niedziela, 16 sierpnia 2020

Pamięci budowniczych Artemizjonu

 

Źle uczymy historii.

    W roku 212 p.n.e. Rzymianie ostatecznie przełamują obronę Syrakuz. Nieznany z imienia legionista zabija Archimedesa, który do ostatnich chwili zajęty jest problemami matematycznymi, toteż woła przed śmiercią: „Nie zamazuj moich kół!”.
    To bardzo dziwna rzecz, można powiedzieć, że wręcz odwrotna do tego co dzieje się z historią w skali makro: znamy nazwisko i dokonania ofiary, a nie jego zabójcy.
    Zazwyczaj jest odwrotnie. Napoleon, Hitler, Stalin, Aleksander „Wielki”, Saldyn, Czyngis-chan. Tych postaci nie trzeba przedstawiać. Wyryły się w naszej pamięci strugami krwi i wypaliły pożogami wzniecanymi przez wojsko. A kim byli Pierre Lescot, Claude Perrault i Pierre Fontaine? Coś Ci chodzi po głowie, że pisali bajki? Blisko. To tylko kilku z wielu architektów, którzy projektowali i czuwali nad budową pałacu w Luwrze. A kogo się wspomina w kontekście tego pałacu? Despotycznego króla, w dodatku lokując jego imię w kuriozalnym związku frazeologicznym „dokończył budowę pałacu w Luwrze”. Pewnie sam kafelki układał.
    Zbyt wiele czasu i uwagi poświęcamy rozmaitym przywódcom, królom, władcom, dyktatorom i dyrektorom. Oni już odebrali swoją nagrodę. Celebrujemy pamięć bitew (nawet czasem słusznie), a nie próbujemy pamiętać o naukowcach, odkrywcach, budowniczych. Gdyby nasze podręczniki do historii wpadły w ręce obcych cywilizacji, to mieliby niezłą zagwozdkę próbując ustalić, dlaczego mamy tak rozwiniętą cywilizację, zajmując się właściwie głównie wzajemnym zabijaniem się. Dlatego można potem pisać jak Elon Musk, że piramidy budowali kosmici, bo on kojarzy tylko historie wojen faraonów z ościennymi ludami toczoną przy użyciu zaostrzonych patyków. Czyli włóczni i strzał. Gdy w kółko słuchamy o władcach, zaczynamy myśleć, że to faktycznie oni i ich geniusz za wszystkim stali. Że był władca i jego szara masa, którą on mocą swej charyzmy natchnął do wybudowania tych wszystkich dzieł. A potem wydaje się, że niepotrzebni nam błyskotliwi inżynierowie, jeśli mamy okrutnego dyrektora – on sam wszystko pociągnie.
    „Zapisujemy w historii jednostki wybitne”. Naprawdę?! Krótkie dwa pytania. Pierwsze: kto zaprojektował i nadzorował budowę Artemizjonu w Efezie? Nie wiemy, co? Drugie: kto go spalił? Szewc Herostates. Dziękuję, oskarżenie nie ma więcej pytań.

Statek dziejopisów głupców (H. Bosch, źródło)

 
Koncentrujemy się na złu, które sobie wzajemnie wyrządzamy. Opowiadamy o bitwie pod Grunwaldem i późniejszemu oblężeniu Malborka, ale czy możesz powiedzieć, kto stał za budową zamku w Malborku? Łatwo znajdziesz nazwisko czeskiego dowódcy najemników, który za obietnicę spłacenia żołdu sprzedał Polakom zamek w czasie wojny trzynastoletniej, ale trudno Ci będzie znaleźć imiona architektów i majstrów, którzy postawili twierdzę technicznie niezdobytą. A przecież ten Czech tylko podjął decyzję o otwarciu bram. Ale była wojna, a on był „dowódcom”.
    Gdy takich rzeczy będziemy uczyć młodych, to sobie do głów pobiorą, że tylko menadżerowie są ważni. A przecież są ważni. Ale są tylko trybikami, takimi jak księgowa, sprzątaczka i woźny.
    Gdy patrzę na tytuł zbioru opowiadań Borgesa „Powszechna historia nikczemności”, jestem przekonany, że na ten tytuł zasługują raczej nasze podręczniki szkolne.
    Historia zła to zła historia.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza