poniedziałek, 26 października 2020

Panbiblioteka cz. 3: Bibliotheka Universalis

 

Kiedy ogłoszono, że Biblioteka obejmuje wszystkie książki, pierwszym wrażeniem było niezmierne szczęście. Wszyscy ludzie poczuli się panami nietkniętego i tajemnego skarbu. Nie było osobistego, czy światowego problemu, którego szczegółowe rozwiązanie by nie istniało: w którymś sześcioboku.

J. L. Borges „Biblioteka Babel”


W poprzedniej części, na podstawie jednego zdania wskazałem na nieprzydatność Biblioteki Babel Borgesa-Lasswitza. Po cóż byłaby nam biblioteka wypełniona wszelkimi wariacjami liter i znaków, gdy niemożnością byłoby odnaleźć prawdziwą informację w natłoku bezsensownych układów literowych? Jeszcze bardziej okrutnie rozprawił się z tym Lasswitz w swoim opowiadaniu, gdzie wylicza (wszak był matematykiem) geometryczne wymiary takiej biblioteki. Tam jest mowa o stosach książek o grubości lat świetlnych.
    Może zatem podejdźmy do tematu od drugiej strony: zbudujmy bibliotekę zawierającą całą wiedzę ludzkości. Jeśli na myśl przychodzi Ci internet, to nie jesteś daleko od prawdy.
    Problemem głównym jest egalitaryzm internetu. Skoro każdy może tam umieścić każdą informację, część z nich będzie fałszywymi. To przypadek, który Lasswitz opisał w swojej „Bibliotece uniwersalnej” w takim ustępie:


(…) Ale najgorszym jest znalezienie tomu, który wydaje się zawierać sensowne informacje. Na przykład: chcesz znaleźć coś w „Fauście” i nawet znajdujesz tom, który zaczyna się prawidłowo, ale po przeczytaniu kilku linijek tekst zaczyna brzmieć „Abrakadabra, nic tu nie ma!” albo zwyczajnie: „aaaaa”… Albo tablice logarytmiczne, z których nikt nie wie, które są prawidłowe, gdyż nasza biblioteka zawiera nie tylko wszystkie pozycje prawdziwe, ale także wszystkie fałszywe.

K. Lasswitz „Biblioteka uniwersalna” (przekład własny)

Kurd Lasswitz pisze o tym w kontekście biblioteki zawierającej wszystkie wariacje z powtórzeniami znaków pisarskich, jak to rozważaliśmy w poprzednich częściach. Ale wyobraź sobie taką bibliotekę, w której usunięto książki w oczywisty sposób błędne i pozostawiono te, które w wyniku przypadku są tekstem sensownym, choć niekoniecznie poprawnym. Na przykład: czy możesz odpowiedzieć od razu, który fragment tłumaczenia poematu „Kruk” naprawdę wyszedł spod pióra pani Jolanty Kozak? Sprawdź się!


1.
Noc już była, północ zgoła; rozmyślałem w pocie czoła
Nad trwożliwą tajemnicą, z dawna zapomnianych ksiąg,
Przysypiając niespodzianie, gdy rozległo się pukanie,
Jakby ciche chrobotanie w mój samotny senny dom (...)

E. A. Poe "Kruk"

2.
Noc już była, północ zgoła gdym studiował w pocie czoła
Te trwożliwe tajemnice, z dawna zapomnianych ksiąg,
Przysypiając niespodzianie usłyszałem chrobotanie
Jakby ściszone stukanie w mój samotny senny dom (...)

E. A. Poe "Kruk"


No i jak? Czy pokusa użycia wyszukiwarki internetowej nie była zbyt silna? A teraz pytanie: czy miejsca, do których zaprowadzi Cię wyszukiwarka, będą prawdziwe? Czy zdajesz sobie sprawę, jak bardzo mogą się rozpowszechnić fałszywe informacje? I nawet nie mówię tu o fake newsach, czy mówiąc otwarcie – kłamstwach, które mają służyć doraźnej narracji politycznej, ale czasem chodzi o zwykłe spłycenie przekazu. Jak casus wąsatej perskiej księżniczki ‘Esmat Qajar, którą 9GAG uczynił „ideałem perskiej piękności, dla której trzynastu młodzieńców popełniło samobójstwo spotkawszy się z odrzuceniem ich zalotów”. Zaczyna to przypominać historie Radia Erewań, z których śmiano się w zeszłym stuleciu: „Pytanie: Czy to prawda, że w Moskwie na Placu Czerwonym rozdają samochody? Odpowiedź Radia Erewań: Tak, ale nie w Moskwie, tylko w Leningradzie, nie na Placu Czerwonym, tylko na Newskim Prospekcie, nie samochody, tylko rowery i nie rozdają, tylko kradną”. Tu podobnie: tak, to księżniczka ‘Esmat Qajar, ale nie była ideałem piękna, tylko najczęściej fotografowaną córką szacha (drugą z kilkunastu). Tak, miała wąsy. Faktycznie był to mało nam znany epizod kultury perskiej, gdy kobiety pielęgnowały meszek nad ustami (pewnie nawet sztucznie podkreślając je czernidłami jak dziś malując brwi, których nie ma). Nie, nie mogła odrzucić zalotów kilkunastu konkurentów do jej ręki, bo zwyczajnie nic nie miała do powiedzenia, gdy wydawano ją za mąż w wieku lat dziesięciu za równie smarkate arystokraciątko. Ale po co ja to mówię, skoro nasza Bibliotheca Universalis zawiera materiał źródłowy w postaci suchej notki biograficznej (i zdjęcia, bez wąsów) oraz omówienia problemu z memem, który zafałszował wyobrażenia.
    Morał? Gdy się zacznie szukać prawdziwych informacji, można je znaleźć. Ale trzeba być przygotowanym na przekopywanie się przez pokłady łajna, celowych łgarstw (niesławnej pamięci fałszerstwo Wakefielda), skrótów myślowych, indywidualnych mitomanii i zwyczajnego mylenia pojęć. Dr hab. Paweł Frelik, człowiek, który swoim blogiem Antimusick wprowadził mnie w świat muzyki naprawdę niekonwencjonalnej, wypowiedział takie słowa w wywiadzie udzielonym magazynowi „Noise”:


Kiedy jesteśmy zalewani – nieważne czy muzyką, czy filmami, czy newsami – to w każdym przypadku brakuje nam narzędzi, aby oddzielić to, co dobre, od tego, co wtórne. (…) W sytuacji klęski urodzaju problemem odbiorców jest brak narzędzi, aby zadawać pewne pytania. Kiedy wszystko jest spłaszczone i przychodzi do nas z taką samą intensywnością, w takich samych ilościach i atakuje nas z tego samego ekranu, potrzeba dobrego rozeznania. W przypadku muzyki będzie to świadomość historii i osłuchanie, w przypadku newsów – umiejętność ich weryfikowania.

P. Frelik w „Pisanie może zmienić świat”, „Noise” nr 4 (30), rok 2020


(źródło)

Gdy starożytni Rzymianie mówili, że „navigare necesse est, vivere non est necesse” („żeglowanie jest koniecznością, życie koniecznością nie jest”) nie myśleli jeszcze jak trafne będą to słowa w dobie zalewu informacji internetowych. To czego musimy się nauczyć i czego musimy nauczyć nasze dzieci, to nawigowania w oceanie informacji. Bez tego nasza Biblioteka Babel zawali się nam na głowy i znów przez tysiąclecia cierpieć będziemy z powodu pomieszanych języków.


Po nadmiernej nadziei nastąpiło, rzecz naturalna, przesadne zniechęcenie. Pewność, że któraś szafa w którymś sześcioboku zawiera cenne księgi i że te cenne księgi są nieosiągalne, wydała się niemal nie do zniesienia.

J. L. Borges „Biblioteka Babel”

PS.

Przekład numer 1 jest pióra pani Jolanty Kozak (i jest to mój ulubiony przekład), natomiast opatrzony numerem drugim jest przeze mnie złośliwie przetworzony.

piątek, 16 października 2020

Panbiblioteka, cz. 2: wariacje „Niezwyciężonego”

 

Rozważania Lasswitza i Borgesa o bibliotece, która zawiera wszystkie możliwe układy liter tworząc wszystkie możliwe dzieła, jest kusząca z jakichś przyczyn. Ale jakie byłyby jej prawdziwe rozmiary?
    Zbadajmy to doświadczalnie. Weźmy sobie pierwsze zdanie powieści S. Lema pt. „«Niezwyciężony»”:

Niezwyciężony”, krążownik drugiej klasy, największa jednostka, jaką dysponowała baza w konstelacji Liry, szedł fotonowym ciągiem przez skrajny kwadrant gwiazdozbioru.

S. Lem „«Niezwyciężony»

Całe zdanie liczy 167 znaków, w tym spacje i znaki przestankowe.
    Postawmy zadanie: ile książek w bibliotece Babel musimy przejrzeć, by znaleźć tę, która zaczyna się od przytoczonego zdania? Inaczej: na ile sposobów można ustawić 33 litery polskiego alfabetu (a, ą, b, c, ć, d, e, ę, f, g, h, i, j, k, l, ł, m, n, ń, o, ó, p, (q), r, s, ś, t, u, (v), w, (x), y, z, ź, ż; litery q, v, x nie należą do alfabetu polskiego, ale uważam, że q jesteśmy zmuszeni wliczyć do naszego zbioru, o czym poniżej, w Postscriptum 1) oraz spację i garść znaków przestankowych (ograniczmy się do podstawowych znaków przestankowych: kropki, przecinka, średnika, myślnika, któremu przyporządkujemy pauzę, cudzysłów pozostawimy tylko górny, do tego apostrof, pytajnik i wykrzyknik; razem – 8 sztuk). Zauważ, że okrawamy tu alfabet do jednej „wysokości” liter, bez ich rozróżnienia na wielkie i małe. Zatem nasz zbiór znaków liczy sobie 42 znaki (raz jeszcze: 33 litery, spacja i 8 znaków przestankowych). 42 to zdecydowanie ładna liczba. Douglas Adams wie to najlepiej.
    To, co musimy policzyć, w matematyce nazywa się wariacją z powtórzeniami. Mamy zbiór n elementów z którego układamy ciąg o długości k. Fraza „skrajny kwadrant” to ciąg o długości 16 z naszego zbioru 42 elementów, gdzie element „a” został wykorzystany trzy razy, „n” - dwa razy, a „p” - ani razu.
    Jak jest wariacja w przypadku ciągu 167 znaków z 42-elementowego alfabetu? 

Wnk = nk = 42167 12 · 10270

Czyli napisz sobie „12” i dopisz dwieście siedemdziesiąt zer (patrz Postscriptum 2).
   Nie podejmuję się nawet nazywać tej liczby, tak jak nazywamy nasze miliardy i kwadryliony, gdyż podejrzewam, że nazwa taka jeszcze nie została zbudowana, mimo że istnieją reguły dotyczące zbudowania takiej nazwy. Dla porównania: liczba atomów konstytuujących planetę Ziemia to około sto trzydzieści siedem oktylionów, czyli 137 i 48 zer (137 · 1048).
    Niewyobrażalną liczbę książek należałoby przejrzeć, by znaleźć tę, w której pierwsze zdanie pokrywa się z pierwszym zdaniem powieści S. Lema. A dalej? Gdy już znaleźliśmy tę książkę znikomo małe jest prawdopodobieństwo, że następne zdanie brzmieć będzie :

Osiemdziesięciu trzech ludzi załogi spało w tunelowym hibernatorze centralnego pokładu.

S. Lem „«Niezwyciężony»

O wiele bardziej prawdopodobne jest to, że następne zdanie zaczynałoby się słowami „Brzdęśniało już”. Jest to ta sama wątpliwość, którą Kurd Lasswitz zawiera w swojej „Bibliotece uniwersalnej” z 1904 roku, gdy rozważa „Historię Wojny Trzydziestoletniej” zaczynającej się zdaniem o ślubie księcia Blüchera z Królową Dahomeju w Termopilach.
    Jaki z tego płynie dla nas wniosek? Że biblioteka taka byłaby bezużyteczna. Nie starczyłoby nam sił i czasu ludzkiego życia by znaleźć tam jedną książkę możliwą do zrozumienia i pozbawioną błędów. Taka biblioteka jest pełną potencjalnością, ale żadnym źródłem informacji. Jest jak surowy blok marmuru, w którym zaklęte są wszystkie rzeźby świata, ale żadna nie jest uwypuklona dłutem i przez to cały blok nie pobudzi nas do zastanowienia jak robią to zastygłe bryły „Dawida”, „Ekstazy św. Teresy” ani cykladzki harfista o twarzy zaznaczonej tylko gnomonem nosa.
    Biblioteka Babel byłaby oceanem, podczas gdy książki są dla nas rzekami. Ale już starożytni traktowali ocean i rzeki jako antonimy oddając ocean Tiamat a rzeki jej partnerowi – Apsu. Ocean to objętościowe, statyczne zaprzeczenie liniowej i dynamicznej rzeki. Biblioteka Babel to zaprzeczenie literatury.
 
Biblioteka Babel (źródło)

Postscriptum 1:

    Litery q, x, v nie należą do polskiego alfabetu i staramy się pewne sprawy spolszczać maksymalnie. I tak zamiast V mamy W imieniu Wiktoria, a za X mamy Ks, jak w imieniu Ksawery. Ale pewnych rzeczy nie możemy spolszczyć i nie wyobrażam sobie żadnej alternatywy dla melvillowskiego Queequega z pokładu „Pequoda”, stąd wliczenie q do naszego zbioru.

Postscriptum 2:

    Ja przepraszam kolegów inżynierów i ścisłowców za to, że nie napisałem 1,21 · 10271, ale byłoby to mniej czytelne dla innych, którzy na co dzień nie wykorzystują takiej notacji i wtedy nici z prostego przekazu. Jak to napisał w swoim „Kwantechizmie” prof. A. Dragan: „Komunikacja wymaga braku ścisłości”.
 

piątek, 9 października 2020

Panbiblioteka, cz 1: Borges i Lasswitz

Większość z nas pamięta borgesowski koncept biblioteki Babel. Napisane w 1941 roku opowiadanie zaczyna się słowami:

Wszechświat (który inni nazywają Biblioteką) składa się z nieokreślonej, i być może nieskończonej, liczby sześciobocznych galerii, z obszernymi studniami wentylacyjnymi w środku, które ogrodzone są nizutkimi balustradami. Za każdej galerii widać piętra niższe i wyższe: nieskończenie.

J. L. Borges „Biblioteka Babel”


Mamy w pierwszym zdaniu wizję nieskończonego plastra miodu wypełnionego, jak przedstawia to narrator w następnych zdaniach, regałami pełnymi książek, w których znajdują się wszystkie wariacje liter. A to z kolei oznacza, że znajdują się tam wszystkie utwory literackie jakie istniały, istnieją lub zaistnieć mogą.
   Borgesowskie źródło tego pomysłu zostało tak mocno utrwalone przez U. Eco w „Imieniu róży”, że nawet nie zadawałem sobie pytania, czy idea ta wykiełkowała przed Argentyńczykiem. Czy było coś, co zainspirowało Starego Jorge do napisania „Biblioteki Babel”.
   Aż tu czytając „Poszukiwania”, zbiorek nieco już zapoznanych esejów Argentyńczyka, natknąłem się na taki fragment:

(…) Kurd Lasswitz, przy końcu XIX wieku, zabawiał się przytłaczającą fantazją o jakiejś uniwersalnej bibliotece, która rejestrowałby wszystkie zestawienia dwudziestu kilku symboli ortograficznych, czyli to wszystko, co jest możliwe do wyrażenia, we wszystkich językach. Machina Lulia, obawa Milla i chaotyczna biblioteka Lasswitza mogą być przedmiotem kpin, ale wyolbrzymiają pewną skłonność, która jest naturalna: jest to skłonność do czynienia z metafizyki i ze sztuk rodzaju gry kombinatoryjnej.

J. L. Borges „Notatka na temat Bernarda Shaw”

Borges popełnił ten esej w 1951 roku, dekadę po napisaniu swojego opowiadania. Zastanawiałem się przez chwilę, czy on aby pana Lasswitza nie wymyślił, jak Lovecraft wyimaginował Abdula Alhazreda, autora „Necronomiconu”, a niżej podpisany – Chryzostoma z Pergamonu i jego „Chaogonię”. Ale sięgnąłem całkiem niedaleko, do naszej Biblioteki Babel, czy raczej Biblioteki Augiasza (czyli internetu) i dowiedziałem się, że pan Kurd Lasswitz był rzeczywiście dziewiętnastowiecznym nauczycielem i prekursorem niemieckiej literatury fantastycznonaukowej. Urodzony niecałą godzinę drogi od mojego obecnego miejsca zamieszkania, w Raciborzu, został absolwentem Uniwersytetu Wrocławskiego i Uniwersytetu Berlińskiego. W 1897 wydał swoją najsłynniejszą powieść - „Z dwóch planet”, która należy do nurtu fantastyki kontaktu. W 1904 napisał opowiadanie „Biblioteka uniwersalna”, które jest matematycznym rozważaniem nad konceptem biblioteki, zawierającej wszystkie możliwe kombinacje liter i znaków specjalnych. A właściwie – bo matematyka jest tu ważna – wszystkie wariacje z powtórzeniami.
   To ciekawe, że Borges ocalił dla nas myśl Lasswitza. Że gdyby nie „Biblioteka Babel”, nie pamiętalibyśmy pomysłu na nieskończoną bibliotekę, a U. Eco nie napisałby „Imienia róży” w tej formie, którą znamy – z biblioteką-labiryntem jako osią intrygi.
   Opowiadanie Borgesa stało się pochodnią odpaloną od kaganka. Sam Lasswitz nie zdobył tak szerokiego kręgu czytelników, zaś Borges bez inspiracji Lasswitzem nie napisałby swojej „Biblioteki Babel”. Dlatego wypada nam jednak zapamiętać raciborskiego nauczyciela matematyki, ojca chrzestnego niemieckiej fantastyki naukowej.
Kurd Lasswitz (źródło)