego, czyli właśnie konstabla. Konstablami zostawali przedstawiciele lokalnej społeczności, którzy pełnili funkcje porządkowe, a do ich szczególnych zadań należało m.in. ściganie zbiegłych więźniów. O ile w miastach temat straży i konstabli był uregulowany i ich obecność była wymagana, to na terenach wiejskich pełnili oni funkcje bez mała dekoracyjne. Nie byli specjalnie umundurowani, ani uzbrojeni, a wyróżniała ich jedynie opaska na ramię i pałka z królewskim godłem. I – co ważne – nierzadko uchylali się jak mogli od pełnienia tej funkcji, to też król Karol II w 1673 roku w swojej ustawie przewidział dla takiego nicponia karę pięciu funtów [źródło] (a było to wtedy zapewne niemało; jeśli ta kwota została utrzymana w czasie akcji opowiadania dziś byłoby to prawie pół tysiąca funtów [źródło]). Wiadomości te zaraz nam się przydadzą, by zrozumieć, co i jak można pięknie zawrzeć w jednym, zgrabnym zdaniu.
    Thomas Hardy, autor słynnych powieści, takich jak „Tess d’Uberville” i „Juda nieznany”, popełnił także cztery tomy opowiadań, spośród których jedno, zatytułowane „Trzej nieznajomi” znalazło się w antologii „Opowieści z dreszczykiem. Noc druga” (Iskry, 1960), którą mam okazję posiadać. O samej antologii może innym razem – teraz wyrażę tylko ubolewanie, że nie wydaje się już chyba tego typu zbiorów, które byłyby przeglądem źródeł literatury grozy, a dla niektórych być może stanowiłyby inspirację. Ale – do ad remu.

John Constable (zbieżność nazwisk przypadkowa) "Wóz na siano" (źródło)

Akcja opowiadania dzieje się w hrabstwie Wessex, w trzeciej dekadzie dziewiętnastego stulecia. Pewnej deszczowej nocy, w chacie owczarza, który z krewnymi i znajomymi świętuje narodzenie swej drugiej córki, krzyżują się drogi trzech nieznajomych, nocnych rozbitków z połoniny, na której chata jest zbudowana. Pierwszy milczy, siedzi obok kominka, drugi robi wokół siebie więcej hałasu, po niejakim czasie okazuje się, że jest katem, który utknął tu w drodze do Casterbridge – niedalekiego miasta, w którym ma nazajutrz powiesić skazańca. Trzeci pojawia się tylko na chwilę w drzwiach i widząc dwóch pierwszych – znika w deszczu i mroku. Niedługo po tym rozlega się odgłos armatniego wystrzału, powtarzany w regularnych odstępach czasu – znak, że  więzień zbiegł. Kat natychmiast przejmuje dowodzenie i wywołuje lokalnego konstabla:

- Czy jest wśród nas jaki konstabl? – spytał grubym głosem. – Jeśli tak, niech wystąpi.
Pięćdziesięcioletni narzeczony, drżąc na całym ciele wyszedł spod ściany, a jego narzeczona zaczęła płakać na oparciu krzesła.
– Czy jesteście zaprzysiężonym konstablem?
– Chyba tak, proszę pana.
T. Hardy  „Trzej nieznajomi”

Widać już po tej niepewności, że ormowcy Jego Królewskiej Mości nie wyróżniali się specjalnym poczuciem obowiązku. Ale akcja dopiero się rozkręca. Po krótkiej dyspucie na temat użycia właściwych środków przymusu bezpośredniego (konstabl odmawia interwencji, póki nie przyniesie sobie swojej urzędowej pałki z wyrytym godłem i koroną), rusza kierowany przez konstabla pościg.  Rzecz jasna trzeba sobie od razu powiedzieć, że pospolite ruszenie lokalsów wyrwanych z imprezy pod śmiałym i sprawnym kierownictwem niechętnego konstabla w deszczową, ciemną noc, wśród wzgórz Wessexu, nie miało zbyt wielkich szans na pojmanie zbiega. Jednak, głównie dzięki imperatywowi narracyjnemu, który zamanifestował się pod postacią jedynego drzewa na stoku, grupa parafian z widłami i pałkami osacza trzeciego nieznajomego pod jesionem, pod osłoną którego zbieg ukrywa się przed ulewą. I tu następuje to, na co chciałem zwrócić uwagę:

Sylwetka jego, kiedy patrzyli z tyłu, wyraźnie odbijała się na tle nieba. Ścigający podeszli bezszelestnie i stanęli z nim twarzą w twarz.
– Pieniądze albo życie! – zawołał groźnym głosem konstabl zwracając się do nieruchomej postaci.
T. Hardy  „Trzej nieznajomi”
 
Nie widziałem chyba dotąd zdania, które tyle mówiłoby o tej fatalnej kondycji, w jakiej znajdowały się angielskie służby porządkowe na terenach rolniczych w początkach XIX wieku. Czy konstabl był dawnej zbójem, że się tak odezwał? Niewykluczone. Czy konstabl pomylił się, bo rola jaką mu narzucono kojarzyła się z funkcją zbója królewskiego? Niewykluczone. Pozdrawiam w tym miejscu fanów Łamignata. Czy autor tą czynnością pomyłkową (we freudowskim tego słowa znaczeniu) chciał pokazać swoje poglądy na ówczesne społeczeństwo? Trudno mi orzec. W tym jednym zdaniu, jak w hologramie, widać całą przestrzenną gamę odczuć i refleksji dotyczących funkcji konstabla w sielskim krajobrazie hrabstwa Wessex.
    O ile pewnie T. Hardy, autor rzeczywisty opowiadania „Trzej nieznajomi”, miał pewnie własny pogląd i własny cel we wpisaniu właśnie tego zdania do treści, to T. Hardy jako autor modelowy, napisał zdanie, które czytelnikowi modelowemu niczym pryzmat rozbija te trzy słowa konstabla na całe spektrum domysłów i refleksji. I – co dla mnie, jako czytelnika empirycznego nie pozostaje bez znaczenia – rozśmiesza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz