piątek, 1 maja 2020

Świerzop na wulkanie

Zasadniczo jest tak, że w przypadku dobrego utworu odwołanie do innego utworu, czy symbolu winno być tak skonstruowane, że odbiorcy nie obeznanemu z tym symbolem nie zepsuje komfortu odbioru, zaś temu, który odwołanie wyłapie, zaoferuje dodatkową perspektywę odczytania.
    Nauczył mnie tego U. Eco, którego powieści czytałem wiele razy i zawsze czytana powieść była inną, niż znałem wcześniej. Inaczej odczytywałem, gdy jako nastolatek miałem w rękach „Imię róży” i był to dla mnie wyborny, mroczny kryminał, inaczej po kilku latach, gdy już więcej rozumiałem ze sporu o ubóstwo Chrystusa, a już zupełnie inaczej, gdy jako dorosły znałem już Jorge Borgesa i jego nieskończoną bibliotekę, zaklętą u Eco w ośmiokątną bibliotekę (symbol styku Ziemi, której symbolem jest kwadrat, z Niebem, którego przedstawia okrąg) strzeżoną przez niewidomego brata imieniem Jorge z Burgos (J. Borges był niewidomy pod koniec życia).
    Takie różne smaczki i nawiązania powodują, że człowiek się rozwija. Próbując zrozumieć, sięga po źródła, szuka odpowiedzi. Same te podróże dygresyjne po oceanie wiedzy mogą być osobnym sposobem recepcji utworu.
    Można, niestety skończyć jak ta „ofiara świerzopa” z wiersza K. I Gałczyńskiego. Znasz? Otóż przygoda zaczyna się we wczesnych wersach inwokacji „Pana Tadeusza” pióra A. Mickiewicza:

Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem,
Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem;
Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała,
Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała,
A. Mickiewicz „Pan Tadeusz” (Księga I „Gospodarstwo”)

No i konia z rzędem albo motorynkę, temu, kto powie, co to ten świerzop?
    Jednym wystarczył rytm i rym, inni chcieli dowiedzieć się, czym był ów „świerzop” i „dzięcielina”. Wśród nich i wzmiankowany podmiot lityczny z Gałczyńskiego:

Jest w I Księdze "Pana Tadeusza"
taki ustęp, panie doktorze:
"Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała..."
I właśnie przez ten świerzop neurastenia cała...
O Boże, Boże...

Bo gdy spytałem Kridla, co to takiego świerzop,
Kridl odpowiedział: - Hm, może to jaki przyrząd?
Potem pytałem Pigonia,
a Pigon podniósł ramiona.

Potem ryłem w cyklopediach,
w katalogach i słownikach,
i w staropolskich trajediach,
i w herbarzach i w zielnikach...
(…)
K. I. Gałczyński „Ofiara świerzopa”

Mój „świerzop” wyrósł zdecydowanie dalej. Nie, żeby mnie to jakoś nobilitowało, lub też jego wynosiło nad mickiewiczowskie chabazie. Otóż sięgnąłem po balladę E. A. Poe pt. „Ulalume” i czytam:

Tam to niegdyś szeroką aleją
Śród cyprysów z swą duszą sierocą —

Ze swą Psyche błądziłem sierocą,
W dniach, gdy w sercu płomienie goreją,
Jak te ognie, co z wirem i mocą,
Jak te lawy, co wiecznie a z mocą
Aż na Yanik siarczyście się leją
Pod biegunów lodowych północą —
Aż na Yanik jęcząco się leją
Pod tych królestw lodowych północą.
E. A. Poe „Ulalume” (tłum. A. Lange)

W oryginale interesujące te wersy brzmią:

Here once, through an alley Titanic,
Of cypress, I roamed with my Soul—
Of cypress, with Psyche, my Soul.
These were days when my heart was volcanic
As the scoriac rivers that roll—
As the lavas that restlessly roll
Their sulphurous currents down Yaanek
In the ultimate climes of the pole—
That groan as they roll down Mount Yaanek
In the realms of the boreal pole.
E. A. Poe „Ulalume”

No i zacząłem się zastanawiać: a gdzież to ten wulkan zwany Yanik, leży. I tu zaczęły się schody. I jazda po poręczy. Bo okazało się, że zagadka wulkanu Yanik nie jest tylko moim wymysłem. Głowy tęższe od mojej już szukały tego cudu natury.
   Thomas Ollive Mabbott w swoich przypisach do zbioru wierszy Bostończyka „Complete Poems”  wskazuje, za Williamem P. Trentem, że o ile przymiotnik „boreal” w kontekście bieguna winien oznaczać „północny” (boć Boreasz był włodarzem północnego wichru), to za północnym kołem podbiegunowym nie ma aktywnych wulkanów. Za to jest jeden za południowym kołem podbiegunowym: Erebus, nazwany tak przez jego odkrywcę Sir Jamesa Clarka Rossa, dla uhonorowania jednego ze swoich statków, który nosił tę, skądinąd infernalną nazwę. Postaram się tu podlinkować inkryminowany fragment.

Erebus w pełnej krasie (źródło)
Wyobraź to sobie. W 1840 roku Ross odkrywa czynny wulkan na skraju świata, na Antarktydzie, Ostatnim Kontynencie. Strumienie gorącej lawy i odwieczna pokrywa lodu. Dym i para wodna w cichym świecie, gdzie oddech marznie w śnieg. I temu wulkanowi Ross nadaje imię Ereba, bóstwa pierwotnego, syna Chronosa (Czasu) i Ananke (Nieuchronności), ojca Tanatosa – boga śmierci. Samo imię Erebos znaczy po grecku Mrok. A pamiętajmy, że greka jest podówczas powszechnie nauczanym językiem w szkołach ponadpodstawowych. W gazetach musiało się to sprzedawać cudnie. Nic dziwnego, że urzeczony tym obrazem Poe już siedem lat po odkryciu postanawia wykorzystać go w swej balladzie jako romantyczne odbicie uczucia. To musiał być ten wulkan. Pewien tego już był H. P. Lovecraft, gdy w swojej minipowieści „W Górach Szaleństwa” pisze:

Tak oto, nareszcie dotarliśmy do najbardziej wysuniętego przyczółka wielkiego, nieznanego kontynentu i tajemniczego, mrocznego świata lodowej śmierci. Szczyty te należały, rzecz jasna, do odkrytego przez Rossa Masywu Admiralicji; teraz zadaniem naszym było opłynąć przylądek Adare i przepłynąć dalej wzdłuż wschodniego wybrzeża Ziemi Wiktorii, do miejsca w którym mieliśmy rozbić bazę u brzegów cieśniny NcMurdo, u stóp wulkanu Erebus na 77 stopniu 9 minucie szerokości południowej.
(…)
Kłęby dymu buchały z otworu Erebusa raczej sporadycznie i jeden z absolwentów, zdolny, młody chłopak nazwiskiem Danforth, wskazał coś co przypominało lawę pokrywającą śnieżne stoki. Stwierdził przy tym, iż góra ta, odkryta w 1840 r. była bez wątpienia inspiracją dla Poe’go, który w siedem lat później napisał:

Siarką cuchnące lawy, gęste strugi
Nieustannie spływają w dół po zboczach Yaanek
W najdalszych polarnych krainach
Jęczą spływając w dół po zboczach Yaanek
W lodowych, krainach polarnych zórz.
Danforth był miłośnikiem mrocznych lektur i dużo opowiadał o Poe'm.
H. P. Lovecraft „W Górach Szaleństwa” (tłum. R. Lipski)

    Tylko mu się nazwa nie rymowała.
    Titanic – volcanic – ErebusNope.
    Skąd wytrzasnął to słowo „Yaanek”? Tego niestety nie wiadomo. Jest kilkanaście świetnych teorii, których kilka przytacza Mabbott, m.in. jakoby „Yal anak” po arabsku miało znaczyć „niechaj Bóg Cię przeklnie”, lub też przypomina jakąś mieścinę o tej nazwie w tureckim Trapezuncie, regionie, na którym Poe znęcał się w „Al Aaaraaf”.
    Widzisz już?
    Z drobiazgu, z zastanowienia się, gdzie leży wulkan wspomniany mimochodem w wierszu, ruszyła wyprawa odkrywcza, która w dodatku okazała się iść szklakiem, który przemierzali już tacy akademicy jak Mabbott i tacy nestorzy grozy jak Lovecraft.
   Znudziłem Cię? Być może tak, bo to moja wyprawa, „mój świerzop”. A Ty? Masz coś, co Cię nurtuje, zastanawia? Może jest to pytanie, czy Sokrates istniał naprawdę, czy był wytworem kultury, jak Sherlock Holmes lub James Bond? Może to odtworzenie wędrówek Horacio Oliveiry po Paryżu i Buenos Aires? Deszyfracja imion biblijnych?
    Warto jest mieć takie drogi, którymi można wędrować poza głównym tekstem. To bardzo wzbogaca i daje niezwykłą przyjemność wykraczającą poza lekturę. Przyjemne z pożytecznym.

Dobrze jest łączyć przyjemne z pożytecznym. I dobrze jest mieć odznakę.
„Hydrozagadka” (reż. A. Kondratiuk)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza