piątek, 17 kwietnia 2020

Bańki pełne lemingów

Jesienią 2014 roku kanadyjska wersja serwisu iTunes w wyniku błędu „opublikowała” rzekomy utwór Taylor Swift pt. „Track 3” („Ścieżka 3” lub „Utwór trzeci”, jak wolisz), którego zawartością było jedynie osiem sekund białego szumu.
    I pewnie nie byłoby o czym pisać, gdyby nie fakt, że bardzo szybko utwór ten osiągnął czołowe miejsce na liście najlepiej sprzedających się piosenek tamtejszej filii serwisu. Sprzedających. Bo za prawo do jego wysłuchania należało zapłacić ponad dolara. Pisano o tym dość dosadnie w Time, w Altpress i Slash Gear. Niczym refren pojawia się refleksja, że fani TS kupią absolutnie wszystko, co będzie sygnowane przez ich idolkę. No cóż, życie. Nic nowego.
    Zastanowił mnie jeden aspekt tego zdarzenia: Dlaczego fani wybierali ten właśnie kawałek spośród kilku utworów, które tamtego dnia się pojawiły (m. in. „Welcome to New York”, opublikowany w tym samym czasie i znajdujący się na podium za feralnym „Track 3”)? Dlaczego więcej pieniędzy spłynęło w związku z ośmioma sekundami, które nie zawierało śladu głosu piosenkarki? Czy fani zamknięci w informacyjnej i stylistycznej bańce muzyki pop nagle zostali wystawieni na Nieznane, które ich zachwyciło? Wydało im się świeże? Tak jak bohater „Człowieka z Wysokiego Zamku” P. K. Dicka, który przez chwilę, przez wyrwę w swojej rzeczywistości ujrzał nasz świat, w którym państwa Osi przegrały wojnę? Nie twierdzę, że jest możliwe, lecz raczej że niemal pewne, iż fani Taylor Swift nie mają pojęcia o całym nurcie noise, jego stuletniej już tradycji wiodącej od L. Russolo, przez K. Stockhausena do Masami Akity (znanego jako Merzbow) z silnymi i wpływowymi odgałęzieniami, które wiążą się z takimi zespołami jak SONIC YOUTH (we wczesnej odsłonie), SWANS, przez całą plejadę zespołów z Amphetamine Reptile Records, którzy łączyli amerykańską wersję punkrocka z czysto noise’owym szaleństwem, po dzisiejsze produkcje WEEPING ICON.
    Odrębnym tematem, na który wypadałoby poświęcić osobny post jest „noise a sprawa polska”. Największym twórcą polskiego noise’u przypuszczalnie jest nieżyjący już Zbigniew Karkowski, który swego czasu współpracował ze wspomnianym Merzbowem. Ale to już niestety historia. Co do obecnego stanu istnieje opinia, że polska scena noise liczy sobie kilkanaście osób, które się ze sobą wszystkie znają, bo to garstka artystów i ich dźwiękowcy, ale to chyba nie jest do końca prawdą. Tak czy owak polecić mogę na szybko inicjatywę Sygnał/Szum związaną z Płockiem. Znajdujące się na marginesie niniejszego bloga banerki Heavy Sound Synthesis także prowadzą do jakichś tam produkcji związanych z szeroko pojętym noisem (głównie z jego bardzie rytmiczną, czy zgoła melodyjną odmianą).
    Co zatem zaszło tej jesieni 2014 roku, gdy grupa fanów popu rzuciła się na osiem sekund szumu? Czy nastąpiło przebicie bańki informacyjno-kulturowej, w której wygodnie sobie żyli? Na pewno nie na wielką skalę. Raczej była to chwilowa ekstrawagancja, po której strumień lemingów wlał się na powrót w swoje dotychczasowe koryto. Ciekawym ilu z nich odkryło dzięki temu nowe tereny? Ilu z nich dowiedziało się, że istnieje taki ktoś jak Merzbow? Ilu odłączyło się od stada?

Jeśli przez hałas rozumiesz dźwięki powodujące dyskomfort, to muzyka pop jest dla mnie hałasem.
 Masami „Merzbow” Akita (źródło)



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza