sobota, 8 sierpnia 2020

Kultyści

Dawno temu, dzieckiem będąc, czekałem na pokrytym skajem krzesełku w salonie fryzjerskim, aż fryzjerka skończy strzyc któreś z moich rodziców i ja zasiądę w wielkim (tak go ówcześnie postrzegałem), popękanym fotelu. A tymczasem czytałem leżące na stoliku gazety. Umówmy się: wielkiego wyboru nie było. Ale wychodziło wtedy czasopismo „Przekrój”, w którym rozumiałem część artykułów (teraz wychodzi podobne, choć słabsze, noszące ten sam tytuł). I zdarzył się tam artykuł, który dotyczył utworów zwanych „kultowymi”.
    Autor tegoż artykułu starał się odpowiedzieć na pytanie: co sprawia, że dana książka lub film stają się kultowe. Zapamiętałem jedną z jego tez, że o kultowości świadczy to, że fani danego utworu mówią do siebie cytatami z utworu. Dotyczyło to zwłaszcza powieści „Pod wulkanem” Malcolma Lowry’ego, której fandom miał się rozpoznawać wzajemnie za pomocą takich właśnie cytatów. Autor wspomina, że nie dochodziło do jakichś dodatkowych interakcji, zadzierżgiwania znajomości, lecz tylko chodziło o identyfikację, rodzaj systemu „swój-obcy”.
    Ten mechanizm możesz obserwować co dzień na stronach internetowych, gdzie w strumieniu komentarzy pojawiają się pojedyncze wtrącenia, hasła, na które podając prawidłowy odzew dokonujemy identyfikacji, przyporządkowania do grupy. Język tych cytatów ma charakter stawiania granic i weryfikacji, po której stronie granicy rozmówca się znajdzie.
    Nie zawsze wymagany jest pełen cytat. Wystarczy nawiązanie. Niedawno na portalu JoeMonster pojawiła się kolejna odsłona cyklu artykułów „Zatrzymane w kadrze” (https://joemonster.org/art/51083/Zatrzymane_w_kadrze_CCCLIV_Nieudany_zamach_na_Hitlera), w której pod numerem #10 znajduje się zdjęcie francuskich żołnierzy z okresu I Wojny Światowej, który należeli do oddziału „najeźdźców okopów” (to zdecydowanie gorzej brzmi od angielskiego terminu trench raiders). Oddziały te w czasie wojny pozycyjnej, gdy żołnierze mieszkali miesiącami w okopach naprzeciw siebie, dokonywały nocą wypadów do okopów nieprzyjaciela, gdzie przy użyciu broni białej i obuchowej mieli za zadanie wyeliminować jak najwięcej żołnierzy i wrócić do siebie. Zdjęcie załączam poniżej. 
   
Trench raiders (źródło)
 
Widzimy czterech żołnierzy w hełmach, maskach przeciwgazowych i dodatkowo okutanych w jakieś osobliwe kożuchy, czy też baranice. Pod artykułem znajduje się sekcja komentarzy, w której najwyższą notę otrzymał ten, który rozbudowuje historię tych żołnierzy i prezentuje zdjęcie ich broni. Niewiele mniej „głosów” otrzymuje komentarz brzmiący:
   

wyglądają jakby chcieli, żeby przynieść im żywopłot

   https://joemonster.org/art/51083/Zatrzymane_w_kadrze_CCCLIV_Nieudany_zamach_na_Hitlera

dostęp z dnia 08.08.2020 r. godz. 17:44

 
W pierwszym czytaniu nie ma to najmniejszego sensu. Dlaczego czterech facetów w baranicach i hełmach miałoby sprawiać wrażenie, że chcieliby dostać jako rzecz ruchomą element zdecydowanie nieruchomy, jakim jest żywopłot? I tu właśnie jest ta granica, która wynika z kultowości. Ci, dla których kultowym jest dorobek grupy Latającego Cyrku Monty Pythona pamiętają doskonale, że w filmie „Monty Python i Święty Graal” z roku 1975 znajduje się wątek Rycerzy Ni, którzy nie chcą przepuścić króla Artura i jego rycerzy. Chyba, że ten przyniesie im… tak – żywopłot.

Rycerze Ni (źródło)
 

W poniższym filmie jest zebrana całość scen z Rycerzami Ni. Przedmiotowe żądanie pojawia się w drugiej minucie filmu.


   Zauważ, że nie w komentarzu nie nastąpiło zwyczajne nawiązanie. Jego autor nie napisał: „wyglądają jak Rycerze Ni”. On tę wiadomość ukrył. Taka kultyczna hermeneutyka (pop)kultury. Pisząc o przyniesieniu żywopłotu odwołał się się do żądania absurdalnego, surrealistycznego, które występuje niezwykle rzadko w kulturze, a dość rozpoznawalane jest jedynie w kontekście filmu szalonych Anglików (i jednego Amerykanina). Odwołując się do figury przynoszenia żywopłotu precyzyjnie wskazał nawiązanie swoim. Dał kultystom Monty Pythona sygnał, że jest jednym z nich. A oni potwierdzili mu swoją obecność przez 71 głosów pozytywnych (kliknięcia ikonki „łapka w górę” przez zalogowanych użytkowników portalu).
    Tak się odbywają teraz plemienne obwoływania na puszczy.
    Dlaczego o tym mówię? Bo chciałem postawić swoją hipotezę dotyczącą tego, co czyni dany utwór kultowym. W typowo internetowym stylu „nie znam się, więc się wypowiem”.
    Zwróć uwagę, że kultowymi stają się często utwory, które niosą ze sobą ładunek irracjonalny, surrealistyczny, czy wręcz absurdalny. Popatrz na wąską klasę polskich filmów, które najczęściej określane są mianem kultowych: to „Rejs”, „Hydrozagadka, komedie Barei (np. „Miś”) i Chęcińskiego („Sami swoi”). Swego czasu kultowym był dramat „Wesele”. One wszystkie zawierają elementy fantastyczne, niespotykane na co dzień.
    Gombrowiczowska „Ferdydurke” także wsławiła się kultową sceną pojedynku na miny, w którym spluwaczka była ważnym rekwizytem. I teraz aluzje do nurzania rąk w spluwaczce, czy pojedynkowania się na miny, nieodmiennie osadzają wypowiedź w kontekście „Ferdydurke” skutecznie wysyłając na out tych, którzy
    Wśród dzieł literatury światowej do ścisłej czołówki powieści jednocześnie kultowych i kanonicznych zaliczamy obie części przygód Alicji (w Krainie Czarów i Po Drugiej Stronie Lustra) i Biały Królik staje się dzięki temu symbolem, do którego można się odwołać, gdy chcemy wskazać proces przejścia do innej rzeczywistości. A gdy sformułujemy dwuzdanie: „Nora Białego Królika prowadzi nas do innego świata. Zwłaszcza, jeśli jest to Królik z Caerbannog”, to już wymagamy od odbiorcy znajomości zarówno „Alicji w Krainie Czarów” jak i wspomnianego filmu „Monty Python i Święty Graal”, gdzie w jaskini Caerbannog żył biały królik-zabójca.
    Wydaje mi się, że kultowymi łatwiej stają się te utwory, które nie są bezpośrednim odbiciem znanej rzeczywistości. Że właśnie elementy absurdalne lub surrealistyczne powodują, że łatwiej do nich nawiązać w sposób, który ukryty jest przed laikatem. Gdyby Rycerze Ni nie chcieli żywopłotu, ale sakiewki złota, to komentarz w brzmieniu „wyglądają jakby chcieli, żeby przynieść im sakiewkę złota” byłby słabo rozpoznawalny. Nie odniósłby swojego efektu.
    Czy jeśli przypiszesz Białego Królika do przygód Alicji oznacza już, że jest ta powieść dla Ciebie kultowa? Jeszcze nie – Biały Królik wszedł już do kanonu symboli kultury. Kultowe symbole muszą być poza kanonem. Ich rozpoznanie musi stanowić o wyodrębnieniu kultystów, elity. Co to za elita, gdy cztery piąte społeczeństwa w niej partycypuje? Ale gdy już zaproponuję Ci kadryla z homarami, a Ty złapiesz nawiązanie i odpowiesz „Gryf lubi to”, to właśnie znalazło się dwoje kultystów. Kultyści sięgają głębiej, poza kanon. Miałbym kłopot określić „2001 Odyseję kosmiczną” jako kultową, gdyż w świecie filmów SF stanowi on kanon. Ale kultowym może być już „Plan 9 z kosmosu”. Natomiast możemy się zastanawiać, czy w kontekście całokształtu kultury, w której SF jest niszą, kultowym będzie ostatnie zdanie filmu:

My God! It’s full of stars!
(Mój Boże! Tu jest pełno gwiazd!)

A. C. Clarke „2001 Space Odyssey”

Paradoksalnie elitarne stają się teraz utwory, których treści były kanoniczne, lecz przestają być rozpoznawalne. Ich symbole wypadają z kanonu. Kim jest Beatrycze? Dla mnie jeszcze jest oczywiste, że była natchnieniem Dantego. Ale pokolenie, które teraz wychodzi ze szkół, nie odróżnia Dantego od Dantona i jeśli napomknę im o Beatrycze, to pozostanę niezrozumiany. Taka dygresja.

   Na zakończenie chciałem Ci zaproponować chwilę z wykładem Dariusza Basińskiego dotyczącego kina kultowego. Wykład został wygłoszony w ramach kultowego programu „Lutownica, ale nie pistoletowa tylko taka kolba” kultowej grupy „Mumio”:

 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza